Kongres złapany za Trumpa

Kongres złapany za Trumpa

BETONOWE KOŁO RATUNKOWE

Wybór kandydata na prezydenta przez partię to również wybór lidera, który ma ją poprowadzić do zwycięstwa w wyborach do Kongresu. Jeśli wynik w okręgu jest niepewny, popularny kandydat pojawiający się na wiecach lub w reklamach wyborczych może stanowić bezcenne wsparcie. I odwrotnie, zbyt bliskie związki z niepopularnym kandydatem na prezydenta mogą się okazać tym drobiazgiem, który rozstrzyga o wyniku zaciętej rywalizacji.

Dla demokratów startujących w takich wyścigach rok 2016 jest łaskawy. Fakt, Hillary Clinton jest jednym z najmniej popularnych polityków, jacy kiedykolwiek ubiegali się o najwyższy urząd w państwie, a jej kampanią wyborczą co rusz wstrząsają skandale o różnym stopniu dotkliwości: dochodzenie w sprawie używania prywatnego konta mejlowego w celach służbowych, ujawnianie prywatnych i kompromitujących mejli, sprawa bezpieczeństwa placówek dyplomatycznych w czasach, gdy była sekretarzem stanu, czy wreszcie jej wiedza o skandalach obyczajowych męża i rola, jaką w tej sytuacji odegrała. Zarazem jednak jest ona kandydatem doskonale przygotowanym do sprawowania urzędu, o który walczy, niesłychanie pracowitym i potrafiącym metodycznie wprowadzać w życie strategię wyborczą, poza tym idzie do wyborów z pozytywnymi hasłami przełamywania barier w celu zwiększania i wyrównywania szans.

Jednak jej największą zaletą jest to, że nie jest Donaldem Trumpem. Kandydat republikański okazuje się obciążeniem dla partii jako całości, ale jeszcze bardziej dla kandydatów reprezentujących ją w trudnych okręgach, gdzie wynik głosowania jest niepewny. Trump nie prowadzi kampanii w klasycznym stylu, nie stoi za nim machina wyborcza nawet w przybliżeniu porównywalna z tym, czym dysponuje Hillary Clinton, nie umie się skoncentrować na długoterminowym działaniu, jest niezdyscyplinowany, nie panuje nad tym, co mówi i do kogo, a lista skandali z jego udziałem – od zatrudniania nielegalnych imigrantów i niepłacenia wykonawcom, przez wykorzystywanie pieniędzy z fundacji charytatywnej do opłacania kosztów przegranych procesów, aż po oskarżenia o gwałt – jest dłuższa nawet od tej z wszystkimi rzeczywistymi i domniemanymi skandalami przypisywanymi jego konkurentce. Wsparcie udzielone przez takiego kandydata w trudnych wyborach może być jak koło ratunkowe z betonu.

Nic dziwnego, że wielu republikanów walczących o reelekcję w wyborach do Kongresu – zarówno w stanach, gdzie przewagę mają demokraci, jak i w tych, gdzie wyborcy wyjątkowo poważnie podchodzą do religii, np. w zdominowanym przez mormonów Utah – od samego początku kampanii wyrażało się sceptycznie o kandydacie własnej partii, a część z nich wyraźnie się od niego odcinała.
W ostatnich dniach ta druga grupa zaczęła się błyskawicznie powiększać. Przyczyną jest ujawnione nagranie sprzed 10 lat, w którym kandydat republikański chwali się m.in. tym, że jak widzi ładną kobietę, to łyka parę tic-taców (ich producent już wydał oświadczenie potępiające postępowanie Trumpa) i zaczyna ją całować lub po prostu „łapie ją za cipkę”, nie zawracając sobie głowy nawiązywaniem znajomości i zabiegami o zgodę, co mu zawsze uchodzi na sucho, ponieważ jest gwiazdą. Nic dziwnego, że wśród kandydatów Partii Republikańskiej narasta panika, że zła opinia o Trumpie pociągnie ich na dno. Sytuację starają się wykorzystywać demokraci, którzy przygotowują reklamy wyborcze atakujące republikanów przez wytykanie im związków z samym Trumpem lub po prostu brak wyraźnego potępienia poglądów głoszonych przez kandydata ich partii.

STRATEGICZNY SENAT

Chociaż ostatnia zapaść w prezydenckiej kampanii Donalda Trumpa jest bardzo dotkliwa dla Partii Republikańskiej, to raczej nie dlatego, że nagle ugrupowanie zostało w zasadzie pozbawione szans na wygranie wyborów prezydenckich. Nie wpłynie ona również w znaczący sposób na wybory do Izby Reprezentantów. Republikanie nadal będą ją kontrolować, po części za sprawą manipulacji granicami okręgów wyborczych i listami wyborców w poszczególnych stanach; najwyżej zmniejszą swoją przewagę nad demokratami. Prawdziwą tragedią mogą stać się dla nich wybory do Senatu, w których nie da się manipulować granicami okręgów w taki sposób, by ich kształt i wielkość sprzyjały jednej partii, a zarazem najłatwiej jest powiązać kandydatów na senatorów z kandydatem na prezydenta. Tym samym za sprawą Donalda Trumpa Ameryka może mieć demokratyczną większość w Sądzie Najwyższym, a rozmontowywanie państwa opiekuńczego przynajmniej na jakiś czas zostanie zahamowane.

Strony: 1 2

Wydanie: 2016 42/2016

Kategorie: Świat
Tagi: Jan Misiuna

Komentarze

  1. Alosha
    Alosha 27 października, 2016, 22:18

    Z drugiej strony postawa Trumpa może przyciągnąć do niego chamskich, ordynarnych i seksistowskich wyborców. Hej Republikanie – wyborcy to wyborcy!

    http://papug.pl/przyszlosc-usa-chin-rosji-i-ue-w-8-punktach/

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy