Rywin rozdaje karty

Rywin rozdaje karty

Dlaczego Lew Rywin nie chciał rozmawiać z prokuratorem, a zeznania nagrał na taśmie?

Prokuratura przesłuchała Lwa Rywina, ale ten odmówił zeznań. Z kolei podczas konferencji prasowej w redakcji „Gazety Wyborczej” Adam Michnik przyznał, że żałuje, iż tak długo zwlekał z poinformowaniem prokuratury. Swojej lipcowej powściągliwości żałuje również premier Miller. W piątek, ogłaszając zmiany w rządzie, zapowiedział, że jest osobiście zainteresowany w tym, by sprawę wyjaśnić do końca. Bo jego nazwisko zostało zszargane.
Poza tym rozpoczęła pracę sejmowa Komisja Śledcza, której zadaniem będzie wyjaśnienie sprawy Rywina i jej kulis. Komisja jeszcze nie zaczęła na dobre działać, a już wybuchła wokół niej awantura – opozycja, a w zasadzie dwie partie, PO i PiS, obrażone, że ich wpływ na prace komisji będzie ograniczony – zaczęły głosić, że komisja jest kontrolowana przez SLD i będzie ukręcać łeb sprawie.
Mamy więc kompletny mętlik, a zapowiada się jeszcze większy. Bo oto Lew Rywin zaczął powoływać swoich świadków i wielce ciekawe jest, co oni do sprawy wniosą. Ukazała się też informacja, że nagrał swoje zeznania na taśmie i zdeponował je w jednej z prywatnych stacji radiowych. Gdy będzie trzeba – usłyszy je cała Polska.
Więc pół Warszawy zastanawia się, czy to prawda i o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego nie chciał mówić prokuratorowi, a taśmie chce? Co trzyma w zanadrzu? A może tej taśmy w ogóle nie ma, to tylko plotka?
A jeżeli jest, to – na podstawie dotychczasowych oświadczeń Rywina – łatwo domyślać się, kogo będzie oskarżał.
Zresztą na te zeznania łowcy sensacji ostrzą sobie zęby najbardziej. Bo łatwo domyślać się, co zeznawali dotychczasowi świadkowie, natomiast zeznania Rywina mogą rzucać na całe wydarzenie nowe światło. Jakie? Na pewno interesujące.

Poza kontrolą

Sprawa Lwa Rywina wymknęła się więc spod jakiejkolwiek kontroli, to zgodna konkluzja wszystkich komentatorów i obserwatorów. Nasuwa się więc pytanie: w którą stronę miała się potoczyć? I czy Adam Michnik rzeczywiście nie przewidział, jakie mogą być skutki artykułu „(…) przychodzi Rywin do Michnika”? Że każdy weźmie z tego to, co mu wygodne?
Na razie na osobę najbardziej tym wszystkim przestraszoną wygląda Adam Michnik, który wciąż powtarza, że głównym wątkiem sprawy jest próba korupcji dokonana przez Rywina, a reszta to niepotrzebne gmatwanie. I że wkrótce wyjdzie na to, że głównym winnym w całej sprawie będzie on sam.
Być może tak to dziś wygląda z punktu widzenia Adama Michnika. Tylko że – porządkując problem – nikt nie ma pretensji do niego, że nagrał propozycję łapówki. Natomiast podejrzenia można mieć, że tą taśmą z kompromitującym nagraniem po prostu zagrał. Że trzymał ją pół roku w szafie, by wystrzelić w dogodnym dla siebie momencie. Trudno uwierzyć, że termin opublikowania taśm z nagraniami był przypadkowy. I że nie miał on nic wspólnego z pracami nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji, którą szefowa Agory, Wanda Rapaczyńska, obiecała zablokować wszelkimi metodami.
Co ciekawe, „Gazeta” bardzo ucieka od tej ustawy, nie chce jej łączyć z aferą, tak jakby Rywin zażądał 17,5 mln zł za nic. I tak jakby o jej kształt nie toczyła się w ostatnich miesiącach brutalna gra.

Brutalna gra

Natomiast obecnie brutalna gra toczy się wokół niedawno powstałej Komisji Śledczej. Ma to uzasadnienie – bo prokuratura sprawę wyjaśnia w zaciszu gabinetów, natomiast komisja będzie pracowała jawnie.
Poza tym, mimo że ma w nazwie „śledcza”, jej celem będzie tak naprawdę polityczne wyjaśnienie sprawy. Czyli – znalezienie winnego (lub winnych) i pokazanie go opinii publicznej.
Stąd też awantury, które w komisji wybuchły. Dla przedstawicieli PO i PiS, czyli Jana Marii Rokity i Zbigniewa Ziobro, głównym obiektem ataku jest Leszek Miller i SLD.
Dla Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony sprawa Rywina to dowód na zmowę tych na górze i diaboliczny wpływ Adama Michnika na polską rzeczywistość.
I jedni, i drudzy ciągnąć będą pracę komisji w swoją stronę. Więc łatwo mogą się one przekształcić w mecz, a nie w próbę wyjaśnienia sprawy.
Tak więc obecne marzenia Adama Michnika, by zamknąć sprawę Rywina w wąskich ramach propozycji łapówki, są już w tej chwili nierealne.
Bo mleko się wylało i poplamiło uczestników wydarzenia.
Poplamiło Leszka Millera i SLD. Więc dobrze, że premier oświadczył, że jest zainteresowany wyjaśnieniem sprawy do końca, bo tylko wówczas będzie mógł się oczyścić.
Poplamiło Michnika i „Gazetę Wyborczą”, która zaprezentowała się jako strona w grze.
Poplamiło Rywina i polskich filmowców.
Poplamiło zresztą cały polski establishment, bo przecież już z tych strzępów informacji, które ujawniono, widać że wokół nowelizacji ustawy o mediach toczyła się wielka gra, mieliśmy tam olbrzymie naciski, rozmaitych „załatwiaczy” i lobbystów, takich jak choćby Andrzej Zarębski, były rzecznik rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego, którego nazwisko Rywin zresztą wymienia.

 

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy