Inwazja była gotowa

Inwazja była gotowa

Widziane ze Sztabu Generalnego: wojska rosyjskie czekały tylko na rozkaz

Z wielu źródeł wynika, że zagrożeniu bezpieczeństwa wewnętrznego państwa towarzyszyło zagrożenie interwencją wojsk radzieckich i innych państw Układu Warszawskiego związane z doktryną Breżniewa. Wynikało ono zwłaszcza z przekonania przywódców ZSRR, Czechosłowacji i NRD o zagrożeniu interesów radzieckich i Układu w całości „kontrrewolucją” w Polsce.
Wydarzenia w naszym kraju zostały przyjęte w ZSRR jako zagrożenie dla socjalizmu, „wspólnoty socjalistycznej” i trwałości Układu Warszawskiego. Po fiasku pierwszej rundy rokowań radziecko-amerykańskich w sprawie redukcji broni strategicznej w Genewie oraz impasie w rokowaniach wiedeńskich NATO i UW w sprawie redukcji broni konwencjonalnej w Europie nastąpił kolejny etap wyścigu zbrojeń i zimnej wojny. Logika – nie tylko wojskowa – wskazywała, że ZSRR nie będzie lekceważył zagrożeń dla gotowości bojowej, systemu dowodzenia i zaopatrywania ok. 370-tysięcznego zgrupowania swoich wojsk w NRD oraz 65-tysięcznego zgrupowania i składów broni jądrowej w Polsce. Chodziło zwłaszcza o linie łączności, tranzytowe drogi kolejowe i samochodowe prowadzące przez Polskę do NRD, a także stanowiska dowodzenia Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego, przeprawy oraz rejony przeładunkowe w Polsce. Władze ZSRR traktowały wówczas nasz kraj jako „trzeci front”, który jednak miał dla nich kluczowe znaczenie (pozostałe dwa fronty uważane za mniej ważne to afgański i chiński).
Na podstawie archiwalnego dokumentu radzieckiego z 18 sierpnia 1980 r. można sądzić, że przygotowania do interwencji wojskowej w Polsce rozpoczęły się już w trakcie pierwszych dużych strajków. Potwierdzał to prof. Zbigniew Brzeziński, według którego już od września 1980 r. USA wiedziały o oddziałach zaciskających żelazny pierścień wokół Polski. Powoływał się on na źródła wywiadowcze, mówiąc: „W polskim Sztabie Generalnym był oficer współpracujący z nami. (…) Mieliśmy też doniesienia o rozmieszczeniu oddziałów radzieckich z wywiadu satelitarnego, z przechwyconej łączności i od kilku wyższych oficerów w radzieckim Sztabie Generalnym, którzy współpracowali z nami”. Wiadomo, że w pierwszym przypadku chodziło o płk. Ryszarda Kuklińskiego, który zdezerterował w listopadzie 1981 r.

Oczami Sztabu Generalnego

Oceniając zagrożenie zewnętrzne, Sztab Generalny WP analizował sytuację nieco szerzej. Brano pod uwagę, że na terenie Polski stacjonowała Północna Grupa Wojsk Armii Radzieckiej (to jej oddziały w październiku 1956 r. maszerowały na Warszawę). Tuż za wschodnią granicą stacjonowały wojska trzech radzieckich okręgów wojskowych (OW) sąsiadujących z naszym najsłabszym wówczas, bo głęboko skadrowanym, Warszawskim OW. Oprócz Grupy Wojsk Radzieckich w NRD podobne zgrupowanie wojsk radzieckich stacjonowało w Czechosłowacji. Razem stanowiło to potencjał w postaci 59 dywizji, w tym 27 pancernych i trzech powietrznodesantowych. Dodatkowo należało brać pod uwagę dwa okręgi wojskowe Czechosłowackiej Armii Ludowej i dwa Narodowej Armii Ludowej NRD. Wokół granic Polski sąsiedzi mieli więc łącznie 75 dywizji, w tym 34 pancerne. Dawało im to nad polską armią istotną przewagę, bo pięciokrotną w dywizjach, przeszło siedmiokrotną w czołgach i niemal czterokrotną w samolotach.
„Sojuz-80”, pierwszy etap. Wojsko Polskie zostawić w koszarach

O realnej groźbie interwencji wojskowej UW w Polsce świadczył zamiar radzieckiego SG przeprowadzenia ćwiczenia koalicyjnego pod kryptonimem „Sojuz-80”. Oficerowie SG WP nadali mu wymowny kryptonim „SĄ JUŻ”. Zamierzeniu temu było poświęcone specjalne spotkanie u szefa radzieckiego SG, marszałka Nikołaja Ogarkowa, w Moskwie
1 grudnia 1980 r. Oprócz szefa Głównego Zarządu Mobilizacyjnego Sztabu Generalnego AR i pierwszego zastępcy szefa Sztabu Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW wezwano na nie przedstawicieli sztabów generalnych Polski, Czechosłowacji i NRD.
Ogarkow przedstawił uczestnikom spotkania zamiar zorganizowania ćwiczeń koalicyjnych, pod pozorem których 8 grudnia 1980 r. miało wkroczyć na teren Polski 18 związków taktycznych (15 dywizji AR, w tym dywizja powietrznodesantowa z terytorium ZSRR, dwie dywizje CzAL, jedna dywizja NAL NRD).
Na pytanie przedstawiciela SG WP gen. Tadeusza Hupałowskiego, dlaczego do ćwiczeń nie angażuje się oddziałów WP, marszałek Ogarkow odpowiedział, że polskie wojsko ma pozostać w koszarach. Kierownictwo polskie nigdy nie przewidywało takiego wariantu.
Ćwiczenia o takim charakterze i rozmachu nie mieściły się w konwencji dotychczasowych przedsięwzięć sojuszniczych. Na 1980 r. nie planował ich Sztab Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW. Nigdy dotychczas nie planowano prowadzenia ćwiczeń w grudniu, kiedy nie było już środków finansowych ani materiałowych na takie przedsięwzięcie. Wszystkie poligony wojskowe w Polsce nie były w stanie pomieścić takiej masy wojsk. Konieczność przeprowadzenia tego nadzwyczajnego ćwiczenia jeszcze w grudniu 1980 r. Ogarkow uzasadniał rosnącym napięciem w Europie oraz bardzo złożoną sytuacją w Polsce.
Od 4 do 7 grudnia 1980 r. pięć generalskich grup rekonesansowych (trzy z AR, po jednej z CzAL i NAL NRD) przeprowadziło rekonesans pięciu dróg przegrupowania i rejonów ześrodkowania wojsk. Nie było to okresowe, rutynowe sprawdzenie stanu dróg tranzytowych. Docelowymi rejonami zgrupowań wojsk były okolice dużych miast i ośrodków przemysłowych: Elbląga, Gdańska, Bydgoszczy, Koszalina, Szczecina oraz Poznania, Łodzi, Warszawy, a także Tarnowa, Krakowa, Katowic, Opola i Wrocławia.
Ćwiczenie „Sojuz-80” zamierzano przeprowadzić w dwóch etapach. W pierwszym pięć oddzielnych zgrupowań (po jednej dywizji lub po dwie) wojsk krajów ościennych miało prowadzić ćwiczenia taktyczne przez pięć-sześć dni na własnych terytoriach. Na początku drugiego etapu miały one wkroczyć do Polski (pięć-sześć dywizji AR, dwie dywizje CzAL i jedna dywizja NAL NRD). W tym etapie zamierzano rozwinąć sztab frontu i sztaby armii wydzielonych z ZSRR, Czechosłowacji i NRD oraz wprowadzić do Polski dodatkowo 22 dywizje (15 dywizji radzieckich, cztery czechosłowackie i trzy wschodnioniemieckie). W apogeum działań siły interwencyjne mogły osiągnąć nawet 30 dywizji ogólnowojskowych. Taką ocenę potencjału wojsk interwencyjnych można było znaleźć już 15 grudnia 1980 r. na łamach tygodnika „Newsweek”. Pozostaje zagadką, skąd tam o tym wiedziano.
Pod wpływem argumentów Stanisława Kani i gen. Wojciecha Jaruzelskiego oraz nacisków USA, radziecki SG odstąpił od realizacji „ćwiczeń Ogarkowa” na obszarze Polski. Natomiast prowadzono je w rejonach wyjściowych na terytoriach państw sąsiadujących z Polską. Dodam, że Kukliński w wywiadzie dla paryskiej „Kultury” oceniał, że moskiewski szczyt (5 grudnia 1980 r.) wcale nie zażegnał groźby interwencji. Uświadomił jedynie polskiemu kierownictwu, że od uderzenia nie ma odwrotu. Jeśli nie uderzą sami, zrobi to za nich Armia Czerwona z innymi wojskami Układu Warszawskiego. Ów szczyt, czyli spotkanie przywódców państw UW dotyczące sytuacji w Polsce, przypominał wydarzenia z 1968 r., kiedy także zwołano „naradę” w Moskwie, a równocześnie na terenie Czechosłowacji odbywały się ćwiczenia wojsk sojuszniczych.

Eskalacja. „Sojuz-81” w Polsce, „Zachód-81” od Morza Czarnego po Bałtyk

Kolejnym krokiem w kierunku interwencji było ćwiczenie „Sojuz-81” prowadzone na terenie Polski od 16 marca do 7 kwietnia 1981 r. Jego przedłużenie przez kierownictwo radzieckie było w dziwny sposób skorelowane z głośnym pobiciem działaczy „Solidarności” w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy. W ramach ćwiczenia rozwinięto w Legnicy stanowisko dowodzenia ND ZSZ UW. Zdecydowaną większość jego obsady stanowili oficerowie radzieccy. Były tam grupy operacyjne CzAL na czele z gen. Kuczerą i NAL NRD z gen. Gotwaldem. Włączono zaledwie kilku oficerów WP ze sztabu ZSZ UW z gen. Stanisławem Antosem na czele. Rozwinięto system łączności na potrzeby ND ZSZ oraz grup operacyjnych AR, CzAL i NAL NRD, a także grupy operacyjnej radzieckiego Sztabu Generalnego w Rembertowie. Na Centralnym Stanowisku Dowodzenia (CSD) Wojsk OPK pojawiła się grupa operacyjna oficerów radzieckich o liczebności zbliżonej do etatu czasu wojennego. Po zakończeniu ćwiczenia systemu nie usunięto, lecz wzmacniano go, rozwijając dodatkowo 18 polowych węzłów łączności. W toku ćwiczenia radzieckie grupy rekonesansowe prowadziły rozpoznanie obiektów Polskiego Radia i TVP, Huty Warszawa, FSO Żerań, Stoczni Gdańskiej, zakładów przemysłowych w Elblągu, Szczecinie, Wrocławiu i Świdniku. Jeszcze przed zakończeniem ćwiczenia uruchomiono radzieckie mosty powietrzne do niektórych garnizonów radzieckich w Polsce. Od 3 do 10 kwietnia miały miejsce przeloty 70 samolotów i 43 śmigłowców transportowych. Sztab Generalny WP oceniał to jako wzmacnianie PGW AR.
Proces przygotowania do interwencji był na tyle zaawansowany, że według rosyjskiej profesor Inessy S. Jażborowskiej, powołującej się na gen. Wiktora Dubynina, do wejścia do Polski wojska radzieckie były przygotowane w końcu listopada 1981 r. Wcześniej, w sierpniu, specjalne grupy prowadziły rozpoznanie najważniejszych obiektów administracji rządowej oraz instytucji wojskowych położonych głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Według relacji gen. Władysława Aczałowa, zgodnie z wytycznymi marszałka Ogarkowa dowódcy dwóch dywizji powietrznodesantowych oraz dowódcy pułków i batalionów powietrznodesantowych wchodzących w ich skład, z dowódcą radzieckich wojsk powietrznodesantowych gen. Suchorukowem na czele, wylądowali na lotnisku AR w Polsce. W strojach cywilnych przeprowadzili rozpoznanie obiektów KC PZPR, Sejmu, NBP, Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Rozpoznawano też lotnisko Okęcie w Warszawie i zapasowe lotnisko Lublinek koło Łodzi. W razie interwencji wojsk UW w Polsce dwie dywizje powietrznodesantowe miały opanować rozpoznane obiekty w Warszawie, internować generałów Jaruzelskiego, Siwickiego i innych oraz członków rządu i kierownictwa PZPR. Linią rozgraniczenia między działającymi dywizjami miała być ul. Marszałkowska.
O gotowości do wprowadzenia wojsk radzieckich do Polski w listopadzie-grudniu 1981 r. świadczą również relacje generałów Suchorukowa, Władimira Dudnika oraz pułkowników Ałksnisa, Kaczugurnego i Konowałowa.
Groźnym sygnałem dla polskiego kierownictwa państwowego były manewry AR na niespotykaną dotąd skalę prowadzone na terenie Ukrainy, Białorusi, Litwy i we wschodniej części Bałtyku od 4 do 12 września 1981 r. pod kryptonimem „Zachód-81”. Były one jakby skorelowane tym razem z I Krajowym Zjazdem Delegatów „Solidarności”, a kierował nimi minister obrony ZSRR marszałek Dmitrij Ustinow. Ćwiczący 1. Front Białoruski miał przeprowadzić operację zaczepną na warszawskim kierunku operacyjnym połączoną z operacją lotnictwa i Floty Bałtyckiej. W 12.-15. dniu operacji miał opanować rubież Gdynia-Warszawa-Radom. Operacyjne Grupy Manewrowe (OGM) frontu (APanc i KA z odpowiednim wzmocnieniem) we współdziałaniu z desantami powietrznymi miały sforsować Wisłę i opanować rubieże: Gdynia-Warszawa-Radom i Tomaszów Mazowiecki-Kielce-Radom.
W 11. lub 12. dniu operacji 7. DPD miała być desantowana na wschód od Warszawy na kierunku działań jednej z OGM. Moja szczegółowa informacja o manewrach, które obserwowałem, ale już bez opisanych kierunków i rubieży do opanowania przez OGM, znajduje się wśród części raportów Kuklińskiego z 1981 r. odtajnionych przez CIA. Na pytanie, kto i dlaczego pominął istotny jej fragment, trudno dziś odpowiedzieć.
Z protokołów posiedzeń Biura Politycznego KPZR wynika, że na skutek zwlekania z wprowadzeniem stanu wojennego kierownictwo ZSRR coraz mniej dowierzało gen. Jaruzelskiemu. 11 listopada 1981 r. Michaił Susłow wystąpił na plenum KC KPZR z tajnym referatem, w którym oprócz wariantu A (stan wojenny) zaproponował wariant B. Zakładał on, że w wypadku narastania anarchii w Polsce władzę przy wsparciu wojsk radzieckich powinny przejąć „zdrowe siły” (twardogłowi) w PZPR. Według prof. Jażborowskiej grupa tzw. siłowników z gen. Mieczysławem Moczarem na czele była gotowa do przeforsowania odejścia gen. Jaruzelskiego. 19 listopada odbyła się ogólnopolska konferencja „zdrowych sił” z wojska i organów bezpieczeństwa. Jej uczestnicy wyrazili gotowość zdecydowanego rozprawienia się z „kontrrewolucją”.

Były przecieki i plany interwencji

O tym, że plany przygotowania stanu wojennego mogą być znane na Zachodzie, w Sztabie Generalnym WP wiedziano jeszcze przed dezercją Ryszarda Kuklińskiego. Pierwsze sygnały na ten temat pochodziły od polskiego attaché wojskowego z Rzymu. Szef Zarządu Operacyjnego i jego zastępcy dowiedzieli się o tym od zastępcy szefa SG WP, gen. Jerzego Skalskiego, na prowadzonej przez niego odprawie. Uczestniczył w niej także Kukliński. Z jego relacji dla paryskiej „Kultury” wynika, że informacja o przeciekach, którą usłyszał na odprawie, wpłynęła na jego dezercję do USA 7 listopada 1981 r. Dodam, że dr Sławomir Cenckiewicz wiąże ją także z wcześniejszą dezercją via Jugosławia sąsiada i przyjaciela Kuklińskiego, płk. Włodzimierza Ostaszewicza.
Po tym zdarzeniu było pewne, że Zachód zna plany stanu wojennego. To właśnie u Kuklińskiego zbiegały się wszystkie informacje związane z ich opracowaniem. Można było sądzić, że o przygotowaniach dowie się kierownictwo „Solidarności”, że trzeba będzie wszystko zmieniać, opracowywać jakieś nowe warianty planów itp. Jednak nawet pobyt marszałka Wiktora Kulikowa w Warszawie po dezercji Kuklińskiego i wizyta wicepremiera Zbigniewa Madeja w Waszyngtonie w dniach 6-9 grudnia 1981 r. nie spowodowały żadnych zmian. Dlaczego tak się stało, to kolejna zagadka.
O przygotowaniach do interwencji świadczą wypowiedzi wielu polityków i wojskowych. Na konferencji w Jachrance informacje o takich przygotowaniach potwierdzili m.in. Georgij Szachnazarow oraz marszałek Wiktor Kulikow i gen. Anatolij Gribkow, a przy innych okazjach także Michaił Gorbaczow i Eduard Szewardnadze.
Kulikow oceniał, że „»Solidarność« wkroczyła na drogę konfrontacji z partią, z władzą, która wtedy rządziła. Wszystko to zmuszało nas do utrzymywania wojsk w takim stopniu gotowości, by w odpowiednim momencie mogły działać, jeżeli wymagałaby tego sytuacja”. Nawiązując do ćwiczenia „Sojuz-81”, gen. Gribkow stwierdził m.in.: „Trudności domówienia się były z Jaruzelskim i Kanią. Obawiali się oni, aby pod pretekstem ćwiczeń wojska sojusznicze nie zostały wprowadzone do Polski. Słuszne jest pytanie: czy istniał realny plan wprowadzenia sojuszniczych wojsk do Polski. Tak, taki plan istniał”.
Istnienie planów interwencji Georgij Szachnazarow uzasadniał obawą przed wyjściem Polski z Układu Warszawskiego i niezdolnością ZSRR do obrony porządku jałtańskiego. Według niego do interwencji mogło dojść, gdyby w Polsce wybuchła wojna domowa lub gdyby władzę przejęły siły, które ogłoszą, że Polska wychodzi z UW i łączy się z NATO.
Przegrupowania wojsk radzieckich na trasie Moskwa-Mińsk-Brześć jesienią 1981 r. obserwował i opisał attaché wojskowy RFN S. Hartmut Digutsh. Oceniał on, że ich koncentracja może być wykorzystana przeciwko Polsce i oznaczać zagrożenie dla stabilizacji na tym obszarze. Ocena ta pokrywała się z raportem połączonych wywiadów USA z 12 czerwca 1981 r., w którym szacowano przygotowania wojsk radzieckich w Polsce i wokół jej granic na dochodzące do takich rozmiarów jak jesienią 1980 r.
O zagrożeniu interwencją wojskową UW w Polsce był przekonany Ryszard Kukliński uczestniczący w przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego. Potwierdził to pośrednio pierwszy prezes Sądu Najwyższego, stwierdzając, że „płk Kukliński swym desperackim działaniem podjął próbę przeciwdziałania zagrożeniu inwazją przez poinformowanie przywódców państw mających wpływ na losy świata, zaś poinformowanie takie nie było możliwe bez opuszczenia przez niego Polski”.

Nie było planów współdziałania z interwentami

W nawiązaniu do wręcz absurdalnych publikacji trzeba stwierdzić, że nie istniały żadne plany współdziałania WP z Armią Radziecką w ramach „pomocy sojuszniczej”, na którą jakoby czekano w Polsce. Nie było też planów wyprowadzenia Wojska Polskiego na ćwiczenia poza obszar kraju w przypadku obcej interwencji. Jednak „biograf” Kuklińskiego Józef Szaniawski oraz wspomniany
dr Cenckiewicz, a także Beniamin Weiser bezkrytycznie powtarzają groteskową sensację Kuklińskiego o tym, jakoby polska delegacja wojskowa woziła do zatwierdzenia w radzieckim Sztabie Generalnym plan wprowadzenia oddziałów Armii Czerwonej (sic!), NRD i czechosłowackiej na terytorium Polski.
Czyżby Kuklińskiemu pomylili się autorzy planów interwencji? A może wspomnianym badaczom chodziło o wygodną „prawdę”, chociaż mieli możliwość weryfikacji tak bałamutnej tezy? Może nie zdają sobie sprawy z tego, że – nawet wbrew temu, co twierdzą radzieccy politycy i wojskowi – bronią w ten sposób władz byłego ZSRR z Breżniewem na czele? Wątpią być może w skuteczność amerykańskich agencji wywiadowczych, łącznie z wywiadem satelitarnym, lub odporni są na wiedzę ze źródeł innych niż tylko Kukliński. Ten doskonale wiedział, że było inaczej, że plany interwencji opracowano nie w polskim, ale w radzieckim Sztabie Generalnym i nikt nie woził ich z Warszawy do Moskwy. W wywiadzie dla paryskiej „Kultury” powiedział on nawet: „Nie chcę choćby w najmniejszym stopniu sugerować, że gen. Jaruzelskiemu i Siwickiemu zależało na sprowadzeniu radzieckich posiłków do Polski. Byłoby to nieprawdą”.
W dniach 1-4 grudnia 1981 r. w Moskwie odbyło się kolejne posiedzenie Komitetu Ministrów Obrony Układu Warszawskiego, na którym stronę polską reprezentował gen. Florian Siwicki. Byłem jednym z członków polskiej delegacji. W nocy z 4 na 5 grudnia 1981 r. główni uczestnicy posiedzenia w rozmowie z gen. Siwickim niewybrednie atakowali polskie kierownictwo. Marszałek Ogarkow ostro napomniał, że tolerowanie kontrrewolucji, unikanie użycia siły doprowadziło w konsekwencji do krwawej rzezi na Węgrzech w 1956 r. Niezwykle groźnie brzmiała wypowiedź ministra obrony ZSRR, marszałka Ustinowa: „Niepokojące wydarzenia w Polsce mają wpływ na zdolności obronne UW, a kierownictwo polskie ustępuje wrogom socjalizmu. Trzeba działać zdecydowanie, ofensywnie, działania pasywne władzy równają się śmierci i pod żadnym pozorem nie dopuścimy do naruszenia interesów sojuszu”. Według relacji prof. Manfreda Wilkego z RFN, bazującej na dokumentach archiwalnych byłej NRD, marszałek Ustinov miał nawet powiedzieć wprost, że nastąpi interwencja UW, jeśli Wojsko Polskie samo nie opanuje sytuacji. Podobny charakter miały wypowiedzi pozostałych ministrów obrony.
W 1994 r. również gen. prof. Dmitrij Wołkogonow stwierdził, że z odtajnionych teczek specjalnych dowiedziano się o zbrojnej interwencji ZSRR na Węgrzech i w Czechosłowacji oraz o przygotowaniu do takiej samej interwencji w Polsce.
Reakcję kierownictwa radzieckiego na sytuację w Polsce przedstawił Michaił Gorbaczow w piśmie do sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej w 1995 r. Stwierdził on m.in., że kierownictwo radzieckie gorączkowo szukało wyjścia pomiędzy dwoma rozwiązaniami jednakowo dla niego nie do przyjęcia: pogodzić się z chaosem panującym w Polsce, niosącym rozpad całego obozu socjalistycznego, lub zareagować na wydarzenia siłą zbrojną. Potwierdził, że w ekstremalnych okolicznościach kolumny czołgów wzdłuż granic z Polską, jak również grupa wojsk radzieckich w samej Polsce mogły być uruchomione. W 1997 r. tenże polityk stwierdził, że wprowadzenie stanu wojennego w Polsce było wymuszoną, ale konieczną decyzją, która pozwoliła na uniknięcie wojny domowej oraz interwencji sojuszników PRL. Nasuwa się wniosek, że niedopuszczenie do takiej wojny usuwało więc bardzo istotną podstawę do interwencji. Ze względu na opinię światową sojusznikom wygodniej byłoby interweniować na zasadzie pacyfikacji polskiej anarchii, zbuntowanych tłumów, a więc właśnie w sytuacji wojny domowej w Polsce.
Radziecki dysydent Władimir Bukowski ocenił, że sprawa nie ograniczała się do pogróżek i słów Breżniewa o tym, że nie porzucą Polski w nieszczęściu. Ni mniej, ni więcej, tylko 44 radzieckie dywizje zostały ściągnięte nad polską granicę. Składając relacje przed sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej, prof. Manfred Wilke mówił, że armia NRD aż „przebierała nogami”, oczekując na interwencję w Polsce.

Zachód odetchnął z ulgą

Fragment odtajnionego raportu wywiadu USA z 3 kwietnia 1981 r. zawiera informację, że przywódcy ZSRR przychylali się wtedy do interwencji w Polsce, ponieważ uznali, że polscy komuniści stracili już możliwość utrzymania władzy. W tym celu na przełomie marca i kwietnia poczyniono wiele przygotowań do wkroczenia i utrzymywano w gotowości bojowej od 12 do 20 dywizji radzieckich.
Z wielu dokumentów i relacji różnych osób wynika, że wydzielone do interwencji w Polsce zgrupowania wojsk państw UW były utrzymywane w gotowości do kwietnia 1982 r. w NRD i aż do lipca 1982 r. w Czechosłowacji. W jednej z ambasad w Warszawie wobec licznej grupy polskich oficerów wspominał o tym attaché obrony Czechosłowacji w Polsce płk Karel Kocur, który był dowódcą pułku czołgów CzAL.
Bliski współpracownik ówczesnego prezydenta USA prof. Richard Pipes napisał we wspomnieniach, że kiedy Reagan wprowadzał się do Białego Domu, wszystko wskazywało na to, że Moskwa lada chwila wyśle do Polski wojska UW, tak jak zrobiła to w Czechosłowacji w 1968 r. Stanowisko państw Europy Zachodniej w sprawie kursu USA wobec Polski i stanu wojennego przedstawił on następująco: „Musieliśmy toczyć z nimi walkę, aby zaakceptowali nasz kierunek. W większości nasi europejscy sojusznicy byli zadowoleni z tego, co stało się w Polsce. Bali się, że wybuchnie tam jakiś konflikt zbrojny i Rosjanie będą zmuszeni wkroczyć”.
Były prezydent Francji François Mitterrand powiedział np: „Widziałem zawsze tylko dwie, a nie trzy możliwości: albo rząd polski przywróci porządek w kraju, albo uczyni to Związek Radziecki. Trzecią hipotezę, zakładającą, że mogłoby dojść do zwycięstwa »Solidarności«, uważałem zawsze za czystą fikcję. Ruch zostałby zmieciony przez radzieckie oddziały”.

Czołgi radzieckie czy polskie?

W pamięci oficerów SG WP pozostawał tryb przygotowania interwencji wojsk UW w Czechosłowacji (1968) i Armii Radzieckiej w Afganistanie (1980). Kierownictwo radzieckie nie spieszyło się z podejmowaniem ostatecznych decyzji w sprawie wkroczenia wojsk. Zawsze poszukiwano wariantów, które mogłyby ograniczyć niekorzystne dla ZSRR i UW skutki rozstrzygnięć. Kiedy uznawano, że interesy ZSRR są zagrożone, zapadały radykalne decyzje. Inwazję w Czechosłowacji poprzedziły ćwiczenia dowódczo-sztabowe z oznaczonymi wojskami rozpoczęte w maju 1968 r. („Szumawa”, „Pochmurne lato”), a właściwa inwazja (operacja „Dunaj”) nastąpiła 20 sierpnia i zakończyła się na początku listopada 1968 r. 18 marca 1979 r. Biuro Polityczne KC KPZR rozpatrywało kwestię wysłania wojsk do Afganistanu. Również wtedy słychać było głosy sprzeciwu kilku członków tego gremium, nawet marszałka Ustinowa. Jednak dziewięć miesięcy później wojska radzieckie wkroczyły do Afganistanu.
Nie można było nie brać pod uwagę tego, że niezależnie od zaangażowania wojsk w Afganistanie Związek Radziecki dysponował potencjałem pozwalającym na interwencję w Polsce. W lipcu 1980 r. operowało tam pięć dywizji zmechanizowanych i jedna dywizja piechoty (ok. 85 tys. żołnierzy) z Turkiestańskiego OW. W apogeum interwencji brało w niej udział ok. 110 tys. żołnierzy. Pod względem ściśle wojskowym w porównaniu z radzieckim potencjałem w europejskiej części ZSRR oraz w Polsce, Czechosłowacji i NRD nie było to zaangażowanie uniemożliwiające interwencję w naszym kraju.
W możliwość radzieckiej interwencji w Polsce nie wątpił znający sytuację ZSRR amerykański generał Alexander Haig. Stwierdził on np., że nie zamierza dołączać się do krytyki gen. Jaruzelskiego, który mając do wyboru czołgi radzieckie na ulicach Warszawy lub stan wojenny, wybrał to drugie. Realne niebezpieczeństwo interwencji dostrzegał Jan Nowak-Jeziorański, który pisał, że zgodnie z prawami każdej rewolucji wzbierająca fala parła do przodu, aż do zwycięstwa. Rok później mogły ją powstrzymać już tylko sowiecka inwazja albo użycie wojsk własnych. Dopiero jesienią 1981 r. to drugie rozwiązanie okazało się mniejszym złem.
Analiza dostępnych dokumentów oraz relacji świadków wydarzeń z lat 1980–1982 prowadzi do wniosku, że miały miejsce zarówno różnorodne naciski, jak i realna groźba interwencji i obawy przed obcą interwencją wojskową w Polsce były zasadne.
Prof. Jażborowska wnioskuje, że dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego doktryna Breżniewa straciła moc, a wprowadzenie stanu wojennego uratowało kraj przed dojściem do władzy „zdrowych sił” i nieuchronnym rozlewem krwi, przed śmiercią setek, a może i tysięcy ludzi.


Autor jest generałem dywizji w st. spocz., doktorem, w 1980 r. został mianowany szefem Oddziału Gotowości Bojowej i Dowodzenia w Sztabie Generalnym WP


Dyskusja o przyczynach stanu wojennego toczy się w warunkach ograniczonego dostępu do pierwotnych źródeł archiwalnych, zwłaszcza zagranicznych. W 1994 r. gen. prof. Dmitrij Wołkogonow oznajmił, że w ciągu dwóch lat zostało otwartych 78 mln spraw, ale spośród 80 mln teczek w archiwach partyjnych. Pozostała część jest na razie utajniona, ponieważ kryje wiadomości dotyczące interesów państwowych i narodowych Rosji. Dostęp do dokumentów KGB, radzieckiego Ministerstwa Obrony, Sztabu Generalnego i GRU jest niemal zerowy. USA udostępniają wybrane fragmenty dokumentów. Profesjonalni historycy uważają, że nie są one i prawdopodobnie nigdy nie będą dostępne w celach badawczych.
Pospieszni historycy i niektórzy rozpaleni publicyści straszący zazwyczaj „ruskimi czołgami” wykorzystują niemal wyłącznie fragmenty protokołów z posiedzeń BP KC KPZR („teczka Susłowa”), interpretując je z żenującą stronniczością. Protokół z 10 grudnia 1981 r. traktują jak kanon, bo zawiera on sygnały o braku dążenia ZSRR do interwencji. Pochodzi on niemal tuż sprzed podjęcia w Warszawie decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego, ponadto istnieje protokół z posiedzenia tego gremium z listopada 1981 r., na którym Susłow nakłania do wariantu B, polegającego na interwencji.
Powołując się na relacje Zbigniewa Brzezińskiego, zapomina się, że w otoczeniu prezydenta USA pracował Richard Pipes. Przemilcza się relacje marszałka Kulikowa i gen. Gribkowa, potwierdzających przygotowania do interwencji w Polsce. Z lubością eksploatuje się wątpliwej wartości naukowej notatki gen. Wiktora Anoszkina pochodzące z drugiej reki, na dodatek istniejące w wielu czasowo odległych wersjach. Skrzętnie pomija się relacje oficerów liniowych, a później generałów na wysokich stanowiskach wojskowych i państwowych, np. Władysława Aczałowa, Wiktora Dubynina czy Władimira Dudnika i wielu innych oficerów biorących udział w przygotowaniach Armii Radzieckiej do interwencji. Ożywiono wybrane fragmenty wspomnień Witalija Czerniajewa powątpiewającego rzekomo w możliwość interwencji, skrzętnie pomijając relacje Georgija Szachnazarowa, sekretarza „Komisji Susłowa” do spraw polskich, który realną możliwość inwazji potwierdzał. Dodam, że bez trudności można korzystać z dostępnych materiałów sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej i konferencji międzynarodowej w Jachrance z 1997 r., a także z wielu opracowań gen. Jaruzelskiego oraz innych uczestników wydarzeń. Jednak nie wszyscy chcą z nich korzystać, lekceważąc myśl Zbigniewa Herberta: „Uczciwi interlokutorzy wspólnie poszukują prawdy”.

 


Wydanie: 49/2011

Kategorie: Historia

Komentarze

  1. ARCTOS
    ARCTOS 2 czerwca, 2016, 11:35

    Doskonale to pamiętam. Służąc na granicy w Świnoujściu widziałem radzieckie okręty stojące poza 12-tą milą i słyszeliśmy enerdowskie czołgi i transportery stojące za granicą, gotowe do wjazdu. Szkoda tylko, że pan generał doktor nie powiedział tego za życia gen. Jaruzelskiego, którego opluwały obszczymury z IPN i „Solidarności”.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 2 sierpnia, 2016, 18:05

    Co za bełkot! Jaruzelski błagam ruskich „by pomogli”, ale powiedzieli NIET…

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. abepe
    abepe 11 marca, 2017, 19:42

    Gen. Jaruzelski mając do wyboru czołgi radzieckie na ulicach Warszawy lub stan wojenny, wybrał to drugie, za co naród był i jest mu wdzięczny. A łańcuchowe kundle karmione przez RWE mają inne zdanie. Rozum zależy od tego czym się kto karmi.

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. JA
    JA 1 kwietnia, 2018, 11:46

    Już jest nowa historia ,historia klamstw i zaklaman sytuacja była bardzo trudna mogło dojśc do olbrzymiego rozlewu krwi ,Jaruzelski wybral to lepsze zło ,zlebyło że na naszych terenach było tyle wojska rosyjskiego ale amerykanów nie było mniej w NRF Francji Anglii tak najważniejsi ustalili wpływy po drugiej wojnie światowej a pózniej się zwalaczali najgorzej ucierpiała Polska.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy