Beatlesi mówią całą prawdę

Beatlesi mówią całą prawdę

“Hamburg był dla nas seksualnym szokiem”, wspomina Paul McCartney

Fani czekają z zapartym tchem na autobiografię zespołu “The Beatles”, w której George Harrison, Paul McCartney i Ringo Starr wyznają, w jaki sposób tak naprawdę osiągnęli sławę. Z opublikowanych fragmentów wynika, że jako nastolatki słynni muzycy z Liverpoolu byli prawdziwymi maszynami seksualnymi. W Hamburgu zmieniali dziewczyny jak rękawiczki, spali ze striptizerkami, przygrywali uzbrojonym po zęby gangsterom i zażywali narkotyki.
Książka trzech pozostałych przy życiu Beatlesów “The Anthology” ukaże się 5 października na całym świecie – aż w ośmiu językach. Na razie wydawcy zamówili 1,5 mln egzemplarzy, jednak, jeśli negocjacje w sprawie przetłumaczenia na chiński zostaną pomyślnie zakończone, być może aż 20 mln egzemplarzy beatlesowskiej “Antologii” znajdzie nabywców. “To absolutny rekord. W Wielkiej Brytanii już nakład 50 tys. edycji w twardych okładkach uważany jest za znakomity. Beatlesi sprzedają się lepiej niż wszelkie utwory naukowe czy fikcyjne. Trzeba być Beatlesem, aby zrobić taką furorę”, mówi Derek Johnson z najstarszej na świecie agencji literackiej AP Watt. Szacuje się, że zyski ze sprzedaży “Antologii”, którą członkowie legendarnego zespołu przygotowywali przez sześć lat, przekroczą miliard funtów. Jedną czwartą honorarium otrzyma Yoko Ono, wdowa po zamordowanym w 1980 r. Johnie Lennonie, chociaż nie brała ona udziału w spisaniu wspomnień. W książce znalazły się natomiast cytaty z opowieści Lennona. Ex-Beatlesi już teraz są bajecznie bogatymi ludźmi. Majątek 57-letniego sir Paula McCartneya (królowa przyznała mu tytuł szlachecki), oceniany jest na 550 mln funtów. Jego rówieśnik, George Harrison, zgromadził 90 mln, zaś 59-letni Ringo Starr ponad 70 mln funtów. Po publikacji “Antologii” stan konta bankowego sławnych muzyków błyskawicznie wzrośnie. Paul McCartney zapewnia jednak, że nie chodzi mu o pieniądze. To on przekonał innych członków zespołu, by wreszcie powiedzieli całą prawdę o sobie.
“Pragniemy rozwiać niektóre mity i ustalić prawdziwy stan rzeczy, zwłaszcza że od 1963 r. każdy Dick, Tom i przyjaciel wujka naszego mleczarza pisał książki o Beatlesach”, zżyma się McCartney. Tych biografii legendarnej czwórki z Liverpoolu ukazało się do tej pory ponad 400. Żadna z nich nie została autoryzowana. Teraz wreszcie przemówią sami bohaterowie. Fragmenty wspomnień Beatlesów ukazały się na łamach brytyjskiego magazynu “Sunday Telegraph”. Dotyczą one głównie pobytu nastoletnich rockmenów w Hamburgu w latach 1960-1962. Początkowo perkusistą grupy był Pete Best (później zastąpił go Ringo Starr), zaś basistą zmarły w 1962 r. Stuart Sutcliffe. Dla wychowanych we wciąż jeszcze purytańskiej Anglii nastolatków Hamburg wydał się jaskinią rozpusty i miastem rozkoszy, w którym roiło się od gangsterów, transwestytów i prostytutek. Ringo Starr opowiada: “Niemcy byli niesamowici. Jeśli kogoś z muzyków polubili, posyłali skrzynkami piwo na trybunę. Jeśli byli to nadziani faceci, cudzoziemcy lub snoby z Hamburga, wtedy stawiali szampana. Nam było wszystko jedno i tak żłopaliśmy wszystko. Do klubu przychodzili także kryminaliści. Mieli rewolwery – pierwszy raz widzieliśmy coś takiego. Była też chwila w naszym życiu, gdy sięgnęliśmy po tabletki. Tylko z ich pomocą mogliśmy tak długo grać na scenie. Nazywały się preludin i były dostępne bez recepty”.
George Harrison wspomina: “Mieliśmy pianę na ustach, gdyż musieliśmy grać przez długie godziny, zaś właściciel klubu dawał nam preludin. Pamiętam, jak leżałem w łóżku, zlany potem po preludinie i myślałem: “Dlaczego nie mogę usnąć”.
Zdaniem Harrisona, w końcu lat 50. w Wielkiej Brytanii panowała jeszcze średniowieczna atmosfera. Dziewczęta paradowały w twardych biustonoszach i w gorsetach przypominających hartowaną stal. Dobranie się do nich graniczyło z cudem. Piękności z Hamburga okazały się o wiele łatwiej dostępne.
Sir McCartney relacjonuje: “Hamburg otworzył nam oczy. Pojechaliśmy tam jako dzieci i wróciliśmy jako… stare dzieci! To był szok seksualny. Nagle miałeś przyjaciółkę striptizerkę. Dla kogoś, kto przedtem właściwie nie prowadził życia seksualnego, było to oszołamiające. Nagle miałeś dziewczynę, która lepiej od ciebie znała się na tych sprawach. Tak więc szybko przeżyliśmy seksualny chrzest ogniowy”.
George Harrison stracił niewinność w obskurnym pokoiku, na piętrowym łóżku. “Paul, John i Pete przyglądali się – nie mogli wprawdzie wiele zobaczyć, bo działaliśmy pod kocem, kiedy jednak skończyłem, klaskali i wyli z radości. I tak dobrze, że byli cicho, kiedy robiłem swoje”, opowiada ex-Beatles.
Paul McCartney relacjonuje: “Pewnego razu niespodziewanie wparowałem do pokoju Johna i zobaczyłem jego podnoszący się i opadający, mały tyłek. Pod nim, oczywiście, leżała dziewczyna. Powiedziałem: przepraszam i wyszedłem. Zachowywaliśmy się jak nastolatki, dla nas było to całkowicie normalne. Mówiło się po prostu: chcę trochę popieprzyć, potrzebuję pokoju. Kiedy pokój był wolny, można było wprowadzić dziewczynę”. Sir Paul zdementował także powtarzające się wciąż pogłoski, jakoby John Lennon był homoseksualistą. Podczas szaleństw w Hamburgu nigdy nie przyłapano Lennona z chłopcem w łóżku.
John wpadał za to niekiedy w szał wywołany przez alkohol i halucynogenne leki. “Pewnego razu wpadł wczesnym rankiem do pokoju i zaczął wygadywać bzdury. Innym razem, gdy Paul miał w łóżku jakąś cizię, John chwycił nożyczki i pociął jej ciuchy na drobne kawałki, a następnie w podobny sposób unicestwił również naszą garderobę”, opowiada Harrison.
Mimo takich incydentów George był zachwycony Hamburgiem. “To był najlepszy okres naszego życia. Mogliśmy być sobą i robić to, co chcieliśmy – i nazajutrz nie pisały o tym gazety. Mogliśmy obsikać każdego, kogo tylko mieliśmy ochotę, aczkolwiek nie uczyniliśmy tego (tylko John pewnego razu nasikał na zakonnice, kiedy o wpół do piątej rano odlewaliśmy się z balkonu na bocznej uliczce)”. Sir Paul pozostaje bardziej sceptyczny. Owszem, w Hamburgu było wesoło, ale w kilka lat później, po sukcesach pierwszych płyt Beatlesów, czuł się znacznie lepiej.
Z fragmentów opublikowanych wspomnień jednoznacznie wynika również, że to John Lennon pod wpływem Yoko Ono doprowadził do rozpadnięcia się słynnego zespołu w 1970 r. Poprzednio wielu sądziło, że to McCartney jest odpowiedzialny za koniec Beatlesów. Paul zapewnia jednak, że on tylko przekazał podjętą decyzję światu. “John gniewał się na mnie trochę z tego powodu, bo to on chciał być tym, który powie (albo nie powie) o wszystkim ludziom”, relacjonuje McCartney.
W 30 lat później ex-Beatlesi wciąż nie mają wspólnego zdania na ten temat. “Dla mnie zespół skończył się w chwili, gdy Lennon powiedział: odchodzę”, twierdzi McCartney. Ringo Starr uważa natomiast: “Zawsze istniała możliwość, że będziemy grać wspólnie dalej”.
Pewne jest jedno – ex-Beatlesi poprzez swą książkę jeszcze raz wspólnie zarobią wielkie pieniądze, ale razem wystąpić na scenie już nigdy nie zamierzają.

 

Wydanie: 38/2000

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy