Klonowanie, czyli nieśmiertelność

Klonowanie, czyli nieśmiertelność

Amerykański adwokat wydał pół miliona dolarów, by skopiować swe zmarłe dziecko 

„Wydam ostatniego centa, aby tylko mój synek powrócił”, mówi Mark Hunt, zamożny prawnik z Charleston (Zachodnia Wirginia). Zaledwie 10-miesięczny Andrew Hunt umarł po nieudanej operacji serca. Jego ojciec postanowił poprzez klonowanie odwrócić okrutny wyrok losu.
„Tak, wiem, że po klonowaniu urodzi się inny człowiek, ale przynajmniej będzie to dokładna genetyczna kopia Andrew”, powiedział prawnik z Charleston. Mark Hunt i jego żona Tracy dostali od szpitala ogromne odszkodowanie za śmierć swego dziecka, zmarłego we wrześniu 1999 r. Sami także dysponowali znacznym majątkiem. Oboje pochodzą z najlepszych rodzin Zachodniej Wirginii, mających powiązania z elitą władzy. 41-letni Mark zasiadał w stanowej Izbie Reprezentantów, kandydował do Kongresu Stanów Zjednoczonych, jego biuro wyborcze jest wciąż czynne. Zrozpaczeni rodzice postanowili zainwestować swe zasoby, aby przywrócić synka (a raczej jego brata-bliźniaka) do życia. Zachowali zamrożone komórki Andrew i zaczęli poszukiwać naukowców skłonnych przeprowadzić wstrząsającą operację. W sierpniu
2000 r. Hunt zawarł umowę z Brigitte Boisselier, francuską specjalistką wykładającą biochemię w Hamilton College w Clinton (stan Nowy Jork). Pani Boisselier jest od 1993 r. „biskupką” sekty raelian, założoną przez francuskiego dziennikarza i kierowcę rajdowego Claude’a Vorilhona. Guru Vorilhon twierdzi, że w 1973 r. we Francji spotkał się z UFO. Piloci latających talerzy powiedzieli mu rzekomo, że to nie Bóg stworzył człowieka – dokonali tego 25 tys. lat temu przybysze z innych planet, oczywiście poprzez klonowanie. Claude, który przybrał imię Rael, głosi odtąd, że ludzkość powinna porzucić normalny sposób reprodukcji seksualnej i

rozmnażać się przez klonowanie,

bo to jedyny sposób na nieśmiertelność. Adepci sekty muszą nie tylko oddać jej część swego majątku, ale także spełniać erotyczne akty z osobami tej samej płci, co nazywa się „sprawdzaniem orientacji seksualnej”.
Brigitte Boisselier kieruje naukową organizacją raelian, nazwaną Clonaid. Na swej stronie internetowej firma zapewnia, że sklonuje każdego za jedyne 200 tys. dol. Mark Hunt wydał ponad pół miliona, ale dziecka (dokładniej: jego kopii) nie odzyskał.
Prawnik potajemnie wynajął za 320 dol. miesięcznie pomieszczenie w ponurym, zaniedbanym budynku byłej szkoły średniej w miasteczku Nitro, ukrytym wśród wzgórz Zachodniej Wirginii. Mieszczą się w nim: posterunek policji, firma hydrauliczna i salony bingo. W jednej z sal Brigitte Boisselier urządziła za pieniądze prawnika laboratorium do klonowania z odpowiednim sprzętem i inkubatorem. Podobno raelianie znaleźli 50 kobiet, gotowych urodzić „skserowane” dziecko. Wśród chętnych znalazła się nawet córka Brigitte, 22-letnia studentka Marina. Taka liczba matek-nosicielek jest niezbędna. W latach 1996-97 szkoccy naukowcy musieli stworzyć i wykorzystać 200 embrionów, zanim urodziła się jedna owca – słynna Dolly. Pani Boisselier zatrudniła też trzech amerykańskich naukowców: genetyka, biochemika i ginekologa. Mark Hunt płacił na utrzymanie laboratorium 3 tys. dol. miesięcznie. Być może makabryczny eksperyment rzeczywiście zostałby przeprowadzony – nikt nawet nie przypuszczał, że za brudnymi murami dawnej szkoły może zostać złamane jedno z najważniejszych tabu w dziejach ludzkiego gatunku. Brigitte Boisselier była jednak osobą żądną sensacji. Zaczęła opowiadać dziennikarzom, że sklonowane dziecko przyjdzie na świat do końca 2001 r. Wezwana na przesłuchanie przed podkomisję Kongresu USA biochemiczka z sekty raelian przedstawiła list napisany przez Hunta, który jednak nie podał swego nazwiska: „Nie mogliśmy pogodzić się z tym, że nasze dziecko odeszło. Po raz pierwszy w ludzkiej historii nie zaakceptowaliśmy faktu, że śmierć jest końcem. Od czasu, gdy Jezus, nasz Zbawiciel, przemówił do Łazarza i nakazał mu powstać z grobu, żadna istota ludzka nie była zdolna przerzucić mostu nad wielką przepaścią dzielącą śmierć od życia. Miałem nadzieję i modliłem się, że mój syn będzie pierwszy”.
Tajne laboratorium w Nitro wytropili w końcu funkcjonariusze Federalnej Agencji ds. Żywności i Lekarstw (FDA). Teoretycznie klonowanie ludzi w USA jest legalne, jednak władze FDA posłużyły się pretekstem, że przepisy o lekach zostały złamane. Agencja obiecała, że nie wyciągnie żadnych konsekwencji i zapomni o całej sprawie, jeśli firma Clonaid zrezygnuje z eksperymentu. Pani Boisselier zgodziła się, po czym nadal udzielała wywiadów, zapewniając, że klonowanie jest w toku. Mark Hunt dopiero wtedy zrozumiał, że raelianie

wyprowadzają go w pole.

Zmienił zamki w drzwiach laboratorium, aby nie mogli kontynuować pracy. Do tej pory zdołano zresztą tylko przebadać materiał genetyczny z tkanek Andrew. Oficjalnie adwokat zapewnił, że nie będzie podejmował już prób skopiowania syna (Huntom urodziło się następne dziecko). Wtajemniczeni mówią jednak, że prawnik z Charleston próbuje znaleźć innych, poważniejszych naukowców. Może np. zgłosić się do doktora Severina Antinoriego z Rzymu i jego kolegi, Panosa Zavasa z Kentucky. Obaj zapowiedzieli przed komisją amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk, że pierwsze próby sklonowania człowieka rozpoczną w listopadzie br. Jeśli senat USA uchwali zakaz klonowania ludzi (Izba Reprezentantów już to uczyniła), Antinori nie wyklucza, że urządzi laboratorium na statku. „Klonowanie umożliwi wykorzenienie wielu chorób, stworzy bezpłodnym ludziom możliwość posiadania potomstwa. Zakaz klonowania oznacza powrót w ciemności średniowiecza”, twierdzi ten „spadkobierca Frankensteina”. Inni uważają, że Antinori pragnie przede wszystkim zdobyć sławę jako człowiek, który zabawił się w Pana Boga i złamał największe tabu medycyny.

Wydanie: 36/2001

Kategorie: Nauka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy