Kompromitacja Berlusconiego

Kompromitacja Berlusconiego

Premier Włoch brakiem znajomości i poczucia historii zaszokował Europę

Szok, zdumienie, konsternacja. To reakcja Europy na strasburski show premiera Włoch, które właśnie objęły przewodnictwo Unii Europejskiej. „Panie Schulza!”, wołał w Parlamencie Europejskim, przekręcając nazwisko szefa eurodeputowanych niemieckiej SPD, Martina Schulza, Silvio Berlusconi poirytowany pytaniami o jego interesy jako magnata medialnego, a przede wszystkim krytyką łączenia funkcji szefa rządu i szefa potężnego włoskiego koncernu. „Pewien producent we Włoszech robi właśnie film o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Zaproponuję pana do roli kapo, do której pan świetnie się nadajesz!”.
Na te słowa Berlusconiego sala zareagowała głośną dezaprobatą, wiedząc, że rodzina Schulza była represjonowana przez Hitlera. Wtedy mówca nawymyślał lewicowym eurodeputowanym od „turystów w kraju demokracji”.
We Włoszech z sojuszników Berlusconiego tylko Liga Północna, odpowiednik austriackiej partii Haidera, broniła szefa rządu. Wiceprzewodniczący Senatu z Ligi, Roberto Calderoli, zachwycił się „strzałem armatnim, który Berlusconi oddał do pana Schulza”, „Nareszcie- cieszył się – przemawiamy właściwym językiem do tych lewusów!”.
Przeprosin wobec Schulza i Niemiec zażądał od Berlusconiego kanclerz Gerhard Schröder. Europejscy socjaliści ogłosili kryzys parlamentarny.

Europa z kamienną twarzą

Mimo że Berlusconi przeprosił Niemców na przyjęciu galowym z okazji inauguracji włoskiej prezydencji, połowa stolików była pusta. Gratulacje dla Berlusconiego przyszły tylko od prezydenta George’a W. Busha. Obu łączy skłonność do wypowiadania kwestii, które obiegają świat. Jak ta z włoskiej kampanii wyborczej 2001 r.: „Mam niewiele włosów, ale mózg tak wielki, że je wypycha”.
Telewizja Berlusconiego, czyli cała włoska telewizja – oprócz trzech prywatnych kanałów należących do jego koncernu Mediaset kontroluje on teraz również publiczną RAI, gdzie mianował swoich dyrektorów – broni szefa. Powtarza jego obsesyjną tezę, że „wszystkiemu winne są komuchy”. W kampanii wyborczej Berlusconi powiedział: „Przykro mi, że powiedziałem, że komuniści jedzą niemowlęta. Jednak jeśli chcecie, zorganizuję konferencję, na której udowodnię, że komuniści jedli niemowlęta”.
Program włoskiej prezydencji, w którym Berlusconi obiecywał w Strasburgu zakończenie do grudnia prac nad konstytucją i polepszenie stosunków z USA, zrobił na eurodeputowanych dobre wrażenie. Premier popsuł jednak inaugurację włoskiego półrocza w Unii, ponieważ – o czym wiedzą dziennikarze jego telewizji i gazet – jest organicznie niezdolny do tolerowania krytyki. Tymczasem w dyskusji wielu mówców, głównie socjaldemokraci i Zieloni, przypominało Berlusconiemu jego liczne procesy w związku z oskarżeniami o przekupywanie sędziów, oszustwa podatkowe i korumpowanie policji skarbowej.

Nosiciel wirusa

Deputowany Schulz ściągnął na siebie szczególny gniew włoskiego premiera, ponieważ podjął sprawę poruszoną przez eurodeputowanego Antonia Di Pietra, byłego prokuratora z Mediolanu i ojca słynnej operacji „Czyste ręce”. Di Pietro obawiał się, czy w trakcie włoskiej prezydencji nie dojdzie do zarażenia Europy „wirusem konfliktu interesów”, którego nosicielem jest Berlusconi. Niektórzy parlamentarzyści europejscy przyszli na salę obrad z transparentami, na których wypisano: „Wszyscy są równi wobec prawa”. Nie byli tak subtelni jak ten ktoś, kto przed ostatnią rozprawą w sądzie mediolańskim, w którym miał się stawić premier Berlusconi – oskarżony o przekupienie w 1985 r. sędziów decydujących o dokonywanej przez niego wielkiej transakcji – usunął identyczną maksymę. Dotąd były wypisane na ścianach wszystkich włoskich sal sądowych. Dziś nie mają już racji bytu, odkąd z inicjatywy szefa rządu uchwalono w czerwcu nowelizację prawa nakazującą przerwanie niezależnie od rodzaju zarzutów procesów sądowych, jakie toczą się przeciwko urzędującemu premierowi. Berlusconi uzasadnił to bardzo prosto. Oświadczył, że 85% aparatu wymiaru sprawiedliwości we Włoszech to kryptolewica, która postanowiła go wykończyć.
Na wszystkie zarzuty premier odpowiada jednym argumentem, który powtarzał również wobec dziennikarzy w Strasburgu: „Moje życie jest jednym nieprzerwanym pasmem sukcesów i dlatego ogromna większość rodaków głosowała na mnie. Ten, kto podważa moją pozycję, podważa wolę ludu”.

Od odkurzaczy do polityki

Londyński „Times” tak podsumował ten przypadek: „To miliarder, który doszedł do władzy, nadużywając swej potęgi medialnej, dzięki której zdobył stanowisko premiera”.
To bardzo niedobry precedens. A naprawdę jest jeszcze gorzej. Życie Silvia Berlusconiego to filmowa kariera mogąca działać na wyborców niemal hipnotycznie. Jest przykładem wzbogacenia w amerykańskim stylu. Zaczynał jako domokrążny sprzedawca odkurzaczy. Działał zawsze na styku świata biznesu i polityki. Dziś uważany jest za najbogatszego człowieka Europy. Jako jedyny w UE skupił w swoich rękach cztery rodzaje władzy: finansową, medialną, polityczną i ustawodawczą, ponieważ to on dyktuje parlamentowi ustawy przykrojone na własną miarę, jak np. ta, która znosi odpowiedzialność karną za oszustwa podatkowe.
Berlusconi przeprosił telefonicznie Schrödera, który oznajmił: „Jeśli o mnie chodzi, uważam incydent za zamknięty”. Po raz pierwszy od wyborów 2001 r. 63% Włochów uznało, że Berlusconi zaszkodził Italii.
Berlusconi show w Strasburgu wywołał konsternację, ale także zaniepokojenie, jakie będzie te sześć miesięcy włoskiego przewodnictwa w Unii. W Brukseli, Berlinie, Londynie i gdzie indziej pytają, czy człowiek, który na wstępie podeptał beztrosko standardy europejskiej demokracji wypracowane przez trzy powojenne pokolenia, może właściwie reprezentować Unię.

 

Wydanie: 28/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy