Jedwabne i nie tylko…

Jedwabne i nie tylko…

Powinno się wreszcie brutalnie powiedzieć: byliśmy po wojnie krajem, w którym Żydów zabijano z powodu ich odrębności narodowej i wyznaniowej Polacy są dziwnym narodem. Przy wszystkich ich wadach – można im mówić prawdę w oczy Jerzy Giedroyc, “Gazeta Wyborcza”, 12.10.2000 Przywykliśmy i to bez względu na orientację polityczną, światopoglądową czy wyznaniową, traktować tematykę polsko-żydowską jako sferę delikatną, drażliwą. Tak jest wygodnie. Cały ogrom spraw tego dotyczących wolimy trzymać za zasłoną przemilczeń i niedomówień. A jeśli już musimy, czy też wypada, o tym mówić czy pisać – wybieramy drogę albo rozwadniania tematyki holokaustu przez ukazywanie go jako elementu dotyczącej nas wszystkich zbrodniczej polityki okupanta niemieckiego (vide niechęć do uznania, że Auschwitz to miejsce zagłady przede wszystkim Żydów), albo przesadnego eksponowania wątków ratowania Żydów, okazywanej im pomocy. Taki obraz był aktywnie kreowany i w publicystyce, i co gorsza w historiografii. Odważne, z reguły osamotnione, próby podejmowania tego wątku w sposób odbiegający od takiego kanonu zwykle spotykają się z odporem: mówienie o naszym nie zawsze godnym stosunku do Żydów, przypominanie konkretnych przypadków zbrodniczych czynów, dokonywanych przez pewnych Polaków, przejawów antysemityzmu przybierającego w latach okupacji postać albo aprobaty dla akcji eksterminacyjnych nazistów (w sferze moralnej), albo obojętności wobec ich żydowskich ofiar (w zachowaniach) – to szkalowanie naszego dobrego imienia, bośmy przecież… Przykładów na to można by mnożyć krocie. Jakże szybko po wojnie zrezygnowano u nas z edycji okupacyjnych wspomnień ocalonych Żydów, bo w ich relacjach pojawił się obraz prześladowców nie tylko w uniformach niemieckich. Zamiast tego jakże wiele pozycji o pomocy udzielanej Żydom. To oczywiste, że owa pomoc jest ważnym tematem, ze wszech miar godnym utrwalania w naszej pamięci, ale nie może to wyrażać się białymi plamami w postaci przemilczania wątków niezbyt chwalebnych. (…) Staliśmy się niewolnikami stworzonego przez nas samych i sobie nawzajem narzuconego schematu: byliśmy niezłomni jako naród, nie kolaborowaliśmy, pomagaliśmy Żydom i to w warunkach szczególnego terroru okupanta wobec tych, którzy decydowali się na gest wsparcia jego żydowskich ofiar. Jak każdy schemat, i ten nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Tej zaś nawet najbardziej manipulowana historiografia nie jest w stanie zamazać. Bo to jest naturalne: obok rzeczy wzniosłych bywały i fakty, nawet zjawiska o szerszym charakterze, ujemne, a nawet zbrodnicze. Nie wolno więc, jeśli chcemy być obiektywni i skłonni do wyciągania nauk z przeszłości, tego przemilczać czy kamuflować eksponowaniem wyłącznie spraw chwalebnych, dyktowanym fałszywie pojmowanym patriotyzmem. Wyłącznie w takim klimacie możliwe były (a i są!) ciągłe przejawy antysemityzmu w Polsce, wygrywanie wątku żydowskiego w rozgrywkach politycznych, których klinicznym wręcz przykładem stał się marzec 1968 roku, choć przecież czas najnowszy nie szczędzi nowych faktów w postaci haseł o “dominacji Żydów”, piętnowania ludzi wskazywaniem na ich pochodzenie. Bo jeśli byliśmy zawsze w porządku wobec naszych żydowskich współziomków, a nawet wspaniałomyślni (częste przypominanie faktu schronienia się przed wiekami w Polsce Żydów z Europy Zachodniej), to czyż nie mamy prawa do karcenia niewdzięczników? Jakie wnioski mogą wyciągnąć z przesłodzonych podręczników uczniowie naszych szkół? Czyż nie na stworzony tą drogą podatny grunt padają słowa wypowiadane przez ks. Jankowskiego i czyż on sam i jemu podobni nie czują się ośmieleni do wprowadzania do debat “wątku żydowskiego”? A z czego wynika powściągliwość hierarchów w karceniu za takie postawy? Czyż w takiej sytuacji ludzie pokroju dr. Ratajczaka nie wyczuwają klimatu sprzyjającego bardziej “twórczemu” ujmowaniu spraw holokaustu, ba, do tego znajdując obrońców i to naukowo wysoko utytułowanych? (…) Próby bardziej obiektywnego prezentowania spraw polsko-żydowskich, zwłaszcza drogą ujawniania faktów wstydliwych z czasów okupacji, najczęściej – i to nawet w przypadkach ostrożnych, powiedziałbym: kontrolowanych, opisów konkretnych faktów – przynosiły autorom same kłopoty. Przekonał się o tym red. Michał Cichy, gdy na łamach “GW” podał, że w czasie powstania warszawskiego miały miejsce przypadki bestialskiego mordowania Żydów, niedobitków z getta. (…) A unikanie pokazania naszemu widzowi filmu dokumentalnego Mariusza Marzyńskiego “Stetl”, gdzie, opierając się na wspomnieniach bezpośrednich świadków, ukazano przerażający los Żydów z małego, podlaskiego miasteczka (to tam jest relacja Żyda, który najpierw ukrywa się z rodziną przed wywózką do getta białostockiego, a potem, pod wpływem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 11/2001, 2001

Kategorie: Opinie