Jak sobie poradzić z kibolami?

Jak sobie poradzić z kibolami?

Andrzej Bińkowski,
przewodniczący Wydziału ds. Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich, PZPN

Prawo mamy już niezłe, więc do czasu rozpoczęcia Euro 2012 trzeba za jego pomocą wygonić chuliganów ze stadionów. Oczywiście potrzebna jest precyzyjna identyfikacja takich osób. W tej nowej infrastrukturze, która powstaje na mistrzostwa, będziemy mieli lepsze warunki, by poradzić sobie z takimi zagrożeniami. Przede wszystkim sama dystrybucja biletów jest tak zorganizowana, że nie ma nawet prawdopodobieństwa, aby np. kibice Legii znaleźli się w jednym miejscu choćby w grupie 10-osobowej, by się w poczuli mocni w takiej grupie. To będzie zupełnie inny przekrój publiczności, ludzie, którzy przyjdą w celu kulturalnej zabawy, rozrywki. O stadiony się nie niepokoję, mogą być natomiast problemy z większymi grupami kibiców w mieście. Na stadionach będzie spokojnie, jestem o tym głęboko przekonany, że tutaj nic wielkiego nie będzie się działo, a w międzyczasie, bo do mistrzostw pozostało jeszcze sporo miesięcy, środowisko kibiców trochę się przeczyści.

Olaf Lubaszenko,
aktor, miłośnik piłki nożnej

Zapytać Anglików. Oni sobie poradzili. To jest najprostsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. Nie ma co mówić o polskiej specyfice, że u nas to nie przejdzie itd. Ludzie są wszędzie tacy sami.

Mec. Krzysztof Rupiński,
kancelaria adwokacka, Olsztyn

Pamiętam z olsztyńskiego sądu rozprawy przeciwko stadionowym chuliganom. Nasze miasto nie jest więc wolne od tego typu zdarzeń. Prywatnie uważam, że najważniejsza jest identyfikacja sprawców, sprzedawanie biletów imiennych. Wydawanie zakazów stadionowych powinno następować szybko, a nie po roku czy dwóch latach. Co do surowości kar – sędzia ma widełki, zależność od szkodliwości czynu. W Olsztynie drużyna piłkarska spadła do II ligi, ale w mediach dostrzeżono miasto z powodu sloganu: „Olsztyn – miasto bez futbolu”. Taka odwrócona reklama była skierowana do osób, które nie przepadają za futbolem, a w okresie Euro 2012 będą chciały wypocząć na Mazurach.

Zdzisław Kręcina,
sekretarz generalny PZPN

Powstaje centralna baza danych o kibicach. W zamyśle ma to być spis wszystkich kibiców reprezentacji narodowej i klubów piłkarskich. Z góry będzie wiadomo, komu można sprzedać bilet, a komu nie można, bo ma zakaz stadionowy. Powstanie klub kibica reprezentacji Polski, do którego przystępować się będzie za opłatą, co również będzie się wiązało z większą identyfikacją i stanie się zalążkiem swoistego rankingu. Ci najwyżej umieszczeni na liście, którzy zgromadzili największą liczbę punktów, biorący udział w programie lojalnościowym, będą w pierwszej kolejności otrzymywali bilety na mecze. W ten sposób jest to zorganizowane np. w Wielkiej Brytanii. Tam nie ma przypadkowych kibiców. Programy społecznościowe i lojalnościowe umożliwią poza identyfikacją także większą integrację. Najlepsi, którzy się identyfikują z klubem, kupują gadżety, koszulki, szaliki, korzystają z klubowych przywilejów. Tak będziemy dystrybuować bilety na kolejne mistrzostwa świata, Europy, a pierwszym testowym spotkaniem, na którym sprawdzimy ten system rankingu kibiców, będzie mecz Polska-Niemcy we wrześniu.

Prof. Andrzej Szmajke,
psychologia społeczna, UWr

Kibolstwo to złożony i nieco tajemniczy fenomen społeczny. Aktualna praktyka kierownictw klubów, działania ramienia prawa i funkcjonowanie mediów w gruncie rzeczy sprzyjają kibolstwu. Zarządy klubów zabrnęły, może i ze szlachetnych motywów, w jakieś układy z kibolami, którzy stali się na tyle silni, że trzeba się z nimi liczyć, bo mogą swoimi działaniami opróżnić trybuny. Natura mediów natomiast zapewnia społeczny rozgłos i wynikające z tego konsekwencje (poczucie ważności, wpływu, społeczny respekt). Ramię prawa działa słabo i mało dolegliwie. Najrozsądniejsze na tu i teraz wydaje się dotkliwe i bezwzględnie egzekwowane karanie finansowe (zarówno kiboli, jak i klubów) za wszelkie ekscesy, a jednocześnie stworzenie ciszy medialnej wokół wyczynów kiboli. Przeważająca część społecznej siły stadionowych chuliganów wynika z medialnego rozgłosu towarzyszącego ich działalności. Bez niego byliby jak ostrzyżony biblijny Samson.

Michał Pol,
dziennikarz sportowy, m.in. „Gazety Wyborczej” i nSport

Nigdy nie poradzimy sobie w Polsce z kibolami, jeśli nie będziemy egzekwować prawa z taką konsekwencją jak w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech. I tam, i u nas obowiązują te same przepisy, tylko że w Anglii np. zakaz stadionowy jest przestrzegany z całą surowością przez klub i policję. A u nas kibol, który dopiero co pobił piłkarza na stadionie Legii, w kolejnym meczu znów dyrygował dopingiem. Tam każdy namierzony chuligan w dniu meczu reprezentacji czy klubu musi o określonej godzinie meldować się posterunku policji. Nasze komisariaty – o czym przekonuje policja – nie są na to przygotowane. Może jakimś wyjściem będzie dozór elektroniczny, ale przy zacofaniu technologicznym policji nie wierzę w jego skuteczność. Kogo obchodzi, czy jakiś kibol udał się na mecz. Mamy skuteczne narzędzie, ale klubom musiałoby się chcieć go używać, tymczasem wolą one żyć z kibolami w symbiozie.

Wydanie: 15/2011

Kategorie: Kraj, Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy