Kawa z żołędzi

Kawa z żołędzi

Erzac, czyli zamiennik, to składnik najczęściej wymieniany w wojennych przepisach kulinarnych

„Zebrane w lesie żołędzie, zgodnie ze wskazówkami prababci, obrałam z łupin i pokrojone moczyłam w czystej, zimnej wodzie przez 2–3 dni”, wspomina czytelniczka „Ciekawostek historycznych.pl” Angelika Januszewska. Kilka lat temu zdecydowała się przetestować rodzinne receptury z czasów okupacji. Wybór nieprzypadkowo padł właśnie na żołędzie. „Prababcia, Genowefa Golik, mieszkała na terenach wcielonych do III Rzeszy. Również tam panował głód, zwłaszcza wśród Polaków. Zapobiegliwe gospodynie jako pożywienie głodowe wykorzystywały żołędzie. Z odpowiednio spreparowanych można było przygotować kawę, mąkę, a nawet jeść je jak ziemniaki”, wyjaśnia.

Czyli, mówiąc krótko, żołędzie potrafiły zastąpić wszystko. Wcześniej tylko trzeba było odpowiednio je spreparować.

„Woda po kilku godzinach zmieniała kolor i stawała się mętna. Zbierała się w niej tanina, gorzki i szkodliwy dla człowieka garbnik”, wspomina Angelika Januszewska. Zgodnie z przepisem płyn powinno się wymieniać tak długo, aż zabarwienie całkowicie zniknie. Dopiero wówczas kucharka wysypała żołędzie na blachę, wyłożoną papierem, i wysuszyła je bezpośrednio przy piecu. „Po kolejnych kilku dniach stały się twarde. Wówczas zmieliłam je w młynku na grubą mąkę”, czytamy dalej.

Podstawowy okupacyjny surogat był gotowy. I nasza czytelniczka nie zawahała się go wykorzystać: „Część mąki prażyłam na patelni aż przybrała brązowo-czarny kolor. Powstały w ten sposób proszek zaparzyłam jak zwykłą kawę. Miała smak podobny do kawy zbożowej, gorzkawy, z lekko orzechowym posmakiem. Całkiem znośny aczkolwiek nie mogący konkurować z tradycyjną kawą”.

Druga część mąki została wykorzystana na podpłomyki, „również według przepisu prababci”. (…). Efekt końcowy czytelniczka opisała z niekłamaną satysfakcją. Może i podpłomyki z mąki żołędziowej były dość suche i kruche, ale podstawowy warunek spełniały. Były smaczne. Udał się także trzeci eksperyment z okupacyjną kuchnią: tradycyjny chleb na zakwasie z mąki żołędziowej z dodatkiem pszennej razowej. (…) Głód w warunkach bezwzględnej wojny zaspokajał niezawodnie.

20 lat doświadczenia w… jedzeniu kory z drzewa

Prababcia pani Angeliki wykazała się w czasie okupacji wyjątkową kreatywnością. Ale nie była w tym w żadnym razie odosobniona. (…) Na korzyść nadwiślańskich pań domu przemawiało historyczne doświadczenie. (…) Już dwie dekady wcześniej one same lub ich matki i babki borykały się z niemiecką okupacją. (…) Kiedy w 1939 r. kraj ponownie zalała fala obcych wojsk, wystarczyło odkurzyć stare receptury, np. takie, jakie drukował w czerwcu 1917 r. „Głos Rzeszowski”.

W końcowym, najtrudniejszym okresie okupacji niemieckiej gazeta przekonywała, że pokarmem dla ludzi może być nawet koniczyna. „Stanowi ona znakomitą i bardzo pożywną jarzynę w rodzaju szpinaku, której spożycie absolutnie nie szkodzi zdrowiu i nie pociąga za sobą żądnych przykrych następstw”, tłumaczyli dziennikarze. (…)

Obok porad prawdziwie survivalowych drukowano też takie, które były przeznaczone dla każdej rodziny – niekoniecznie przymierającej głodem. „Dziennik Poznański” we wrześniu 1916 r. zreferował przepisy pani Juliuszowej Albinowskiej – autorki bestsellerowych książek kucharskich i kompendiów z początku wieku. Albinowska, sama będąca doskonałą gospodynią, znającą sytuację innych pań domu, zdradzała swoje sposoby na radzenie sobie z bardzo konkretnym problemem: niedoborami kawy. W wojennych realiach były to pomysły na wagę złota. (…)

Strony: 1 2 3

Wydanie: 21/2016

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy