Barok bez kawy na ławę

Barok bez kawy na ławę

W kostiumie operowym śpiewa się łatwiej

Olga Pasiecznik – sopranistka

Czy opery barokowe zrozumiale opowiadają o uczuciach bohaterów? Może lepiej sprawdzają się w tym opery romantyczne?

– Zależy, czego oczekujemy. W baroku nie mówiło się wprost o emocjach, natomiast opery romantyczne, jak słusznie powiedział mistrz batuty Nikolaus Harnoncourt, nie wymagają wielkiego zaangażowania intelektualnego, bo ta muzyka jest bardzo emocjonalna. Natomiast opera barokowa narzuca konieczność większego zaangażowania w śledzenie wszystkich zawiłości libretta i uczuć bohaterów. Tutaj nic nie jest od początku jasne, tyle że zwyczajowo bohater negatywny pojawia się na scenie w ustalonym miejscu, z towarzyszeniem określonej melodii i wykonuje charakterystyczne ruchy. Melomanowi zainteresowanemu analizą psychologiczną takie zagadki sprawiają satysfakcję i właśnie jemu polecam opery barokowe, choć trwają dłużej niż opery romantyczne, czasem ponad cztery godziny. Jeśli jednak ktoś w ciągu dwóch i pół godziny chce mieć uczuciową kawę na ławę, to polecam mu operę romantyczną.

Dlaczego na festiwal Muzyka na Szczytach w Zakopanem wybrała pani arie z oper Haendla?

– Po pierwsze, zasugerował to dyrektor festiwalu Jakub Sztencel, po drugie, będzie tam Orkiestra Historyczna {Oh!}, więc i mnie ten pomysł wydał się logiczny, bo to przecież zespół specjalizujący się w muzyce barokowej. Po Bachu i Mozarcie Haendel należy do moich ulubionych kompozytorów. Bardzo często wykonuję jego muzykę na scenie i na koncertach. Sądzę, że dla miłośników muzyki barokowej będzie to bardzo ciekawe, ale również dla laików może się okazać interesujące.

Czy podczas wykonania koncertowego, bez kostiumów i gry aktorskiej, artysta ma łatwiejsze zadanie? Wystarczy, że śledzi nuty?

– Nie. Wykonanie koncertowe jest dużo trudniejsze. Kostium, dekoracje, światła stwarzają artyście kontekst dramaturgiczny, pomagają w budowaniu postaci, nie mówiąc o tym, że gdy na scenę wchodzą inni wykonawcy, można za kulisami odpocząć, napić się wody. Podczas wykonania koncertowego, gdy poszczególne arie są wyrwane z kontekstu, artysta musi być maksymalnie spięty i skoncentrowany, aby w pigułce przedstawić to, co na scenie rozwija się dużo wolniej, i uważać, by wokalne salto mortale nie wymknęło się spod kontroli.

Ale śpiewanie muzyki dawnej z instrumentami z epoki na pewno trochę pomaga i stwarza odpowiedni kontekst estetyczny?

– To jest bezdyskusyjne. Ci, którzy twierdzą inaczej, nie zdają sobie sprawy, że współczesne instrumenty fałszują prawdziwy obraz muzyki dawnej. Już choćby sam strój barokowy (instrumenty były strojone nieco niżej) był dużo wygodniejszy dla głosu ludzkiego, ale i barwa instrumentów jest lepiej dostosowana do barwy naszego głosu. We współczesnej orkiestrze jest większa obsada instrumentów, gra się dużo głośniej i wymaga to nieraz aż wynaturzonego śpiewania, co kompletnie zmienia charakter tej muzyki. Nasze ucho staje się wtedy mniej wrażliwe na piękno barwy dźwięku, która jest podstawą dzieł barokowych. Historyczna orkiestra daje głosowi inspirację, działa na wyobraźnię, kreuje rodzaj frazowania i prowadzenia głosu.

Lubi pani muzykę Podhala? Wystąpiłaby pani na koncercie z muzykami ludowymi?

– Nigdy się nie zastanawiałam nad tym, co bym mogła z takimi muzykami wykonać. Ale jestem temu pomysłowi jak najbardziej przychylna. Pochodzę z Ukrainy i całe dzieciństwo pozostawiło w moich uszach śpiewanie muzyki ludowej, np. podczas uroczystości rodzinnych. Nawet śpiewanie białymi głosami nie było mi obce. To bardzo ciekawy pomysł.

Co daje słuchaczom moda na folk?

– Uważam, że bez znajomości muzyki ludowej czy folkowej żaden muzyk nie może się stać artystą kompletnym. To są nasze korzenie – czy to muzyka w wersji oryginalnej, czy przetworzona. Obecnie na wsiach rzadko mamy do czynienia z oryginalnym ludowym śpiewaniem i graniem. Częściej zamawia się kapelę, jednak kiedy jest szansa sięgnięcia do źródła, trzeba z niej skorzystać. To może być baza kreatywności, bo mówi nam, skąd jesteśmy, pokazuje, jak przemawiać do publiczności, jak trafiać do serca.

Które narody mają najpiękniejszą muzykę?

– To pytanie stawia mnie w trudnej sytuacji. Sądzę, że dla każdego jego własna muzyka jest najpiękniejsza. Nie wszystkie narody miały tyle szans historycznych na rozwój kultury muzycznej, co np. Niemcy czy Francuzi, ale w każdym kraju można znaleźć coś wyjątkowego, co się mierzy nie ilością powstałej muzyki, ale jej jakością. Bardzo dobrze znam muzykę ludową Ukrainy i uważam, że pieśni, ich melodie są tam najpiękniejsze na świecie. To jest zresztą nie tylko moje zdanie. W Polsce mieszkam już ponad 25 lat i np. muzyka Karola Szymanowskiego wydaje mi się absolutnie wyjątkowa, zresztą jest także na świecie coraz częściej grana i promowana. To mój ukochany kompozytor, który także doskonale wpasował się w polski folklor. Jestem też zachwycona francuską muzyką wokalną, świetnie dopasowaną do mojego głosu. I wreszcie o Mozarcie mogę mówić godzinami oraz o Bachu. Żaden muzyk kreatywny nie może obok tej muzyki przejść obojętnie.

Wystąpi pani we wrześniu w Zakopanem. To będzie trzecie pani spotkanie z festiwalem Muzyka na Szczytach.

– W Zakopanem występowałam już kilka razy – i z orkiestrami, i z recitalem wokalnym, gdzie przy fortepianie towarzyszyła mi moja siostra Natalia Pasiecznik. Za każdym razem ubolewałam, że to wspaniałe miejsce nie ma godnej siebie sali koncertowej. Teraz pora na barok z orkiestrą, który w stolicy Tatr nie pojawiał się zbyt często. Cieszę się na ten koncert, bo zarówno organizatorzy, jak i publiczność są tam wyjątkowi. Występują muzycy z najwyższej półki, z kraju i zagranicy. Jest to więc wspaniała okazja, by właśnie w tym mieście móc zainteresować kulturalną publiczność.

Wydanie: 34/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy