Gorzki smak komedii

Gorzki smak komedii

Goniąc za faworami, pieniędzmi, władzą, Włosi są gotowi na każdy kompromis

Mario Monicelli, ojciec włoskiej komedii

– Dino Risi, Luciano Emmer, Ettore Scola i przede wszystkim Mario Monicelli to twórcy włoskiej komedii filmowej. Dlaczego krytycy tak uparcie przyczepiają państwa filmom etykietkę komedia all’italiana. Jaka jest włoska komedia?
– Nie ulega wątpliwości, że włoska komedia jest inna, różni się od pozostałych komedii. To, co ją wyróżnia, to przede wszystkim brak dobrego zakończenia, a jak wiadomo, komedie z reguły kończą się dobrze. Najważniejsze jest jednak to, że nie traktuje o rzeczach wesołych, przeciwnie – tematem włoskiej komedii są wydarzenia bardzo dramatyczne, często tragiczne – śmierć, głód, mizeria. Żadna inna komedia na świecie nie zajmuje się takimi sprawami. Korzenie włoskiej komedii są bardzo odległe, tkwią w komedii dell’arte, w utworach Boccaccia. Twórcy komedii starają się wywołać śmiech, opowiadając o rzeczach, które nie są bynajmniej do śmiechu. Ta szczególna cecha włoskiej komedii zawsze zadziwiała świat. Dlatego słusznie krytycy wyróżniają włoską komedię specjalną etykietką. Zresztą nie jest ona specjalna, bo istnieje komedia francuska, zupełnie inna niż włoska, opiera się na duchowości, inteligencji, wdzięku, czy angielska bazująca na surrealizmie.
– Pańskie komedie mają raczej gorzki smak, niejeden widz między salwami śmiechu sięga po chusteczkę.
– Skoro komedia traktuje o rzeczach, które nie są wesołe, a często są wręcz tragiczne… Po prostu, jak już mówiłem wcześniej, to dość specyficzna komedia.
– Wiele osób twierdzi, że brudy trzeba prać w czterech ścianach, a pan z uporem wywleka je na zewnątrz.
– Brudów nie można prać w rodzinie, w domu, przeciwnie – trzeba je pokazać, wywlec. Jest takie łacińskie powiedzenie: dobrze, że istnieją skandale. Nie wolno ukrywać skandali. Pokazując, wytykając zło, wady i przywary, trzeba uczyć, jak nie wolno robić.
– W stosunku do swoich rodaków jest pan bardzo krytyczny. Warto wspomnieć chociażby film „Panni sporchi” z jego frustrującym obrazem włoskiego mieszczaństwa, egoistycznego i cynicznego czy „Un borgese piccolo, piccolo”. Rzeczywiście tak źle pan myśli o Włochach?
– Oczywiście. Tak źle, a nawet gorzej, bo w moich filmach staram się być miły dla publiczności, gdyby nie to, byłbym jeszcze krytyczniejszy.
– Co panu najbardziej się nie podoba w przeciętnym Włochu?
– Przede wszystkim nie podoba mi się nadzwyczajna zdolność Włochów do ugadania się, wszystko jedno, jaką cenę trzeba zapłacić, praktycznie za wszelką cenę, ignorując własne sumienie. Goniąc za faworami, pieniędzmi, władzą, Włosi są gotowi na każdy kompromis. (Nie wszyscy, rozumie się, ale zdecydowana większość). To jest to, czego nie znoszę i co mnie boli.
– Nakręcił pan kilkadziesiąt filmów, pracował z wielkimi aktorami – kogo pan wspomina z największą sympatią?
– Trudno mi wymienić jakieś nazwisko, bo dobrze wspominam wszystkich, z którymi pracowałem. Dzięki aktorom grającym w moich filmach stałem się znany, dzięki ich brawurze, ich profesjonalizmowi mogłem wyrazić to, co chciałem. W gruncie rzeczy wszyscy byliśmy przyjaciółmi. Naprawdę nie wiem – choć może Vittorio Gassman, Marcello Mastroianni, Vittorio De Sica byli mi szczególnie bliscy.
– A legendarny Toto?
– Toto jest ponad wszystkimi, jest klasą sam dla siebie.
– Toto jest świetnym komikiem, aktorem może nawet lepszym niż Chaplin. Dlaczego zatem jest tak mało znany poza granicami Włoch?
– Dlatego że jest bardzo włoski, praktycznie nieprzetłumaczalny, nie chodzi mi tutaj wyłącznie o jego gagi językowe. Chaplin rozśmieszał, grając na strunie pewnego sentymentalizmu, Toto jest bardzo twardy, ostry, pokazuje świat, jaki jest, nie ma żadnej sentymentalnej przesłony.
– W dzisiejszym świecie pełnym wojen, terroryzmu jest jeszcze miejsce na komedię?
– Wydarzenia dramatyczne czy tragiczne są doskonałym tematem dla komedii. Makabryczność i komiczność tworzą zgraną parę. Nauczyłem się tego od Rene Claira.

*

Nestor wśród włoskich reżyserów, 89-letni Mario Monicelli, ojciec włoskiej komedii, uważany jest za jednego z najwybitniejszych filmowców i twórców powojennego kina. W ciągu swojej kilkudziesięcioletniej kariery zrobił blisko 70 filmów – wśród nich absolutne arcydzieła. Nakręcony w 1958 r. film „I soliti ignoti” („Sprawcy nieznani”) o bandzie drobnych złodziejaszków uważany jest za najlepszą włoską komedię wszech czasów. W historii kina zapisały się też: „La grande guerra” („Wielka wojna”) z niezapomnianymi Albertem Sordim i Vittoriem Gassmanem w roli dalekich od heroizmu żołnierzy, którzy chcą za wszelką cenę przeżyć, oraz „Romanzo popolare” („Romans jakich wiele”), „Boccaccio ’70” czy „Guardie e ladri” („Złodzieje i policjanci”). Komedie Monicellego pokazują bez osłony wady włoskiego mieszczaństwa: egoizm, cynizm, oportunizm, kompromisowość. Bohaterzy jego komedii to często ludzie mali, żałośni, złośliwi, pozbawieni skrupułów. Monicelli śmieje się z biedy, wojny, głodu i ludzkiej małości. Odbierając w 1991 r. w Wenecji Złotego Lwa, powiedział: – Kino nigdy nie umrze. Raz narodzone nie może umrzeć. To, co być może zniknie, to sala kinowa, ale tym nie warto się przejmować.

 

Wydanie: 13/2005

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy