Hubert Wagner – legenda Kata

Hubert Wagner – legenda Kata

Stagnacja to śmierć zespołu. Nie pozwól na nią. Jeśli nie ma rozróby, wywołaj ją REGUŁY W 1999 r. Hubert Wagner nagrywa film szkoleniowy „Jak budowałem i motywowałem zwycięski team”. Opowiada w nim o swojej pracy z reprezentacją, ale przede wszystkim formułuje zasady, jakimi posługiwać się powinien każdy skuteczny lider: • Wyznacz swojemu zespołowi cel na granicy jego możliwości. • Ten cel muszą rozumieć i akceptować wszyscy. Jeden zbuntowany może zniweczyć pracę całego zespołu. Dlatego czasami będziesz musiał poświęcić najlepszych. • Zwalcz mity o konkurentach nie do pokonania i ograniczeniach nie do przejścia. • Ustal reguły gry. Przestrzegaj ich bezwzględnie. • Zwracaj uwagę na szczegóły – generalia tworzą się same. • Ciężka, monotonna praca musi być przerywana odpoczynkiem. Każdy odpoczywa, jak chce. Nie ingeruj w prywatne życie członków zespołu. • Dyskutuj, ale decyzje podejmuj sam. Muszą być nieodwołalne. • Musisz przewyższać grupę, którą prowadzisz. Intelektem, wiedzą, wiarą w sukces. Nie możesz się tego wstydzić. Ale nie możesz też nadużywać swojej przewagi. • Niczego nie udawaj. Spontaniczność się opłaca. • Bez naturalnej charyzmy nie pociągniesz za sobą ludzi. Ale charyzma bez kompetencji nic nie jest warta. • Ludzie to egoiści, wykorzystaj to. • Pieniądze motywują. Ale lepiej płać mało według jasnych reguł niż dużo i spontanicznie. Jednak system, w którym motywuje wyłącznie kasa, nie jest skuteczny. • Stagnacja to śmierć zespołu. Nie pozwól na nią. Jeśli nie ma rozróby, wywołaj ją. • Nie płacz nad porażkami, ale też nie przedstawiaj ich jako zwycięstwa. Wyciągaj z klęsk racjonalne wnioski. • Czasami warto postawić na słabszych, oni są lepiej zmotywowani. • Nie bój się rozstania. Dobry trener musi wiedzieć, kiedy powinien odejść. DRUŻYNA – Wagner od początku konsekwentnie budował z nas drużynę walczącą o najwyższe cele – uważa Ryszard Bosek. – Na pierwszym zgrupowaniu w Zakopanem mówił: „Możecie mówić, że jestem ostatnim draniem i najgłupszym trenerem na świecie. To mnie nie obchodzi. Ale musicie nie tylko dokładnie słuchać, co mówię, ale i święcie wierzyć, że mam rację. A komu się nie podobają moje zasady, niech pakuje manatki”. – Kiedy wygłosiłem swoje, spytałem, czy ktoś ma coś do powiedzenia – wspominał Wagner. – Zapadła cisza. Wszyscy myśleli, że wystąpi Edek Skorek, ale i on siedział cicho. Jan Such odebrał słowa trenera jako ultimatum: – Wagner kazał nam się określić: jesteśmy z nim czy przeciwko niemu. Szczerze mu powiedziałem, że chcę grać w kadrze, ale zdania na jego temat nie zmienię. W 1973 r. miałem świetny sezon. W czasie jednego z meczów ligowych, które obserwował Wagner, miałem 48 udanych akcji. Jednak Jurek (tak nazywany był powszechnie Hubert Wagner – przyp. red.) wytknął mi cztery błędy i powiedział, że jeśli ich nie wyeliminuję, to mnie wywali z reprezentacji. W 1974 r. i później już mnie do reprezentacji nie powoływał. W wypadku Edwarda Skorka konflikt z nowym selekcjonerem miał zupełnie inny finał. – Zauważyłem, że w czasie tego pierwszego zgrupowania wokół mnie trwają jakieś podchody – opowiada. – Za plecami gadano, że chcę powrotu Szlagora, bo u niego miałem ulgi na treningach. Bzdury. Ja u Szlagora się nie obijałem. A dręczyło mnie wtedy kilka bolesnych kontuzji, zwłaszcza kolana, które naprawdę bolało mnie od lat. O tym, co inni gadają, powiedział mi Janek Such. Mocno mnie to wnerwiło. Nie lubię niejasnych sytuacji, więc po treningu poszedłem do Jurka i wszystko mu wygarnąłem. Powiedziałem: „Jeśli uznasz, że trenuję źle i jestem ci w kadrze niepotrzebny, to powiedz mi to wprost i rozstaniemy się w zgodzie. Znajdę sobie inne opcje”. Mogłem przecież jak Ambroziak wyjechać za granicę. Wagner wtedy przedstawił mi swoje warunki, obaj je zaakceptowaliśmy i od tej pory nasza współpraca układała się bez większych zgrzytów. Układ, jaki zaproponował Wagner, dotyczył nie tylko Skorka, ale wszystkich zawodników. – Po treningu wciąż byliśmy kolegami, a w czasie pracy on zostawał dowódcą i o wszystkim decydował – opowiada Skorek. – Mówił, że boisko i trening to jego królestwo, ale nie zamierzał ingerować w nasze życie. Poza halą nadal jesteśmy kolegami – potwierdza Tomasz Wójtowicz. – Demokracja kończy się w momencie, gdy zaczyna się trening

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2014, 49/2014

Kategorie: Sylwetki