Gwiazda z komputera

Gwiazda z komputera

Lara Croft, bohaterka filmu „Tomb Raider”: kształty a la Pamela Anderson, temperament Indiany Jonesa, bojowa skuteczność Schwarzeneggera

Światowa popkultura ma nową ikonę. Na niezliczonych billboardach, plakatach i okładkach pręży się Lara Croft, bohaterka filmu „Tomb Raider”, który właśnie wszedł na nasze ekrany. Piękna profesjonalistka – świetna jako nasza pracownica, niebezpieczna jako przeciwnik. Nie męczy widza swymi duchowymi komplikacjami. Wykonuje swoją robotę, po czym wraca do domu i nie domaga się podwyżki. Taka figura mogła powstać tylko w świecie gier komputerowych. Nie szkodzi – i tak stała się

przedmiotem pożądania milionów

chłopców w każdym wieku na całym świecie.
Zanim Lara Croft trafiła na ekran jako bohaterka filmu „Tomb Raider”, była już produktem gotowym: dziewczyną z łatwym do zapamiętania wyglądem, burzliwym życiorysem i imponującym zestawem sprawności ruchowych. Jej sława miała zasięg globalny – tyle że znana była tylko fanom gier komputerowych. Lara była bowiem bohaterką najpopularniejszej w świecie gry, umieszczonej na rynku w roku 1996 przez programistów pracujących dla brytyjskiej firmy Core Design. Fabuła była dość sztampowa: w scenerii prehistorycznych egipskich zabytków należało przebyć najeżone pułapkami labirynty. Główny bohater, sterowany dżojstikiem, miał kopać, zabijać, rozwiązywać zagadki – jak wielu przed nim. Menedżerowie firmy doszli jednak do wniosku, że nie powinien to być kolejny macho, bo tacy przejedli się grającej publiczności. Ostatecznie

nakładać przeciwnikom po buzi

w wirtualnej rzeczywistości mogła również kobieta, zwłaszcza że grających wabiłby przed ekrany jej seksapil. Wygenerowano więc Larę Cruise: kształty ŕ la Pamela Anderson, temperament Indiany Jonesa, bojowa skuteczność Arnolda Schwarzeneggera. Zgrzytem pozostawało jej nazwisko, które kojarzyło się zbyt amerykańsko. Zmieniono je więc na bardziej brytyjskie „Craft” i bohaterkę wysłano na pierwszą eskapadę w ramach gry „Tomb Raider”. Lara penetrowała grobowce, odkrywała skarby i łamała kości konkurencji. Z sukcesem. W kilka miesięcy po premierze (listopad 1996 r.) gra „Tomb Raider” okupowała już szczyty list przebojów. Kupiło ją 30 milionów graczy: okazała się najlepiej sprzedającą się grą w całej historii wirtualnej rozrywki. Sama Lara okazała się także atrakcyjna jako osobowość. Posypały się oferty wykorzystania jej wizerunku w reklamie, zespół U2 w trakcie światowego tournée w roku 1997 wyświetlał jej podobiznę na gigantycznych ekranach. Brytyjski magazyn „The Face” uznał ją nawet za najbardziej wziętą modelkę nadchodzącej ery cybernetycznej. W Internecie założono przeszło tysiąc stron informujących o dziewczynie i mieszczących listy dyskusyjne jej fanów. I tak Lara wyszła poza obręb gry i stała się jedną z bardziej znaczących postaci popkultury. O szczegóły życiorysu powszechnie znanej postaci zwracały się do producentów nie tylko grające w „Tomb Raider” nastolatki, ale również np. dziennikarze poważnych firm.
I tu zaczął się drugi etap jej biografii. Producenci

spreparowali jej życiorys

tak, aby został „kupiony” przez jak największą liczbę nabywców kolejnych odcinków gry. Lara okazała się pochodzącą z arystokracji córką wybitnego archeologa, który zaginął w Egipcie w tajemniczych okolicznościach w czasach, kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Po odebraniu starannej edukacji (w Szwajcarii, a jakże!) panienka pewnego razu wracała samolotem z wycieczki w Himalaje i właśnie wtedy jej samolot się rozbił. Uratowała się cudem, ale to przeżycie było tak sugestywne, że odtąd Lara czuła, że żyje naprawdę dopiero wówczas, gdy stykała się z niebezpieczeństwem. A w fabule gry było go pod dostatkiem.
Trzeci etap biografii Lary otworzył się, gdy po umieszczeniu na rynku drugiej edycji gry postacią łowczyni skarbów zainteresował się Hollywood. Prawa do wykorzystania Lary w filmie kupiła od producentów wytwórnia Paramount Pictures, której szefowie zobaczyli w dziewczynie wyrazisty charakter, sprawdzający się w skrajnie trudnych sytuacjach, czyli tworzywo hitu przygodowego. Poza tym na popularyzowanie Lary nie trzeba już było wydawać ani dolara. Znała ją młodzież całego świata, czyli przyszła widownia. Owszem, Lara była doskonałą postacią, aby jednak w pełni wykorzystać jej walory, należało powierzyć dziewczynę doświadczonemu fachowcowi. Brytyjski reżyser, Simon West, który do pierwszej ligi Hollywood dołączył filmem „Lot skazańców”, okazał się kandydatem idealnym, ponieważ rzemiosło szlifował głównie w teledyskach. West miał jednak swoje ambicje – nie chciał nakręcić kolejnej wersji Indiany Jonesa, tym razem w damskiej obsadzie. Udało się to połowicznie. Do Indiany film jest podobny wartością fabuły, ale fakt, że akcja toczy się współcześnie, pozwolił

pokazać wiele tricków

z udziałem techniki wirtualnej, które raziłyby u przedwojennego archeologa. Poza tym – po staremu. Tajna organizacja o zasięgu światowym zamierza zdobyć panowanie nad czasem, aby w ten sposób zawładnąć ludzkością. W sumie jeszcze jedna bajeczka typu bondowskiego.
Tak jak w przypadku Bonda kluczową kwestią było to, kto zagra główną bohaterkę, ponieważ jej twarz ma rozbudzić apetyty przyszłych kinomanów. Lista kandydatek do roli była krótka. Mówiło się o Sandrze Bullock i o Angelinie Jolie. Ta ostatnia była mniej znana mimo otrzymania w zeszłym roku Oscara za drugoplanową rolę kobiecą w filmie „Przerwana lekcja muzyki”. Ale też nadawała się znacznie bardziej – dysponowała idealną sylwetką (talia osy, wydatny biust) oraz ogromną sprawnością sportową. Talent aktorski odziedziczyła po tacie – Jon
Voight, słynny „Nocny kowboj” – a oszlifowała w nowojorskim Instytucie Teatralnym Lee Strasberga. No i Angelina zaryzykowała swoją karierę aktorki przyjmującej poważne role, wcielając się w laleczkę z komputera, która wykonuje tylko kilka podstawowych grymasów twarzy w nawiązaniu do kilku prościutkich sytuacji.
Nie to jednak jest w Larze najważniejsze. Uosabia ona modną ciągle na Zachodzie „girl power”, styl życia wylansowany przez dziewczęta z zespołu Spice Girls. Niespecjalnie piękne, mało oryginalne i średnio utalentowane panienki wykreowane przez specjalistów od show-biznesu udowodniły wielomilionowej publiczności, że wystarczy się odpowiednio długo pokazywać na jak największej liczbie ekranów, by zrobić globalną karierę i zarobić mnóstwo pieniędzy. Za sukcesem Lary Croft stoi takie właśnie przekonanie, które lęgnie się w kształtnych główkach dziewcząt, doskonale świadomych, że

kariery nie zrobią

dzięki umiejętnościom nabytym żmudną pracą. Ale gdyby tak pewnego dnia zjawił się książę-menedżer, zabrał je zza lady supermarketu i ustawił w świetle reflektorów, poradziłyby sobie nie gorzej niż „spajsetki”. Ostatecznie Lara to nie żadna osobowość – to kombinacja ładnej buzi, kształtnej figurki, kilku powiedzonek i bardzo schematycznego życiorysu. Reszta to już sprawa scenarzystów. Czy mało jest dziewczyn, które bez trudu weszłyby w tak podsuniętą rolę?

Wydanie: 33/2001

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy