Kardynał Stanisław Dziwisz ma wielką szansę, by zastąpić Kalego. Tego Kalego, co to gdy on ukraść krowę, to dobrze, ale gdy jemu ukraść, to źle. Bardzo źle. Jan Paweł II powierzył Dziwiszowi swoje osobiste notatki i polecił mu je zniszczyć po swojej śmierci. Papież miał jednak pecha. Nie wiedział, że zgrywający poczciwca Dziwisz to wypisz, wymaluj Kali. Ksiądz, który rozumiał, co się do niego mówi (i pisze) tylko wtedy, gdy bał się szefa. Po śmierci papieża natura Kalego wzięła u Dziwisza górę, zapomniał o poleceniu i zaczął wprowadzać papieskie notatki do obiegu. Miał w tym podwójny interes. Raz, że za każde wydanie dostaje niezłą kasę, dwa, że w ten sposób umacnia swoją samozwańczą rolę kustosza papieskiej pamięci. Władze kościelne zgrzytają zębami, ale boją się zareagować. A w Watykanie śmieją się z polskiej uczciwości. Dziwisz jak Kali: nie dość, że udaje, że nie rozumie problemu, to jeszcze bezczelnie łaja dr Wandę Półtawską, która też publikuje listy papieskie. Kalemu wolno, ale Półtawskiej nie. Udostępnij: Share on Facebook (Otwiera się w nowym oknie) Facebook Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on X (Otwiera się w nowym oknie) X Share on Telegram (Otwiera się w nowym oknie) Telegram Share on WhatsApp (Otwiera się w nowym oknie) WhatsApp Email a link to a friend (Otwiera się w nowym oknie) E-mail Drukuj (Otwiera się w nowym oknie) Drukuj
Tagi:
Przegląd






