Kłamstwo aborcyjne trwa

Kłamstwo aborcyjne trwa

Dane CBOS ośmieszają deklaracje Ministerstwa Zdrowia – ciążę mogło usunąć ponad 5 mln Polek

Między 4,1 a 5,8 mln – tyle dorosłych Polek, jak wskazuje raport z najnowszych badań CBOS, choć raz w życiu usunęło ciążę. Jednak według oficjalnych danych publikowanych co roku przez Ministerstwo Zdrowia liczba kobiet, które decydują się na aborcję, nie przekracza 700 rocznie. Kłamstwo aborcyjne ma się świetnie. Powszechne łamanie prawa jest normą, na którą po cichu zgadzają się i politycy – bo pozwala im uniknąć otwartej walki z Kościołem, i lekarze – bo daje im pokątnie zarobić, i, niestety, kobiety – bo wmówiono im, że to ich prywatna sprawa.

20 lat kłamstwa

Kto dziś przyznaje, że przynajmniej raz w życiu miał aborcję? Więcej, wbrew deklarowanym postawom, jest respondentek o orientacji prawicowej i uczestniczących, choć nieregularnie, w praktykach religijnych. Częściej też o zabiegu wspominały kobiety starsze – widoczną granicę stanowią 35-latki, które weszły w wiek rozrodczy krótko przed zaostrzeniem prawa aborcyjnego. Kobiety poniżej owej granicy decydowały się na aborcję trzykrotnie rzadziej niż te w wieku 35 lat i starsze. Czy w takim razie triumfować mogą wyznawcy filozofii pro-life? Z pewnością nie. Co ósma kobieta poniżej 35. roku życia poddała się zabiegowi aborcji, wśród najmłodszych respondentek (18-24 lata) co dziesiąta przyznała, że choć raz w życiu przerwała ciążę. Wynik wskazuje na jedno: kłamstwo aborcyjne trwa. Dane te po raz kolejny ośmieszają zatem informacje Ministerstwa Zdrowia, według których w 2008 r. przeprowadzono 499 zabiegów przerwania ciąży, w 2009 r. – 538, w 2010 r. – 641, a rok później 669.
Regularnych badań dotyczących aborcji w podziemiu oczywiście nie ma. Jednak organizacje pozarządowe, porównując Polskę do krajów o podobnej populacji, szacują, że przeprowadza się ich od 80 tys. do nawet 200 tys. rocznie. Dane CBOS potwierdzają te szacunki. – Przyczyną rozbieżności w oficjalnych i nieoficjalnych danych jest przede wszystkim strach, ale też różnica między tym, co się deklaruje, a tym, co się robi – tłumaczy Claudia Snochowska-Gonzalez, kulturoznawczyni i współautorka filmu „Podziemne państwo kobiet” o podziemiu aborcyjnym w Polsce. – Do tego dochodzi wpływ ideologii Kościoła katolickiego i prowadzonych lekcji religii, które stają się sesjami prania mózgu. Powoduje to pojawienie się oficjalnego języka dotyczącego aborcji, nowomowy niemającej nic wspólnego z rzeczywistymi doświadczeniami Polek z przerywaniem ciąży.
Dane Ministerstwa Zdrowia nie są miarodajne nie tylko ze względu na istniejące podziemie aborcyjne. Także sami lekarze, nie chcąc się narażać na ataki środowisk pro-life, często nie wpisują usunięcia ciąży do dokumentacji pacjentki. Aborcję kwalifikuje się zatem jako samoistne poronienie. – Widać to choćby na przykładzie usuniętej ciąży niepełnoletniej Agaty z Lublina – przypomina Claudia Snochowska-Gonzalez. – W raporcie prezentującym dane z 2008 r. nie ujęto ani jednego przerwania ciąży będącej wynikiem czynu zabronionego, a przecież właśnie w tym przypadku do takiej aborcji doszło. Mam zresztą wrażenie, że lekarze tak się boją jakichkolwiek wzmianek o aborcji, że mogą celowo wpisywać coś innego do dokumentacji, nawet jeśli nie sposób ich oskarżyć o to, że aborcja byłaby nielegalna – mówi Claudia i wskazuje przypadek koleżanki, która przeprowadziła aborcję w Austrii. Ponieważ miała powikłania, musiała później się zgłosić do polskiego szpitala. Lekarze przez kilkanaście minut naradzali się przerażonym szeptem na zapleczu, co mają zrobić i jak wpisać to do kartoteki.

Powszechne łamanie prawa

Od 1956 do 1993 r. w Polsce możliwe było przerywanie ciąży, gdy przemawiały za tym wskazania lekarskie, trudne warunki życiowe oraz gdy zachodziło podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku przestępstwa. Praktycznie „trudne warunki życiowe” w większości przypadków pozwalały rozwiązać problem. Aż do lat 90., kiedy pod wpływem Kościoła katolickiego i środowisk prawicowych uchwalono pozorny „kompromis aborcyjny”, który wprowadził jedną z najbardziej restrykcyjnych regulacji w Europie.
Oficjalnie w Polsce aborcję można dziś przeprowadzić z trzech powodów: gdy ciąża jest efektem czynu zabronionego (np. gwałtu), gdy istnieje zagrożenie dla życia lub zdrowia matki oraz gdy badania wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu. W praktyce zdecydowanie najczęściej w statystykach wykazywany jest ostatni powód – w ostatnich latach przerwanie ciąży z powodu gwałtu oficjalnie się nie zdarza. Za nielegalne przeprowadzanie aborcji grozi kara do trzech lat więzienia, jednak wykrywalność takich przestępstw jest znikoma. Istniejące prawo aborcyjne sprawia zatem, że żyjemy w kraju cicho akceptującym powszechne łamanie prawa – zjawisko na dłuższą metę ogromnie demoralizujące.

Sumienie ma cenę

Zdarza się, że ci sami lekarze, którzy w szpitalach zasłaniają się klauzulą sumienia, po godzinach potrafią swoje sumienie uśpić za 2-3 tys. zł. A coraz częściej zdecydowanie taniej – zabiegi w gabinetach tracą popularność na rzecz aborcji farmakologicznej. Wystarczy dostęp do internetu lub aktualna gazeta. Ogłoszeniodawcy ukrywają intencje pod hasłami: „przywracanie miesiączki”, „tanie zabiegi ginekologiczne”, „pełen zakres usług”. Za 90 euro można sprowadzić niedostępne w Polsce pigułki wczesnoporonne wraz ze szczegółową instrukcją ich stosowania. Zdarza się, na szczęście dla kobiet rzadko, że paczka z pigułkami zostaje zawrócona na granicy. Niektórzy lekarze przepisują kobietom w ciąży legalnie sprzedawane w aptekach środki do leczenia bólu stawów lub chorób żołądka, zawierające tę samą, działającą poronnie, substancję czynną. Gorzej, jeśli potrzebująca kobieta zamiast na lekarza trafi na oszusta, który za ciężkie pieniądze wciśnie jej proszki niewiadomego pochodzenia. Nieco łatwiej mają mieszkanki rejonów przygranicznych, które w pełni legalnie korzystają z usług szpitali w Niemczech, w Czechach i na Słowacji. Szpitali, dodajmy, które często zatrudniają polskich lekarzy, pielęgniarki i recepcjonistki, a nieraz za dodatkową opłatą oferują też transport – wszystko dla komfortu „aborcyjnych turystek”.
Zamykanie oczu na prawdę nikomu na dłuższą metę nie służy. Czy jednak możemy się spodziewać zmian w kraju, gdzie od posła słyszy się deklarację, że po gwałcie „kazałby rodzić własnej żonie”? Podmiotowość kobiety dla wielu wciąż jest tylko pustym hasłem. Dopóki to się nie zmieni, dopóty prawo wyboru pozostanie w podziemiu.

Wydanie: 20/2013

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy