Inwigilacja po wypadku z Szydło

Inwigilacja po wypadku z Szydło

Sebastian Kościelnik, który w 2017 r. zderzył się z kolumną przewożącą Beatę Szydło w okolicach Oświęcimia twierdzi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że był po wypadku podsłuchiwany, a nawet śledzony.

Od czasu zderzenia z audi przewożącym Beatę Szydło Sebastian Kościelnik miał same problemy, a sama sprawa wydawała się dość osobliwa – m.in. uszkodzeniu miał ulec zapis z rejestratorów rządowej kolumny. Na początku lipca 2021 r. sąd pierwszej instancji w Oświęcimiu orzekł, że to Kościelnik ponosi winę nieumyślnego spowodowania wypadku. Obydwie strony odwołały się od wyroku, a sprawą aktualnie zajmuje się Sąd Okręgowy w Krakowie.

Teraz Kościelnik w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” stwierdził, że krótko po wypadku był podsłuchiwany. – Podsłuch założony był w moim telefonie, u mojego mecenasa i u innych osób związanych z tą sprawą. Inny przykład: przez trzy, cztery miesiące na moim osiedlu bardzo często parkowało auto na warszawskich numerach. Widziałem je także przed szkołą, jeżdżono za mną. Mało się z tym ukrywali. – twierdzi kierowca seicento.

Pytany o to, skąd wie o podsłuchach, Kościelnik mówi, że ma pewność, ponieważ informatyk sprawdził jego telefon pod tym kątem. Kierowca seicento nie zdecydował się jednak na powiadomienie o sprawie prokuratury, bo uważa, że i tak nic by z tym nie zrobiono.

Mężczyzna twierdzi też, że dziwne rzeczy działy się z telefonami osób, które znajdowały się w pobliżu miejsca wypadku i chciały zarejestrować okoliczności wydarzenia. – Po wypadku była jeszcze jedna bardzo dziwna sytuacja, dotycząca już samego miejsca zdarzenia. W momencie gdy osoby, które chciały je nagrać, zrobić zdjęcie, podchodziły, ich telefony się wyłączały. Moje wątpliwości co do tych przypadków prokuratura odrzuciła na etapie śledztwa. Nikt się tym nie zajmował. Wiem też o kilkunastu sytuacjach, gdy ktoś był 30-40 metrów od miejsca zdarzenia, a nagle jego telefon przestawał działać albo zdjęcie, które mu się udało zrobić, zniknęło z telefonu – opowiada „GW” Kościelnik.

W grudniu 2021 r. pojawiły się nowe fakty ws. wypadku seicento Kościelnika z kolumną SOP. Funkcjonariusze zgodnie twierdzili, że kolumna jechała z włączonymi sygnałami zarówno świetlnymi jak i dźwiękowymi. „Gazeta Wyborcza” dotarła do byłego funkcjonariusza SOP, który należał do grupy ochraniającej Szydło tamtego wieczora. W rozmowie z dziennikarzami twierdzi on, że kolumna nie miała włączonych sygnałów dźwiękowych, a funkcjonariusze zeznający w sprawie mówili nieprawdę.

fot. Nicolas Thomas / Unsplash

Wydanie:

Kategorie: Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy