Kokosy na kresach

Kokosy na kresach

Tylko niewielu zabużan potrafi udowodnić, jakiego w rzeczywistości majątku ich pozbawiono

Niedawny wyrok Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wydany w sprawie Jerzego Broniowskiego, domagającego się rekompensaty za mienie pozostawione na Wschodzie, powszechnie został uznany za wielki sukces zabużan.
Zdaniem współpracujących z nimi prawników, wyrok ten otwiera drogę do skutecznego egzekwowania roszczeń zgłaszanych przez ludzi, którzy musieli opuścić Kresy Wschodnie. Reprezentanci zabużan zachęcają więc, by nasze państwo jak najszybciej uregulowało w sposób systemowy przyznawanie realnych rekompensat (wyższych niż obecne, których wartość ograniczono ustawowo do 50 tys. zł). Inaczej bowiem grozi nam fala pozwów, która „załamie finanse państwa”.

Strasburg chce ugody

W rzeczywistości jednak strasburski wyrok ani nie stanowi preludium do fali żądań finansowych, ani nie zobowiązuje Polski do całkiem nowego uregulowania kwestii majątków zabużańskich.
Sprawa zaczęła się w 1996 r., gdy Jerzy Broniowski złożył skargę do Trybunału Praw Człowieka, domagając się odszkodowania w wysokości 3 mln zł. Uznał bowiem, że rekompensata, jaką otrzymał za lwowską kamienicę należącą do jego babki, jest za niska. W Polsce przyznano mu działkę o wartości zaledwie ok. 2% utraconej nieruchomości. Trybunał żadnego odszkodowania nie zasądził, stwierdził jednak, że w ciągu pół roku administracja powinna ugodowo załatwić z Broniowskim kwestię jego rekompensaty (na 3 mln nie może liczyć, gdyż zdaniem polskich biegłych, wartość utraconego majątku nie przekracza 390 tys. zł).
Do Strasburga trafiło dotychczas ponad 160 podobnych spraw wniesionych przez spadkobierców zabużan. Trybunał zawiesił jednak ich rozpatrywanie, do czasu zawarcia przez polskie władze ugody z Jerzym Broniowskim, mogącej mieć charakter wzorcowy dla innych rozstrzygnięć. Jeszcze raz więc się okazało, że kto pierwszy, ten lepszy.

Co im zostało

Według stanu na dziś, roszczenia zabużan to ok. 4,1 tys. wniosków opiewających na mienie o wartości ok. 3,5 mld zł. Między bajki należy więc włożyć informacje, że chodzi o 100-150 tys. osób, domagających się nieruchomości wartych kilkadziesiąt miliardów. Tylko niewielka część potomków repatriantów potrafi bowiem udowodnić stan swojego posiadania na kresach. Nie jest to więc grupa zbyt liczna, a zaspokojenie ich oczekiwań nie rozwaliłoby finansów państwa. Cały czas istnieje jednak pytanie, czy jedna grupa poszkodowanych powinna być uprzywilejowana, gdy wciąż nie ma ustawy reprywatyzacyjnej, gdy odszkodowań nie otrzymali ludzie, którzy utracili majątek w wyniku działań wojennych w Polsce?
Trybunał stwierdził wyraźnie, iż polski rząd powinien zadbać o to, by osoby które mają uprawnienia do ekwiwalentu za mienie zabużańskie, ekwiwalent taki otrzymały (lub równorzędne mu zadośćuczynienie). Najważniejsze pytanie – jakiej generalnie wysokości powinien być ekwiwalent za utracone mienie? – pozostało w Strasburgu bez odpowiedzi. Trybunał uznał bowiem, że sytuacja finansowa Polski może uzasadniać ograniczenie rekompensat za mienie zabużańskie.

Więcej nie będzie

Wiadomo już więc na pewno, że zabużanie nie mają szans na zwrot całej wartości majątku. I niezależnie od tego, jakie działania podejmie polski rząd, by zadośćuczynić ich żądaniom, nie mogą liczyć na to, iż trybunał w Strasburgu zasądzi na ich rzecz odszkodowanie równe 100% utraconego mienia. Na pewno też jednak strasburscy sędziowie nie zgodzą się na to, by rekompensaty te były symboliczne. Prawo własności jest bowiem w UE traktowane bardzo poważnie.
Ustawa przyjęta przez Sejm pod koniec 2003 r. mówi, że osobom, które straciły majątki na Wschodzie, należy się rekompensata. Stanowić ją mają nieruchomości o wartości równej 15% utraconego mienia (jednak nie więcej niż 50 tys. zł). W praktyce oznacza to, że zabużaninowi kupującemu działkę przysługuje do 50 tys. zł upustu. Takie rozwiązanie jest oczywiście niekorzystne dla ludzi, których przodkowie stracili na Kresach Wschodnich duże majątki. Zapewne więc ta granica 50 tys. zostanie usunięta z ustawy, zwłaszcza iż może się okazać, że jest ona sprzeczna z konstytucją. Trudno jednak przypuścić, by polskie sądy zaczęły wówczas automatycznie przyznawać znacznie wyższe rekompensaty. Trybunał w Strasburgu przecież nie sformułował jednoznacznie takiego żądania – i można przypuścić, że grono osób niezadowolonych z tego, co Polska oferuje im w zamian za mienie utracone na Wschodzie, wcale się nie zmniejszy.
Ten wyrok ma jednak bardzo duże znaczenie dla roszczeń, podnoszonych przez niemieckich „wypędzonych”. Ze strasburskiego orzeczenia jednoznacznie wynika bowiem, iż przyznawanie odszkodowań jest sprawą tych państw, do których repatrianci przybyli – a nie tych, z których ich wysiedlono. Żadania obywateli Niemiec winny więc być kierowane tylko i wyłącznie do państwa niemieckiego.

 

Wydanie: 27/2004

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy