Gwałt

Gwałt

Co trzy i pół godziny ma miejsce przestępstwo seksualne

Ciszę podziemnego przejścia przerywają dźwięk łamanych kości i jęki maltretowanej kobiety. Po analnym stosunku alfons katuje ją na śmierć. Dziewięciominutowa spowolniona anatomia gwałtu jest realistyczna jak dokument. „Ten film będzie kasować”, napisał „Spoko” na czacie o „Nieodwracalnym” Gaspara Noego (film dozwolony od 21 lat). Połowa widzów, napędzona do kina na warszawskim Mokotowie opisem „skandaliczny”, nie wytrzymuje do końca.
– Obrażenia krocza i powierzchni ud. Otarcia w okolicy przedsionka pochwy. Siniaki. Szok. Ofiarę można posadzić i przesunąć jak przedmiot – to klasyczna obdukcja gwałtu, jaką sporządza czasem ginekolog Grzegorz Południewski.
Co trzy i pół godziny w Polsce zgłaszana jest seksualna przemoc. Według Centrum Praw Kobiet, aż dwie piąte kobiet przyznaje się do tego, że było jej ofiarą. Zagrożenie gwałtem jest u nas trzykrotnie większe niż w Anglii czy Francji – podaje European Sourcebook of Crime and Criminal Justice Statistics (Rada Europy, Sztrasburg 1999 r.). Tę wyjątkowo perfidnie łamiącą godność kobiety zbrodnię obecny kodeks karny traktuje jednak jako występek.

Gwałtowne zakamarki

– Wyszłam po papierosy – opowiada blaszanym głosem Ewa W. (zgwałcona w biały dzień na swojej klatce schodowej). Gdy rozpoznawała Rafała J., była sztywna ze strachu. Jak przychodzi lęk, między futryną a zawiasami stawia kijek od nart. Ale wstydu nie da się oswoić kijkiem od nart.
Wyludnione miejsca, ścieżki na trasie przystanek-blokowisko, ciemne bramy, podwórka, windy… Schemat jest zwykle taki sam. Normalni, niebudzący najmniejszych podejrzeń mężczyźni. Wieczorem lubią wyjść… pobiegać. Ofiara? Nie musi być młoda ani ładna.
Zboczenie? Impuls wywołany widokiem czerwonej szpilki? Potrzeba przeżycia tego ze szkłem przy czyjejś szyi, nuda seksualnej codzienności własnego związku, instynkt reprodukcyjny czy po prostu nieporadność kontaktów? Psychologii gwałtu trudno wydzielić motywy. Zdaniem seksuologów, najczęściej gwałcą seksualne niezguły. – Nie potrafią w inny sposób nawiązać kontaktu z kobietą – ocenia prof. Lechosław Gapik, psycholog, seksuolog, wieloletni biegły sądowy i prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. – 20 lat temu – wspomina – opiniowałem znanego w kryminalistyce gdańskiego „Skorpiona”. Ogłuszał kobiety, a potem siadał przy nich, rozmawiał, masturbował się, coś przekąsił z ich siatki. To była taka jego randka. Jako dziecko się moczył. Dziewczyny nazywały go „strażakiem”.
– Jest jeszcze inna kategoria – wylicza prof. Gapik. – To autentycznie zaburzeni, dla których użycie siły, przyspieszony oddech i błaganie o litość są po prostu seksualną rozkoszą. Nie lubią współpracować w miłosnym akcie. Natomiast mężczyźni z kompleksami wybierają gwałty zbiorowe, bo grupa daje im poczucie siły.
– Część nierozeznanej energii seksualnej, która ich rozpiera, sprawia, że są wściekli – dodaje Zbigniew Liber, seksuolog. – A ponieważ nie potrafią jej zlokalizować, rozwalają przypadkową szybę albo gwałcą przypadkową kobietę.
– Coś mnie napadało. Byłem tak napalony, że bym nie popuścił – tłumaczył chorzowskiej policji znany gwałciciel, normalny mieszkaniec familoku z czerwonej cegły. Najbardziej lubił kobiety drobne i… w spodniach. Sąsiedzi nie mogli powiedzieć o nim złego słowa. Inny wchodził z kobietami do windy i uprzejmie pytał: „Na które nacisnąć?”. Wybierał tylko ładne. Na policji mówił o sobie, że jest po prostu nieśmiały.

Wina czerwonych paznokci

Agacie N. uciekł ostatni PKS z Płocka do Sannik. Złapała okazję. Nie zamordował w zamian za oralny seks. Na koniec przeciągnął lekko ostrzem po policzku i… odwiózł żukiem do domu. Agata cierpnie, kiedy ma wyjść na ulicę. Nawet gdy siedzi przy ścianie, ogląda się za siebie.
Prawo I Rzeczypospolitej stanowiło, iż krzyk i obrona powinny być dowodem w sprawie. Inaczej skarga o gwałt nie była zasadna. W przedwojennym prawie niemieckim kobieta, która przyjęła zaproszenie mężczyzny na kolację, nie mogła zgłosić wykorzystania na policji.
A dziś? – Kultura amerykańska, nasycona dyskusją o gwałcie i granicach przyzwolenia na seks ze strony kobiety, powoduje mniejszą tolerancję na agresywne zachowania – wyjaśnia Tomasz Szlendak, socjolog relacji płciowych z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Pod wpływem przykładów z Ameryki dostrzeganie w niewinnych z naszego punktu widzenia reakcjach znamion gwałtu jest łatwiejsze.
Według polskiego kodeksu karnego (art. 197), ze zgwałceniem mamy do czynienia wówczas, gdy przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadzamy inną osobę do obcowania płciowego. Ale trudno zdefiniować, co w naszym kręgu kulturowym jest przyzwoleniem, prowokacją, a co przemocą, skoro w sądzie dyskutuje się nad dowodami, roztrząsając, ile razy kobieta może powiedzieć nie i czy wołała o pomoc dostatecznie głośno. Czasem ciężko prokuraturze dowieść, że groźba była wystarczająco paraliżująca. – Takie rozprawy są bardzo trudne ze względu na zakorzenione stereotypy – tłumaczy prof. Gapik. – Pamiętam gwałt pod Poznaniem. Na wiejską zabawę przyjechały dwie delikatne „miastowe” dziewczyny. Miejscowy podrywacz potańczył z jedną i zaprosił do stodoły. Jej „nie rób, zostaw, przestań” odbierał jako „wszystkie tak mówią”. To była nie tyle sprawa o gwałt, ile konflikt subkultur. Dostał jeden z niższych wyroków.
Grzegorz Południewski dodaje: – Od zgwałconych kobiet odsuwają się też partnerzy. „Po co poszła przez las. A teraz? Skoro nie jest już tylko moja?”, to klasyczne reakcje. Incydent staje się dla nich obsesją współżycia należącej do niego partnerki z innym. A przecież tym partnerkom zniszczono najbardziej intymną sferę odczuwania.
W kulturze zachodnioeuropejskiej pokutuje zakodowane przekonanie macho, że kobieta chce być zniewalana, że gdy mówi „nie”, myśli „tak”, bo podświadomie marzy o gwałcie. Im model kultury bardziej patriarchalny, tym ten stereotyp silniejszy. Ale lekceważące opinie o kuszeniu losu popiera sama wiktymologia, przyjmując, że niejednokrotnie ofiary „prowokują” gwałt, a niektóre są nawet predestynowane do bycia skrzywdzoną.
Najbardziej krytycznie ocenia się lekkomyślność autostopowiczek i dziewcząt umawiających się na randki z tajemniczym nieznajomym, ofiar tzw. gwałtów okazyjnych. – Te obserwacje w sposób prawie jednoznaczny pozwalają przypuszczać, że kobiety napraszają się do bycia przypadkiem na drodze gwałciciela – dodaje Zbigniew Liber. – Nocne romantyczne spacery przez park, ostentacyjne wyjścia z prywatki po kłótni z chłopakiem. Często to zachowanie graniczy z dopuszczalną formą bezpieczeństwa.
O innego rodzaju gwałtach mówi się „sytuacyjne”: prowokowała, bo miała obcisłą, czerwoną mini, bo zaprosiła do domu, bo pomalowała na czerwono usta. Dla opinii społecznej brzmi to jak zaproszenie, usprawiedliwienie, pretensja. „Sama się prosiła”, „Dała d… i zgrywa cnotkę”, „Widocznie jej nie dogodził”. Najdziwniejsze, że tego rodzaju brak empatii dla ofiar mają często same kobiety. „Niewłaściwy stosunek do stosunku po stosunku”, tak żartowały między sobą policjantki na jednym z komisariatów, przyjmując zawiadomienie o gwałcie.
– Badania psychologów ewolucyjnych dowodzą, że mężczyźni reagują kompletnie nieadekwatnie na damski uśmiech, często kojarząc go z zaproszeniem do amorów, podczas gdy kobiety uśmiechają się, bo chcą być miłe – komentuje oskarżające reakcje Tomasz Szlendak. – Ta asymetria pokazuje, że czerwone paznokcie to wybieg kultury konserwatywnej, tłumaczącej i usprawiedliwiającej gwałt, co wcale nie ma pokrycia w rzeczywistości. Tu przecież nie jakość bodźców ma znaczenie, ale natura mężczyzny. Ten, który nie liczy się na matrymonialnym rynku lub ciągle pozostaje niezaspokojony, gwałci mimo reperkusji. I jest nie ważne, czy kobiety będą prowokować, czy nie, ponieważ dla niego prowokacją może być absolutnie wszystko, np. zwyczajny uśmiech.

Popęd resocjalizowany

Wszyscy we wsi się śmiali, że ten to nawet kurę zgwałci. Jak wyszedł na wolność, najpierw zgwałcił córkę państwa W. Podbiegł od tyłu. Lewą ręką chwycił za szyję, a prawą zatkał usta. Potem tylko głośno sapał.
Według danych Biura Informacji i Statystyki Centralnego Zarządu Służby Więziennej na rok 2001, w polskich więzieniach przebywa 4 tys. sprawców przestępstw seksualnych (2550 z nich za gwałt). Wielu to recydywiści i seryjni gwałciciele. „Bomby z opóźnionym zapłonem”, mówią o nich psychiatrzy. Resocjalizacyjna funkcja kary więzienia wobec skazanych za seksualne przestępstwa jest tylko fikcją, bo po rozliczeniu się ze sprawiedliwością bomby wybuchają na wolności. Przestępcy wracają do społeczeństwa z tłumionymi przez lata w kryminale potrzebami seksualnymi, a potem 90% z nich trafia z powrotem za kratki.
Wielu odsiaduje kolejny wyrok w sztumskim zakładzie karnym. – Przecież brakuje terapeutów na wolności, a cóż dopiero mówić o polskich więzieniach – tłumaczy Krzysztof Czermański, rzecznik prasowy zakładu. – Nie mamy seksuologa, bo nie mamy na to środków. W ramach zajęć grupowych z uzależnionymi od alkoholu i środków odurzających też nie prowadzi się dla nich żadnej terapii.
Funkcjonują za to tzw. korekcyjne indywidualne oddziaływania terapeutyczne. – Efektem ma być – dodaje Czermański – skłonienie do refleksji i przygotowanie do podjęcia terapii na wolności. Staramy się dać im adresy…
Ale pracując tu kilkanaście lat, sam powątpiewa w nawrócenie: – Przyjmując, że przestępców seksualnych jest u nas 10%, jedynie 10% z nich nadaje się do terapii. Ciągle widzę te same wracające twarze. Prawie wszyscy.
– Resocjalizacyjna funkcja więzienia? – dziwi się prof. Gapik. – Przecież oni tylko siedzą, masturbują się i obrabiają w wyobraźni sytuacje, które realizowali na wolności. Gdy wychodzą, są już za bardzo zżyci ze swoimi fantazjami. Więzienie nie tłumi popędu, to tylko instynkt samozachowawczy każe im zachowywać się spokojnie.
– Nie ma wątpliwości, że ta kategoria sprawców wymaga szczególnych przepisów, precyzujących, jakimi metodami należy chronić przed nimi ofiary i społeczeństwo, do którego wracają anonimowi – dodaje prof. Zbigniew Izdebski, przewodniczący Towarzystwa Rozwoju Rodziny, włączającego się w pomoc ofiarom gwałtu. – Inaczej problemu nie da się rozwiązać.
Niestety, nasze kodeksy nie przewidują przymusowych terapii dla przestępców seksualnych, dlatego nie można wymagać, aby na wolności kurator lub seksuolodzy publicznej służby zdrowia kontrolowali popęd przestępców (takie metody wprowadza się powoli w Czechach). U nas bez zgody samego skazanego nie można dożywotnio kastrować chemicznie (terapia farmakologiczna osłabiająca popęd płciowy) jak Niemczech ani informować środowiska, do którego osobnik powraca, jak w USA, mimo że tego rodzaju metody mają wielu zwolenników. – Choć w czasach niemalże oficjalnej prostytucji i pornografii nie ma już spraw tak brutalnych, jakie pamiętam, za jedyne rozwiązanie uważam chirurgiczną lub chemiczną kastrację – mówi prof. Gapik. – Pamiętam przypadki, gdy pierwszy raz opiniowałem sprawcę czynu małego, potem tego samego po popełnieniu średniego występku, a po kilku latach już jako zabójcę.

Odbicie w weneckim lustrze

Beata S. (zgwałcona w 1998 r. w pociągu na trasie Warszawa-Katowice) najlepiej zapamiętała kolor jego slipek: brudny beż w niebieskie paski. I szczypiący zapach potu. Na policji nie pozwolili się umyć ani przebrać, żeby zabezpieczyć ślady. Mycie twarzy i rąk zostało Beacie jak natręctwo. „To ją wycisza”, orzekł psychiatra.
– Lęki, depresje, próby samobójcze, zaniżone poczucie własnej wartości, niechęć do kontaktów seksualnych – analizuje prof. Izdebski emocjonalne skutki gwałtu. – Każdy stosunek przypomina kobiecie o tej sytuacji. Gwałt jest jak trauma na całe życie.
To specyficzny rodzaj przestępstwa, ze względów emocjonalnych i społecznych. Ale ofiarom gwałtu trudno znaleźć fachowe wsparcie. Pani z pewnego kobiecego stowarzyszenia wertowała razem ze mną książkę telefoniczną w poszukiwaniu adresu, pod który mogłabym się udać jako poszkodowana.

Największą w Polsce organizacją udzielającą prawnej i psychologicznej pomocy ofiarom seksualnych przestępstw jest Centrum Praw Kobiet. – Zgłasza się ich do nas coraz więcej – ocenia Urszula Nowakowska, dyrektorka CPK. – W ostatnim roku ta liczba zdecydowanie wzrosła. Staramy się towarzyszyć kobietom podczas przesłuchań, bo policja i sądy to miejsca nie zawsze przychylne. Odbieramy wiele skarg na brak intymności na komendzie i obcesowość przesłuchań. Zdarza się, że przepytują sami mężczyźni. Prof. Izdebski przyznaje: – Słyszę, co mówią pacjentki, i sądzę, że oni nawet nie są świadomi, iż źle formułują pytania, że ranią.
W Polsce sposób przyjmowania przez policję spraw o gwałt wciąż przypomina zgłoszenie kradzieży samochodu, a rozprawy są rodzajem droczenia się o własny honor. „Czy była pani dziewicą?”, „Czy nie prowokowała?”, „Więc jaka była pani przeszłość?”, „Jak zachowywała się pani podczas stosunku”, „Czy ruszała pani głową w trakcie czynu oralnego?”, to standardowe pytania na sądowej sali. – Sądy nie ułatwiają kobietom przebrnięcia przez proces – potwierdza Urszula Nowakowska. – Próbujemy informować i chronić je przed scenariuszem dyskredytującym ofiarę. Najsmutniejsze, że krzywdzą też sędzie i adwokatki. I co dziwne, bywają jeszcze większymi formalistkami. Pamiętam panią prokurator, która za nic nie chciała uwierzyć, że kobieta nie poradziła sobie z przemocą. Gwałci kleryk, pracodawca podczas rozmowy o pracę, mężczyzna wynajmujący mieszkanie… a adwokat bezwzględnie udowadnia, że albo ona sama chciała, albo jest puszczalska.
– Kiedyś, owszem, były żale, że się dodatkowo upokarza pytaniami o szczegóły – oponuje podkomisarz Marcin Szyndler z Komendy Głównej Policji. – Jednak od wielu lat prowadzimy działania, by to zmienić. Pokoje do przesłuchań zapewniają kobiecie prawo do prywatności, a rozmowy prowadzą specjalnie szkolone z psychologii policjantki. Delikatnie poruszają drażliwe tematy, zbierając przy tym jak najwięcej szczegółów, by sąd później nie przerywał postępowania. Staramy się też od razu zapraszać prokuratora, żeby oszczędzić kobiecie emocjonalnych powrotów do zdarzeń, a podejrzanego okazywać jedynie przez lustro weneckie. Ale to proces długotrwały ze względów budżetowych.
Na ulotkach, wykładach i szkoleniach w urzędach kończy się jeszcze wiele, bo sztywne kodeksowe przepisy trudno dopasować do życia. Chociażby artykuł 205 kk, który określa, że ściganie sprawców zgwałcenia następuje na wniosek osoby skrzywdzonej. – Założenie twórców tego przepisu było szlachetne, bo tym samym oszczędzano ofiarom dalszego cierpienia wbrew ich woli – ocenia Ryszard Taredejna, prawnik.
Ale czy nie wywołuje on odwrotnych skutków – bezkarności sprawcy? Według organizacji kobiecych, zaledwie 25% ofiar przestępstw seksualnych zgłasza się na policję. Ciemna strona statystyki to tysiące gwałtów przemilczanych przez przestraszone kobiety, głównie mieszkanki wsi i miasteczek, gdzie tego rodzaju przestępstwa krążą w obiegu jedynie jako plotka, o której mówi się uszczypliwie i niejednoznacznie. – Wśród najważniejszych przyczyn milczenia są obawa przed konfrontacją z gwałcicielem, upokarzającą procedurą i ogromny strach przed zemstą – tłumaczy Urszula Nowakowska. – Poza tym niepewność reakcji otoczenia, które „pomaga” kobiecie pielęgnować poczucie wstydu i winy. Niejednokrotnie umacnia je policja. Po pierwszym kontakcie z funkcjonariuszem, drapiącym się w głowę z powątpiewaniem, czy to aby na pewno był gwałt, wiele kobiet rezygnuje z wniosku o ściganie. Dlatego najważniejszą zmianą, o jaką należy walczyć, jest możliwość ścigania tych spraw z urzędu i zdjęcie z kobiet, często zastraszanych przez sprawcę, odpowiedzialności za wszczęcie postępowania.
Wielokrotne odtwarzanie w pamięci tego samego scenariusza dla potrzeb wymiaru sprawiedliwości też jest koszmarem. W Warszawie na pierwszą rozprawę można czekać nawet dwa lata. Bywa, że ten czas przyczynia się do dramatów. – Lęk ofiar gwałtu przed ciążą jest tragiczny – twierdzi prof. Izdebski. Aż trudno uwierzyć, że i w tym przypadku słuszność zabezpieczenia się przed nią, choć usankcjonowana prawnie, wciąż jest kwestionowana przez fanatyczne umysły obrońców poczętego życia. – Ostatnio przyszła do mnie kobieta z pytaniem, gdzie może się zgłosić, bo lekarz odmówił jej pomocy – podaje przykład Urszula Nowakowska.

Występek czy zbrodnia?

Zgodnie z art. 197 kk, za zgwałcenie grozi kara pozbawienia wolności od roku do dziesięciu lat, natomiast za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem od dwóch do 12 lat. Tak zapisano w kodeksie. A życie? Przeciętny wyrok za gwałt nie przekracza trzech lat i jest co najmniej dwukrotnie niższy niż na Zachodzie, alarmują stowarzyszenia ofiar przemocy (w USA średnio wynosi 12 lat, we Francji dziewięć, a w Wielkiej Brytanii recydywa przestępstwa grozi nawet dożywociem). Czy sądy lekceważą sprawy o zgwałcenia?

– Jest w błędzie ten, kto uważa, że kara za gwałt zbiorowy należy do zbyt niskich – twierdzi prof. Marian Filar, prawnik z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika. – Mamy błędne wyobrażenia na temat surowości. To rozsądna propozycja, a zgwałcenie jest po prostu jednym z przestępstw i wcale nie szczególnym. Może poważnym, ale innych poważnych jest co niemiara. Dynamika zjawiska też nie wskazuje na stan alarmowy, bo jako jedyne wykazuje zadziwiającą wręcz stałość, bez względu na zmiany w kodeksie.
– Jak słyszę coś takiego, krew mnie zalewa – przekonuje Krzysztof Orszagh, prezes Stowarzyszenia Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej. – Mogę sypać z rękawa przykładami łagodności sądów. Chociażby ostatni: dziewczynę zgwałcono przy ognisku, ale prokuratura odstąpiła od sprawy, mimo że wcześniej zabezpieczyła ślady spermy. Argumentowała, że nie było obrażeń. Takich przykładów jest mnóstwo: oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy, bo sądy nie przychylają się do wniosków prokuratury o tymczasowe aresztowania, potem dostają wyroki w zawieszeniu lub z nadzwyczajnym złagodzeniem, a na koniec są zwalniani za dobre sprawowanie. – Istnieje zbyt duży liberalizm w stosowaniu pojęć zbrodnia i występek – ocenia Urszula Nowakowska. – Po ostatnich zmianach w kodeksie karnym zgwałcenie niestety przestało być traktowane jako zbrodnia. Czy ofiara to zrozumie?
Rzeczywiście nie wszystko jest zrozumiałe. – Jak można oddzielać gwałt od „czynów lubieżnych i innych czynności seksualnych?”, jak to czyni kodeks? – pyta Orszagh. – A czym one są, jeśli nie gwałtem? Jaka to różnica, czy człowiek przemocą włoży kobiecie butelkę, deskę, czy członek? To absurdalne.
Jak zatem karać? – Najsurowiej – mówi Zbigniew Liber. – Do kastracji włącznie, bo w jaki sposób resocjalizować kogoś, dla kogo życie nie ma znaczenia? – Nasze liberalne wyroki biorą się stąd, że nie mamy szacunku dla podmiotowości człowieka – zamyśla się Orszagh. – A przecież te przestępstwa szczególnie naruszają jego godność. Kara powinna być odpłatą, a nie przyganą.
Ten rodzaj przestępstw budzi niechęć nawet więźniów, którzy sami wymierzają sprawcom nieformalną karę. – To prawda, że chroni się ich dodatkowo przed zgwałceniem czy pobiciem ze strony „grypsery”, czyli podkultury więziennej – przyznaje Krzysztof Czermański. – Odprowadzamy gwałcicieli do łaźni, a na spacery prowadzimy w grupach oddzielonych od „gitów”. – Tej kategorii starannie dobieramy otoczenie – dodaje major Mieczysław Kozioł z Zakładu Karnego w Rzeszowie, gdzie w przyszłości ma powstać pierwszy w Polsce program opieki nad seksualną recydywą.

***

Te kilkaset metrów drogi przez wieś okazało się końcem świata, a przynajmniej pewnego życia, dla pani Joanny W. Z weselnej zabawy wyszła z synem jeszcze przed świtem… Robili to nawet grubymi drągami, którymi baby we wsi odganiają się od gospodarskich psów. W uszach dzwonił krzyk dziecka przetykany syczeniem: „Nic ci nie grozi, jak dasz te majtki dobrowolnie”. Ze wsi musiała się potem wyprowadzić. „Znalazła się dziewica”, cedziły ich matki i żony za plecami…
Na ok. 2,3 tys. wniosków, które zostały przyjęte na komisariatach policji, ok. 60% umarza prokuratura.

 


* Od początku lat 90. w Polsce zgłaszanych jest rocznie ok. 2,3 tys. zgwałceń.

* Wykrywalność przestępstw seksualnych w 2001 r. wynosiła 83,9%, natomiast w 2002 r. 85,3% (według danych KGP).
* W 2001 r. z art. 197 kk osądzono 915 osób, 914 otrzymało wyrok pozbawienia wolności, w tym 254 wyroki w zawieszeniu (Wydział Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości).
* Najwięcej zgłoszeń o gwałt trafia na policję w okresie letnim i wczesnowiosennym (lato – 45%, zima – 10%).
* Najczęstsze miejsca popełniania gwałtu:
zamknięte pomieszczenia (pokoje, piwnice) – 45%
park, las, pole – 30%,
ulica – 20%.


Mężowi się należy
Gwałci, znaczy kocha – podsumował „wyrozumiale” los pani Zofii lekarz. Pani Zofia ma ośmioro dzieci. Sześcioro poczętych po powrocie męża od kolegów.
Zgłaszają się do ginekologa z pęknięciem pochwy, rozdarciem krocza, zapaleniem śluzówki macicy. Nikt nie pyta, czy zmuszono je do stosunku, czy same się zgodziły. A one? Najczęściej uważają, że „to” mężowi się należy, po ślubie, po poście ostatniego okresu ciąży, po prostu.
Gwałt małżeński to w Polsce problem niemający uregulowań etycznych i prawnych, ponieważ nie wiadomo, jak dowieść w sądzie tego rodzaju przemocy, jak o niej mówić i karać. Nie wiadomo też, jaka jest autentyczna skala zjawiska. Szacuje się, że 83% gwałcicieli to osoby, które kobieta zna, w tym 20% to kochankowie, a 33% – mężowie. Ale w Polsce, w przeciwieństwie do USA, gwałcona w małżeńskiej sypialni może najwyżej uciec do matki. Do lekarza nie pójdzie ze wstydu, a do sądu z powodu nieświadomości, że małżeński seks może być gwałtem. Czasem zapuka do księdza, ale ten często poprzestaje na maksymie, że ot, dopust Boży, należy nieść swój krzyż. – Pomoc w tym wypadku jest fikcją – twierdzi seksuolog Zbigniew Liber. – A milczenie jest tym bardziej nieprzeniknione, że w dużym stopniu dotyczy powszechnie szanowanych rodzin, z mężem na stanowisku, który kocha żonę wtedy, kiedy ma na to ochotę. – Zwykle są to kobiety głęboko wierzące – dodaje Zbigniew Izdebski. – Gwałt w czterech ścianach sypialni traktują jako naturalne prawo, a znoszenie go jako swój obowiązek.
Dawne kodeksy karne nie znały pojęcia gwałt w małżeństwie. W 1930 r. jako jeden z pierwszych wprowadził je kodeks duński. Nasz kodeks rodzinny zobowiązuje małżonków (art. 23) do wspólnego pożycia, zastrzegając jednocześnie, że mają oni równe prawa. Niedopuszczalne jest więc zmuszanie siłą drugiej osoby do spełniania zachcianek. Ale kodeks karny nie stosuje do małżonków żadnych przepisów szczególnych dotyczących gwałtu małżeńskiego.
– 90% takich żon to kobiety dość proste – ocenia prof. Lechosław Gapik. – Wstydzą się mówić o seksie i skarżyć na swojego ślubnego. Znoszą seksualną przemoc, bo nie są samodzielne ani finansowo, ani emocjonalnie. Takie są zasady patriarchalnego modelu społeczeństw, który dominuje w naszej kulturze.
Respondenci postawieni w roli ławników też wahali się nad wysokością kary dla tego rodzaju przemocy. Uznali, że za gwałt dokonany przez nieznajomego lub kolegę średni wyrok powinien wynieść 8,3 roku ( oceny mężczyzn i kobiet były zbieżne), zaś w przypadku gwałtu na żonie kobiety wnioskowały o 6,5 roku więzienia, mężczyźni tylko o 3,5 roku (ale ponad 60% uznało, że nie popełniono przestępstwa). Podobnie traktuje ten problem społeczeństwo. Środowisko go nie zauważa, zaś policja pod pozorem poszanowania intymności pożycia małżeńskiego uśmiecha się i rozkłada ręce.
– Jeśli kobieta zdecyduje się wyjawić swój sekret, z ofiary gwałtu robi się natychmiast ofiarą dochodzeniową – komentuje Zbigniew Liber. – Bo jaki dowód może mieć gwałcona w swojej sypialni? Dla wielu sędziów o gwałcie można mówić wtedy, gdy ona przychodzi pobita albo wyskoczyła potem z dziećmi przez okno.


Gwałt w sypialni:
Prof. Lew Starowicz gwałt małżeński dzieli na pięć rodzajów:
– zgwałcenie sytuacyjne – przez małżonka, który takich skłonności zwykle nie ma. Może sprowokować go bal, na którym żona dobrze się bawi. Po kłótni spowodowanej zazdrością on zmusza ją do współżycia. Gwałt jest całkowicie sprzeczny z obrazem ich dotychczasowych relacji w sypialni.
– zgwałcenie karzące – mąż gwałci żonę z premedytacją za to, że go zdradziła. Nie tyle po to, aby zaspokoić swoje potrzeby, ale żeby ją poniżyć i ukarać. Temu gwałtowi często czuje się winna sama kobieta.
– zgwałcenie obsesyjne – mąż kocha, ale jest paranoicznie zazdrosny. Normalnie żyje, pracuje, ale ma na jej punkcie obsesję.
– zgwałcenie typu sadystycznego – mężczyzna ma skłonności psychopatyczne, maltretuje żonę, ale podobnie zachowuje się wobec innych. Gwałt jest jednym z elementów przemocy stosowanej przez niego we wszystkich dziedzinach życia.
– zgwałcenie typu dewiacyjnego – mąż zmusza żonę do kontaktów seksualnych przez nią nieakceptowanych – kontakt analny, miłość francuska.

 

Wydanie: 6/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Edyta Gietka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy