Jeśli trzeba, stanę na głowie!
Chcę robić to, na czym się znam, a znam się na prawie Rozmowa z Ryszardem Kaliszem, prawnikiem prezydenta RP – Mówi pan: „Polityka nie jest dla mnie dążeniem do władzy”, czym wobec tego jest? – To wyraz mojej osobowości. Angażuję się w politykę, bo chcę służyć ludziom, chcę, by żyło im się lepiej, szczęśliwiej, by wokół nich był szacunek. Uważam, że właśnie najważniejszy jest szacunek. – Mówi pan jak altruista… – Broń Boże… Ale przyznaję, że pieniądze zarabiałem zawsze jakby przy okazji. Przez 11 lat wykonywałem zawód adwokata, wcześniej byłem na aplikacji sądowej i adwokackiej. Lubiłem przyjmować klientów, prowadzić sprawy. Nigdy jednak nie nastawiałem się głównie na zarabianie pieniędzy. Zawsze mówiłem, że wychodzę z domu nie po to, by pójść do pracy, lecz by spełniać się w tym, co najbardziej lubię. Chciałem być aktywny i pomocny innym. Także teraz wychodzę do pracy świadomy obowiązków, jakie na siebie przyjąłem, chcę wywiązać się z nich jak najlepiej, nawet perfekcyjnie. – Czy pańska kariera polityczna jest realizacją ściśle przemyślanego planu? Dziś poseł, a jutro…? – Moją działalność publiczną planuję w kategoriach moich kompetencji. To, co do tej pory robiłem, mieści się w sferze szeroko pojętej działalności społecznej. Bo czymże jest zawód adwokata, jak nie pomaganiem ludziom, a jednocześnie tworzeniem zjawisk prawnych. Jako ekspert przy Okrągłym Stole miałem świadomość, że to, co robię, robię na rzecz demokratycznego państwa. Tworzyłem uwarunkowania prawne demokratycznego państwa. Podobnie jako zastępca przewodniczącego Trybunału Stanu, a następnie jako przedstawiciel prezydenta RP w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Jestem dumny z tego, że kilka przepisów konstytucyjnych jest mojego autorstwa. Jako prezydencki prawnik i szef Kancelarii nie tylko konstruowałem prawo, ale także tworzyłem świadomość konstytucyjną. Chcę robić to, na czym się znam, a znam się na prawie, na konstytucji, na technice legislacyjnej, na wymiarze sprawiedliwości. – Stanowisko ministra sprawiedliwości satysfakcjonowałoby pana? – Wszystko rozstrzygnie się po 23 września. Nie przywiązuję się do żadnej z myśli, kim będę po wyborach. – Z jakich dokonań jest pan najbardziej dumny w swojej dotychczasowej działalności? – Nie mam momentu, z którego byłbym specjalnie zadowolony. Mam natomiast świadomość, że uczestniczyłem w ważnych historycznych momentach, kiedy kształtowała się przyszłość Polski: Okrągły Stół, tworzenie konstytucji RP. Byłem chyba jednym z niewielu ludzi w Polsce, którzy praktycznie mogli sprawdzić swoją pracę prawotwórczą. – Jak długo pan pracuje? – Codziennie od godz. 8 rano i raczej nie krócej niż do 22. Czasami pracę kończę nawet o godz. 1-2 w nocy, ale to dotyczy na szczęście tylko wyjątkowych sytuacji. Ale muszę podkreślić, że nie nazwałbym tego pracą, lecz formą aktywności. – Prezydent Kwaśniewski często podkreśla, jak dobrze pracuje mu się z kobietami. Czy może pan powiedzieć tak samo o sobie? – Dobrze współpracuję i z kobietami, i z mężczyznami. Ważne, by byli mądrzy i kompetentni. Trzeba po prostu znać dobre strony współpracowników. Jeśli szef szybko zorientuje się, kto, na czym się zna, to potem koordynacja działań jest łatwiejsza i efektywniejsza. – Kiedy pojawił się pan u boku Aleksandra Kwaśniewskiego, zaczęto szeptać, że to „drugi Falandysz”. Czy rzeczywiście był pan dla prezydenta Kwaśniewskiego tym, kim prof. Falandysz dla Lecha Wałęsy? – Porównywano nas w sposób naturalny, ale tak naprawdę łączy nas tylko to, że obaj jesteśmy prawnikami i byliśmy odpowiedzialni w Kancelarii za sprawy prawne. Jednak inne są i nasze osobowości, i doświadczenie, i inny system relacji pomiędzy prezydentem a osobą odpowiedzialną za sprawy prawne. Z prezydentem Kwaśniewskim znamy się długo i doskonale się rozumiemy. – Próbowano jednak ukuć termin „kaliszyzacji prawa”… – Próbowano, ale nigdy się to nie udało, bo u mnie profesjonalizm wykładni był zawsze bardzo duży i nie było podstaw do takiej oceny. Dodam, że prof. Falandysza znam od dawna i bardzo cenię, to wielkiej klasy prawnik. A termin „falandyzacja” w przypadku prof. Falandysza nie do końca ma zastosowanie. Fakt, dokonywał on bardzo oryginalnych interpretacji, ale robił to z wielką prawniczą klasą. – Podkreśla pan często, że z prezydentem Kwaśniewskim łączy pana przyjaźń. Musi być bardzo bliska, skoro Aleksander Kwaśniewski był świadkiem na pańskim ślubie, o którym przeszło rok temu huczała







