Jan Paweł II

Karola Wojtyłę poznałem 50 lat temu w mieszkaniu mojego przyjaciela, Jana Józefa Szczepańskiego. Odwiedził go wtedy jako zwykły duszpasterz po kolędzie, ponieważ nie piastował jeszcze żadnych wyższych godności kapłańskich. Był to kontakt przypadkowy i niewiele mówiący o postaci owego księdza. Później, kiedy zacząłem zajmować się prognostyką, Wojtyła, już jako biskup, zaprosił mnie do pałacu, ażebym wygłosił wykład o konsekwencjach embarga wprowadzonego przez producentów ropy naftowej. Nieważne, co mówiłem grupie zgromadzonych księży – wszak nie o moje opinie z tamtego czasu tutaj chodzi. Jest jednak charakterystyczne, że Wojtyła już wtedy żywo interesował się losami światowej cywilizacji. Przyznaję, że wprawdzie zostałem zaproszony ponownie, ale niestety nie pamiętam, jaki był temat mojej następnej oracji. Kiedy pozostałem po prelekcji w pałacu biskupim, Wojtyła pokazał mi w osobnym pomieszczeniu model kościoła, który miał zostać wybudowany w Nowej Hucie. Nie miałem wówczas, rzecz oczywista, pojęcia o tym, że rozmawiam z przyszłym Papieżem, Janem Pawłem II. Bywałem również sporadycznym gościem w redakcji „Tygodnika Powszechnego” i stąd wiem, że Wojtyła oceniał bardzo pozytywnie pracę organu Turowicza. Później nasze drogi się rozeszły: powszechnie znana Jego praca duszpasterska skoncentrowała się w Watykanie, promieniując stamtąd na cały świat. Jednakowoż to, że był człowiekiem o chłonnym i otwartym umyśle dużej miary, dało się dostrzec już podówczas, choćby na podstawie szerokiej gamy Jego zainteresowań. Ponieważ obecnie właściwie wszystkie prasowe organy piszą o Jego zasługach dla ludzi i Kościoła, pomyślałem, że nie byłoby rzeczą całkowicie niewłaściwą, jeżelibym i ja sięgnął do moich wspomnień, związanych z Jego osobą. Pamiętam, że w medialnych zagranicznych echach wczesnej fazy pontyfikatu Jana Pawła II dawała się odczuć pewna nieufność dla człowieka przychodzącego z kraju pozostającego pod władzą komunistów, ale On umiał rychło wszystkie tego rodzaju wątpliwości i opory przezwyciężyć. Do Jego wielkości nic już dodać nie można. Pozostał Papieżem zdolnym do ciągłego rozwijania Swoich niezwykłych uzdolnień i jest rzeczą zupełnie pewną, że Jego dorobek nie będzie zapomniany.

6 kwietnia 2005 r.

Wydanie: 15/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy