Aferzyści w sporcie i polityce

Aferzyści w sporcie i polityce

Zapał, z jakim politycy PiS i LPR walczą o odnowę moralną polskiej piłki, byłby godny uznania, gdyby nie okoliczności towarzyszące tym dzielnym bojownikom.
Wiarygodność pogromców PZPN mocno osłabiają ich dotychczasowa działalność i nieskrywana osobista interesowność.
PiS od początku nie miało pomysłu na sport. Nie ma też w swoich szeregach zbyt wielu ludzi z autentycznymi osiągnięciami zawodniczymi czy trenerskimi. A zachowanie po zwycięskich wyborach jeszcze te problemy pogłębiło. Jakiż zespół ekspertów i działaczy może zgromadzić wokół siebie ktoś taki jak Tomasz Lipiec, desygnowany przez PiS na ministra sportu? Czy jest jeszcze gdzieś kraj, w którym ministrem sportu zostaje złapany na dopingu były zawodnik? Czy taki minister może być wiarygodnym reformatorem sportu? Czy bez budzenia wesołości lub zażenowania minister Lipiec może być odnowicielem i strażnikiem sportowej moralności? A że nieszczęścia polskiego sportu chodzą ostatnio stadami, to nie inaczej jest i w ministerstwie od tych spraw. Któż jest zastępcą Lipca? Wiceminister Radosław Parda. Tak, właśnie ten osławiony były szef Młodzieży Wszechpolskiej, prawa ręka powszechnie znanego zwolennika sportu i kultury fizycznej, Romana Giertycha. Wicepremier z LPR tak przecież polubił sport, że ogłosił zmniejszenie liczby godzin WF w szkołach. Ta nowatorska, jak szereg innych pomysłów wychowawczych autorstwa LPR, metoda nie została jeszcze podchwycona przez inne kraje.
Para Lipiec-Parda nie zamyka listy sukcesów kadrowych PiS w sporcie. Jeden z doradców z gabinetu politycznego Lipca zdążył jednak coś zrobić. Wyłudził mieszkanie w Warszawie. O kwalifikacjach osób, które minister powołał na dyrektorów ośrodków sportowych, nie będę pisał, bo mi czytelnicy mogą nie uwierzyć, że w 2006 r. coś takiego jest możliwe.
PZPN ma na sumieniu sporo grzechów. Na pewno jednym z nich jest tolerowanie różnego typu aferzystów i cwaniaków. To niestety szerszy problem nie tylko stowarzyszeń sportowych, lecz także korporacji zawodowych. Pozbywanie się ludzi niegodnych noszenia jakiegoś znaczka idzie opornie. PZPN trudno było o wsparcie organów ścigania. Tylko w ciągu ostatnich miesięcy skierował do tych organów 11 wniosków o wszczęcie postępowania w związku z podejrzeniem o korupcję w futbolu. Większość została odrzucona. Dlaczego? Czy dlatego, że jak mówi PZPN, nie były wystarczająco medialne?
Dobrze, że sprawami afer piłkarskich zajęły się policja i prokuratura. Źle, że dominuje forma medialnego show, speckonferencji i briefingów. Źle, że wszystkich i wszystko, co wiązane z PZPN, wrzucono do jednego diabelskiego kotła.
Większość działaczy PZPN to kompetentni i uczciwi ludzie. Malowanie całego związku czarną farbą i obrzucanie epitetami wszystkich, którzy związali się z piłką, jest nieuprawnione i nieuczciwe. A dintojra pomundialowa żadnego realnego problemu PZPN z pewnością nie rozwiąże.

Wydanie: 31/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy