Kioto wchodzi w życie

Emisja dwutlenku węgla do atmosfery ma zostać zmniejszona o 5% do 2012 roku

Ponad siedem lat trzeba było czekać na wejście w życie protokołu z Kioto, który zobowiązuje 141 państw sygnatariuszy do obniżenia emisji dwutlenku węgla o 5% do 2012 r. Wcześniej umowa nie mogła być realizowana, bo brakowało podpisu jeszcze… jednego kraju. Dopiero pod koniec ubiegłego roku Rosja uległa namowom i zaakceptowała dokument.
Ekolodzy na całym świecie wiążą z protokołem wielkie nadzieje. Rosnący poziom emisji dwutlenku węgla jest bowiem – według zielonych – jednym z głównych winowajców globalnego ocieplenia. Czy tak jest rzeczywiście? Naukowcy są w tej sprawie podzieleni, choć większość z nich przychyla się jednak do koncepcji, że działalność człowieka – w tym właśnie emisja CO2 – może doprowadzić do nieodwracalnego zachwiania równowagi klimatycznej.
– Poziom koncentracji CO2 jest obecnie najwyższy od 160 tys. lat! I wzrasta średnio o 0,4% rocznie. Badania paleoklimatyczne wskazują wyraźny związek między koncentracją gazów cieplarnianych a temperaturą powietrza w przeszłości: wzrostowi stężenia dwutlenku węgla i metanu towarzyszył wzrost temperatury i odwrotnie – informuje wicedyrektor Departamentu Polityki Ekologicznej w Ministerstwie Środowiska, Beata Kłopotek.
Nasz kraj podpisał i ratyfikował protokół z Kioto jako jeden z pierwszych. – Polska zobowiązała się do redukcji poziomu emisji gazów cieplarnianych o około 6% w stosunku do roku bazowego 1988. Dziś możemy powiedzieć, że będzie to nawet 30%. Tak dobre efekty osiągnęliśmy nie tylko dlatego, że zniknęły zakłady przemysłowe, ale przede wszystkim dlatego, że

zmniejszyliśmy energochłonność całej gospodarki.

W gospodarstwach domowych zużycie energii od 1988 r. pozostało praktycznie na tym samym poziomie. To znaczy, że przy rosnącym poziomie życia i zużyciu energii elektrycznej globalny poziom konsumpcji nie wzrósł. Natomiast w gospodarce i przemyśle nastąpiła radykalna poprawa, jeżeli chodzi o efektywność wykorzystania energii – podkreśla Tomasz Podgajniak, minister środowiska.
Głównym źródłem dwutlenku węgla jest spalanie paliw, produkcja energii elektrycznej oraz ciepła. W mniejszym stopniu do wzrostu poziomu dwutlenku węgla przyczyniają się budownictwo, transport, przemysł chemiczny, produkcja metali oraz spalanie odpadów komunalnych.
Jednym z instrumentów mających wspomóc zapisaną w protokole redukcję emisji CO2 jest wprowadzone w krajach UE prawo dotyczące handlu emisjami tego gazu. Od 1 stycznia 2005 r. przedsiębiorstwa działające w energetyce, metalurgii, produkcji szkła, cementu i papieru otrzymały dopuszczalną wielkość emisji CO2. Jeśli przyznany im limit zostanie przekroczony, zakład naraża się na wysokie kary. Jeżeli jednak uda mu się produkować bardziej proekologicznie i nie wykorzysta całego limitu, nadwyżkę będzie mógł odsprzedać. Większość zachodnich firm najprawdopodobniej będzie musiała pozwolenia dokupić. W komfortowej sytuacji są natomiast polskie przedsiębiorstwa. Wiąże się to z tym, że

nam już udało się zredukować emisję.

Minister Tomasz Podgajniak rozwiewa jednak mit, że handel emisjami stanie się łatwym sposobem na dorobienie sobie przez poszczególne zakłady. – Celem handlu emisjami nie jest dawanie dodatkowych dochodów przedsiębiorstwom – zastrzega. – Polska na tym nie zarobi, ponieważ koszty wdrożenia systemu – monitoring, nadzór, weryfikacja – mogą być porównywalne z potencjalnymi zarobkami, które przedsiębiorstwa mogą osiągnąć, a nawet większe.
Nadwyżka ma pozostać w rękach rządu, który będzie nią dysponować. Może być ona przeznaczona na realizację działań proekologicznych. Handel emisjami zakłada współpracę między państwami dysponującymi nadwyżką i tymi, które są zmuszone dokupować pozwolenia. Te ostatnie mogą np. inwestować w krajach zbywających pozwolenia. I tak Duńczycy finansują w Polsce budowę elektrowni wiatrowych, a więc niepowodujących żadnej emisji CO2 do środowiska, właśnie w ramach handlu emisjami.
Porażką jest to, że protokołu z Kioto nie podpisały Stany Zjednoczone, odpowiedzialne za 40% światowej emisji CO2. W USA emisja dwutlenku węgla na jednego mieszkańca wynosi 20 ton, dla porównania w Polsce – 10 ton. Wysiłki państw sygnatariuszy mogą zniweczyć także kraje rozwijające się, których sytuacja w chwili formułowania protokołu była zupełnie inna niż obecnie. Chodzi tu przede wszystkim o dynamicznie rozwijające się Chiny oraz (w mniejszym stopniu) Indie, Indonezję czy Malezję.
Protokół z Kioto ma obowiązywać przez siedem lat. Państwa, które ratyfikowały porozumienie, chciałyby wkrótce rozpocząć negocjacje nad kolejnym dokumentem – protokołem Kioto plus – który obowiązywałby od 2012 r. Miałby on zaostrzyć wymogi dotyczące redukcji emisji CO2. Jest to tym bardziej konieczne, że według szacunków do roku 2050

poziom CO2 w atmosferze będzie dwukrotnie wyższy

niż przed rozpoczęciem rewolucji przemysłowej.
Nie brakuje specjalistów krytycznie nastawionych do efektów, jakie przyniesie realizacja Protokołu z Kioto. W ich opinii zredukowanie emisji dwutlenku węgla jedynie o 5% nie odsunie od nas widma katastrofy klimatycznej. Naukowcy obradujący na konferencji klimatycznej „Avoiding Dangerous Climate Change” w Exeter w lutym tego roku ostrzegają, że nawet jeśli ilość CO2 w atmosferze ustabilizowałaby się na obecnym poziomie, i tak długotrwałe utrzymywanie się takiej sytuacji będzie mieć poważne konsekwencje.
Ratunkiem byłoby obniżenie emisji CO2 o 30% w ciągu 15 lat, a w perspektywie 2050 r. o 60% w stosunku do stanu obecnego.
Wejście w życie protokołu z Kioto jest jednak bardzo ważnym sygnałem, że zagrożenie związane z emisją gazów cieplarnianych zaczęło być w końcu traktowane poważnie.

 

Wydanie: 32/2005

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy