Kołtun pospolity

Kołtun pospolity

Niedawno przewodniczący parlamentu jednego z krajów dość odległych od Europy w odpowiedzi na nieśmiałe próby dyskusji o przyznaniu praw wyborczych kobietom zdecydowanie oponował, wskazując, iż miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach. Ma ona spełniać małżeńskie obowiązki, słuchać męża, nie zajmować się tym, do czego kobiety są niezdolne, czyli działać w sferze społecznej. Niby brzmi obco, a jakby znajomo. Znajomo, tym bardziej że jeszcze niecałe 60 lat wstecz trzeba było staczać boje o wyborcze prawo dla kobiet w niektórych krajach europejskich, mieniących się ostoją nowoczesności i postępu.
Z poczuciem wyższości trzeba więc mocno uważać, by nie narazić się na śmieszność. Szczególnie że jak zombi wracają upiory przeszłości, na razie jeszcze niezbyt głośno mamrocząc o jakichś „trzech K”. Odnoszę wrażenie, że nasz rozwój społeczny zatoczył koło: oto uwolniliśmy się od przekleństwa ślepej biologii, jeśli chodzi o prokreację, zaczęliśmy nieco cenić indywidualną godność człowieczą, prawo jednostki do satysfakcji z życia także poza rodziną, z pracy, z przyjaźni, z rozwoju osobistego. Zaczęło przybywać ludzi odważnie stawiających pytania, uporczywie poszukujących odpowiedzi poza przyjętymi schematami. Zdawało się, że jesteśmy bliżej pewnej racjonalności i w postępowaniu na co dzień, i w tworzeniu reguł życia społecznego. Nie w klatce bowiem chcielibyśmy żyć, lecz – skoro pewne ograniczenia są konieczne dla wspólnego dobra – niechże to będzie chociaż rozległy rezerwat… Nic z tych rzeczy! Zaczynają bowiem gromadzić się czujni strażnicy pewnej odmiany tradycji, której patronem jest Kołtun Pospolity. Nie lekceważmy go, jest tuż, blisko, nie omija nawet wykształconych i światłych. Potrafi bowiem przybrać pozór rozumny i godny. Jest jak grypa, ale w odróżnieniu od niej nie ma na niego prawdziwie skutecznej szczepionki. Można się zarazić w każdym wieku.
Nie straszę, dziś u nas Kołtun święci triumfy. Był nie tylko na nabrzeżu we Władysławowie. Jego duch unosi się nad głowami parlamentarzystów. Skąd inaczej wzięłyby się te nieprzystojne docinki i żarty, gdy dyskutowano o równych prawach pewnych jednostek tego samego przecież, ludzkiego gatunku – o prawach kobiet?

Wydanie: 31/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy