Jaka przyszłość czeka zadłużone szpitale?

Jaka przyszłość czeka zadłużone szpitale?

Konstanty Radziwiłł,
prezes Naczelnej Izby Lekarskiej
Przyszłość zadłużonych szpitali zależy od wysokości zadłużenia. Te, których dług przekracza roczny kontrakt z NFZ, muszą otrzymać nadzwyczajną pomoc, w przeciwnym wypadku staną. Problem zadłużenia wiąże się nie z marnotrawstwem w szpitalach, ale z finansowaniem znacznej części świadczeń zdrowotnych poniżej kosztów ich wytworzenia. Zwiększenie wynagrodzenia z NFZ dla świadczeniodawców do poziomu przynajmniej kosztów udzielania świadczeń pozwoli zapobiec nawracaniu zadłużenia szpitali. Oznacza to konieczność podniesienia nakładów (publicznych i w systemowy sposób także prywatnych) na opiekę zdrowotną.

Marek Balicki,
b. minister zdrowia
Jeśli nie zostaną podjęte decyzje o charakterze systemowym, to zadłużone szpitale nie przestaną się zadłużać. Min. Religa mówił, że czyni się starania o przyznanie pożyczek zadłużonym szpitalom. Jednak w przypadku takich placówek, których dług wynosi np. 200 mln zł, nie rozwiąże to problemu, tylko odsunie go na dwa lata. Zadłużenia szpitali klinicznych AM we Wrocławiu czy Gdańsku placówki te nie będą w stanie spłacić nigdy. Jedyna szansa to po oddłużeniu przekształcenie takich placówek w spółki użyteczności publicznej, które będą już gospodarować na zdrowych zasadach. Innego wyjścia, bez wielokrotnego podniesienia składki zdrowotnej ZUS, nie ma. Jeśli ktoś proponuje szpitalom kredyty, które trzeba potem spłacić, to je oszukuje.

Maciej Janiszewski,
dyrektor Szpitala w Gostyniu
Na szczęście nasz szpital nie jest zadłużony. W ogóle sytuacja służby zdrowia w Wielkopolsce przedstawia się nieco inaczej. Od trzech lat staraliśmy się zmniejszać koszty. Nie osiągnęliśmy wzrostu przychodów, ale długu też nie ma. Dziwią mnie wypowiedzi ministra, że z budżetu państwa przeznaczy się 1 mld zł na oddłużanie placówek, które, jak stwierdzi, były źle zarządzane. Wniosek: warto się zadłużać. Nie ma jednej recepty na uniknięcie zadłużenia. W naszym przypadku jest to ciężka praca, nerwy, od których posiwiałem i wyłysiałem. Teraz czeka nas restrukturyzacja, bo nasz szpital nie jest placówką nowoczesną, ale z pomocą samorządu jakoś temu podołamy.

Dorota Gardias,
przewodnicząca ZZ Pielęgniarek i Położnych
Szpitale były już oddłużane. Już ok. 60% długów było umorzonych, ale znów one narosły do ogromnych rozmiarów. Powody są różne, także polityczne. Szpitale podlegają jednostkom władz, i mianowanie dyrektorów powierza się często zwycięskim ugrupowaniom. Inną przyczyną zadłużania jest niepełna samodzielność dyrektorów, bo nie mogą to być wyłącznie dobrzy menedżerowie. Jeśli NFZ płaci tylko za określoną liczbę procedur, to jeśli pacjentów jest więcej niż pieniędzy, zadłużenia nie można uniknąć. Trudno więc mówić, że szpitale nie będą się zadłużały, ale z drugiej strony ciągłe ich oddłużanie to topienie pieniędzy, które można by przeznaczyć na leczenie czy podwyżki dla personelu.

Adam Czarnecki,
wiceprezes Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, przez 30 lat dyrektor szpitala.
Nigdzie się nie zdarzyło, aby tyle szpitali jednorazowo mogło przestać istnieć. Zadłużenie obejmuje ponad 100 szpitali i nie wyobrażam sobie, aby wszystkie zamknięto. Ministerstwo proponuje kredyty na spłacenie długów, przekonuje wierzycieli, aby odwlekli swoje roszczenia. Taką sytuację można też wykorzystać do tego, aby część szpitali, które nie są wykorzystane, rzeczywiście zlikwidować. Musi to być jednak proces sterowany, a nie przypadkowy. Problem zadłużenia wynika też z nierzetelnej wyceny procedur medycznych, których NFZ nie opłaca w pełnym wymiarze.

Maria Ochman,
szefowa Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność”
Przyszłość zależy od pomocy państwa, bo najbardziej zadłużone szpitale nie są w stanie same się podźwignąć. Jednak proste oddłużanie jest demoralizujące i niewskazane, bo odbywa się wbrew prawom ekonomii. Zważywszy na ogrom pracy i wyrzeczeń, jakie ponieśli pracownicy w celu utrzymania swoich miejsc pracy i zakładów, obejmowanie tylko niektórych szpitali parasolem ministra budzi niezadowolenie pozostałych. Szpitale nie mogą być poddawane bezwzględnej grze rynkowej i należy pozostawić pewne formy interwencjonizmu państwowego. Tworzenie z nich spółek i prywatyzowanie nie jest dobrym pomysłem, bo nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem zamożnym, które zniesie podwyższone koszty opieki zdrowotnej.

Iwona Karpiuk-Suchecka,
prezes Krajowej Rady Komorniczej
Jeśli nie będzie zmiany przepisów dotyczących szpitali, to nie ma odwrotu od egzekucji komorniczej, a to nie wróży dobrze placówkom służby zdrowia. Nie mamy możliwości prawnych, aby wstrzymać się z tymi czynnościami, chyba że zgodzą się na to wierzyciele. Oni mogą odstąpić np. od potrącania długu z kont bankowych albo zezwolić na pozostawienie tam określonych kwot. Jedynym wyjściem jest wprowadzenie działań sanacyjnych w służbie zdrowia, które nie dopuszczą do upadku szpitali, co przecież nikogo z nas nie zadowala.

Notował Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 6/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy