Hiszpanie rozliczają się z historią

Hiszpanie rozliczają się z historią

Prawie rok po ekshumacji i 45 lat po śmierci gen. Francisca Franco hiszpański rząd zaprezentował projekt „ustawy o demokratycznej pamięci”. Ma ona położyć kres temu, co pozostało w Hiszpanii z oficjalnych symboli związanych z czasami dyktatury caudillo.

Nowe prawo uchyli wyroki frankistowskich sądów, zabroni wychwalania dyktatury gen. Franco, uczniom pozwoli poznawać jej zbrodnie, nakaże też organom państwowym szukanie ciał pomordowanych. Projekt nowej ustawy, którą lewicowy rząd Hiszpanii chce przeprowadzić przez parlament, ma przede wszystkim zadośćuczynić dążeniom potomków zaginionych bez wieści ofiar reżimu z czasów wojny domowej i późniejszej dyktatury.

 

Rozpoznany dzięki obrączce

 

„Państwo w końcu weźmie na siebie odpowiedzialność za odkrywanie grobów i identyfikację ofiar – chwali ustawę w rozmowie z telewizją RTVE Paco Etxeberria, baskijski koroner i antropolog sądowy. – Większość ofiar wyciągnięto z domów i zamordowano. Często sprawcami byli falangiści, których potomkowie do dziś mogą startować w wyborach. Teraz należy policzyć ich ofiary i utworzyć krajową bazę danych DNA, aby można było je zidentyfikować”.

Etxeberria jest uznanym na całym świecie antropologiem, który od ponad 20 lat prowadzi identyfikację ofiar prześladowań politycznych. Pracował przy ekshumacjach m.in. chilijskiego poety Pabla Nerudy, Víctora Jary i Salvadora Allende. Rok temu został mianowany doradcą hiszpańskiego rządu ds. ekshumacji. Bierze udział w wielu ekshumacjach na terenie całej Hiszpanii.

W Kraju Basków, Katalonii oraz niektórych regionach autonomicznych od dawna promuje się i finansuje – robią to zarówno rządy regionalne, jak i osoby prywatne – poszukiwania i identyfikacje ofiar. Po upadku dyktatury tysiące ludzi zaczęło szukać swoich bliskich na własną rękę – w przydrożnych rowach, zasypanych studniach, na polach, w płytkich zbiorowych grobach. Tak jak 84-letnia Rosa María Insúa, której historię opisał niedawno madrycki dziennik „El País”.

Kobieta przez długie lata poszukiwała ojca, Eugenia, rozstrzelanego w 1936 r. wraz z innymi republikanami i pochowanego w nieznanej mogile. W El Espinar niedaleko Madrytu odnaleziono masowy grób ofiar reżimu gen. Franco. Właśnie tutaj zidentyfikowano ciało Eugenia – i to nie za pomocą testów DNA (nie zawsze udaje się uzyskać materiał DNA z kości lub nie ma z czym go porównać), lecz dzięki rzeczom osobistym. Jedną z nich była obrączka ślubna. Wygrawerowano na niej imię oraz datę ślubu – na tej podstawie udało się dotrzeć do rodziny właściciela. Pamiątka należała do ojca Rosy Maríi. Kiedy został rozstrzelany przez frankistów, miał 29 lat.

„Dziękuję, jestem taka szczęśliwa. Nie byliśmy pewni, czy w chwili śmierci miał cokolwiek osobistego przy sobie”, powiedziała kobieta, kiedy zobaczyła obrączkę. „Moja babcia zmarła, nie wiedząc nawet, gdzie jest jej mąż. Chcieliśmy, żeby nasza mama to wiedziała”, mówi Ángeles Herrera Insúa, córka Rosy Maríi. Nie może zrozumieć, dlaczego pomordowani wciąż spoczywają w jakichś rowach. „Szkoda, że żaden rząd niczego nie zrobił”, ubolewa.

Odkrycia mogiły i szczątków dokonano dzięki pomocy wolontariuszy Stowarzyszenia Odzyskiwania Pamięci Historycznej (ARMH). „To ludzie o dobrych sercach, nie są ani z lewicy, ani z prawicy, są po prostu po stronie człowieka”, chwali wnuczka Eugenia.

 

Setki tysięcy nieodnalezionych ofiar

 

Tysiące hiszpańskich rodzin ma nadzieję na odnalezienie bliskich. Do tej pory odkryto ok. 700 zbiorowych mogił z ponad 8 tys. ofiar. To nadal niewielki procent, do zlokalizowania pozostaje od 100 do 150 tys. ofiar frankistowskiego reżimu. Jak słusznie zauważył portal Politico, Hiszpania jest drugim po Kambodży krajem z największą liczbą masowych grobów. Przez kilkadziesiąt lat państwo zupełnie się nimi nie interesowało. Części ofiar prawdopodobnie już nigdy nie uda się zidentyfikować, bo w miejscu niektórych grobów powstały autostrady albo osiedla mieszkaniowe. Ale teraz, dzięki ustawie, poszukiwania ciał mają być lepiej finansowane i prowadzone na większą skalę.

Ustawa przewiduje również utworzenie wyspecjalizowanej prokuratury ds. pamięci demokratycznej i praw człowieka oraz krajowego banku DNA, który miałby pomagać w ekshumacji ofiar. Instytucje te będą finansowane ze środków publicznych. Zostanie też przygotowany spis wszystkich ofiar wojny domowej i dyktatury, a państwo weźmie odpowiedzialność za zlokalizowanie szczątków zaginionych. Paco Etxeberria szacuje, że w ciągu najbliższych czterech, pięciu lat z masowych grobów zostanie wydobytych od 20 do 25 tys. ciał.

„To ważne prawo dla rządu, ale także dla hiszpańskiej demokracji – mówiła na konferencji prasowej wicepremier Carmen Calvo z Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE). – Jest to uznanie, zadośćuczynienie godności i sprawiedliwości ofiar”. Nowa ustawa pozwala też na unieważnianie orzeczeń frankistowskiego sądownictwa. Chodzi głównie o więźniów, którzy trafili za kraty za swoje poglądy lub zostali straceni, jak np. Lluis Companys – prezydent Katalonii w latach 1933-1940, którego rozstrzelano na rozkaz Franco. Premier Katalonii Quim Torra zwrócił się niedawno do rządu Hiszpanii o przeproszenie za tę egzekucję.

Urzędnicy zaangażowani w represje i tortury mogą utracić odznaczenia i związane z nimi dodatkowe emerytury. Jeśli ustawa przejdzie przez parlament, mogą poza tym zostać odebrane tytuły szlacheckie nadane przez Franco.

 

Koniec Doliny Poległych

 

W myśl proponowanego prawa zostanie zakazane używanie symboli hiszpańskiej 40-letniej dyktatury. Dotyczy to salutu Franco oraz hiszpańskiej flagi z orłem, która była flagą państwową od 1939 do 1975 r. Naruszenia mogą być karane grzywną w wysokości nawet 150 tys. euro.

Projekt ustawy zakłada możliwość przyznania obywatelstwa hiszpańskiego potomkom członków Brygad Międzynarodowych. „Potomkowie członków Brygad Międzynarodowych, walczących o wolność i przeciwko faszyzmowi w Hiszpanii, będą mogli otrzymać hiszpańskie obywatelstwo. Nadszedł czas, aby ten rząd powiedział tym bohaterom i bohaterkom demokracji: dziękuję za przybycie”, napisał na Twitterze wicepremier Pablo Iglesias Turrión.

Na mocy tej ustawy rząd chce również zmienić status Doliny Poległych – kontrowersyjny państwowy pomnik upamiętniający wojnę domową ma zostać przekształcony w cmentarz cywilny, miejsce zbiorowej pamięci, z Narodowym Centrum Pamięci i Dokumentacji. W zeszłym roku, po długiej sądowej walce z potomkami dyktatora, szczątki Franco zostały stamtąd przeniesione na cmentarz w Madrycie. Najpewniej szczątki José Antonia Prima de Rivery, założyciela Falangi Hiszpańskiej, także zostaną przeniesione.

Dolinę Poległych wieńczy 150-metrowy krzyż. To jednocześnie masowy grób, w którym znajduje się ponad 30 tys. ciał, ale też miejsce szczególnie ważne dla zwolenników Franco i skrajnej prawicy. Dolina Poległych ma w końcu przestać odgrywać rolę pomnika gloryfikującego dyktaturę.

Ustawa będzie miała poza tym na celu zakazanie działania stowarzyszeń promujących osobę caudilla – chodzi tu głównie o Narodową Fundację im. Francisca Franco, która została założona niecały rok po śmierci dyktatora, w 1975 r., aby promować badania jego życia, myśli, spuścizny oraz działań. „Nie możemy pozwolić na istnienie w naszym kraju stowarzyszeń, które wykorzystują środki publiczne do gloryfikowania idei totalitarnych i postaci dyktatorskich, w tym Franco”, brzmi komunikat rządu w tej sprawie.

Fundacja zasugerowała, że jeśli zostanie zdelegalizowana, może przenieść swoje archiwum za granicę. „Nasza wolność nie zostanie nam odebrana. Nadal będziemy bronić naszych wartości, a w razie potrzeby pojedziemy do wolnego kraju”, mówił w wywiadzie dla rozgłośni esRadio prezes Juan Chicharro Ortega. Dodał też, że jego zdaniem nie ma realnej możliwości zamknięcia fundacji. „Chroni nas hiszpańska konstytucja”, przypomina.

„To anomalia, że w demokratycznym kraju Europy Zachodniej istnieje podmiot, którego celem, wyraźnie określonym w jego statucie, jest usprawiedliwienie i pochwała dyktatora tak blisko związanego z Hitlerem i Mussolinim”, stwierdził historyk Eduardo González Calleja w rozmowie z portalem La Voz de Galicia, który analizował z historykami i prawnikami ustawę lewicowego rządu. „Jeśli nie ma fundacji ku czci tych faszystowskich dyktatorów w Niemczech czy we Włoszech, nie widzę powodu, dla którego mamy nadal wspierać coś takiego w Hiszpanii; ponadto fundacja ta ma pokaźną kolekcję dokumentów, która przed laty powinna była zostać przekazana do państwowych archiwów”, dodał Calleja.

W przeciwieństwie do Włoch Mussoliniego i nazistowskich Niemiec przejście Hiszpanii do demokracji w 1975 r. było stopniowe. Chociaż demokracja jest tam obecnie dobrze ugruntowana, wielu uważa, że kraj nigdy nie stawił czoła swojej faszystowskiej przeszłości. W okresie przejściowym istniał niepisany „pakt o zapomnieniu”.

Ustawa o amnestii przyjęta w 1977 r. uniemożliwia jakiekolwiek śledztwo. Usunięto pomniki dyktatora i zmieniono nazwy wielu ulic, ale ludzi z dawnego systemu dotąd nie rozliczono. Cały czas obawiano się, że zdominowane przez frankistów służby mundurowe nie pogodzą się z takim kierunkiem rozwoju kraju i przeprowadzą zamach stanu, którego próba miała zresztą miejsce cztery lata później. Ogłoszono amnestię dla wszystkich więźniów i zrezygnowano z jakichkolwiek roszczeń oraz ukarania sprawców. Nigdy w pełni nie rozliczono zbrodni z okresu konfliktu w latach 30.

Wiele ulic nadal upamiętnia faszystowskich żołnierzy. W samym Madrycie jest ponad 150 ulic i placów nazwanych na cześć ministrów i oficerów związanych z poprzednim ustrojem. Istnieje nawet muzeum poświęcone Błękitnej Dywizji, formacji wojskowej złożonej z hiszpańskich ochotników, która walczyła u boku nazistowskich wojsk przeciwko Armii Czerwonej. Demokratyczna Hiszpania wyjątkowo łagodnie potraktowała ludzi dawnego systemu, pozwoliła im też się wzbogacić.

 

Scheda po Franco

 

Aż do śmierci wdowa po Franco, Carmen Polo, otrzymywała emeryturę wyższą niż pensje pierwszych demokratycznych hiszpańskich premierów, Adolfa Suáreza i Felipe Gonzáleza. Agencja podatkowa nigdy nie prześwietliła kont ani niejasnych biznesów rodziny caudilla. Nie odzyskano także jej majątku. A byłoby co odzyskiwać. Gdy pod koniec 2017 r. w wieku 91 lat zmarła jedyna córka dyktatora, Carmen Franco, była ona jedną z najbogatszych kobiet na Półwyspie Iberyjskim. Jak szacuje madrycki dziennik „El País”, jej majątek wyceniany jest na co najmniej 500-600 mln euro.

W czasach dyktatury Franco i cała jego rodzina nabywali za półdarmo liczne majątki ziemskie. Przywłaszczali sobie również dzieła sztuki, antyki, prezenty od zagranicznych delegacji. Córka dyktatora posiadała także bogatą kolekcję kamieni szlachetnych. Trudno wyliczyć wszystkie posiadłości i firmy, które należą dziś do rodziny zmarłego generała.

Pewne kroki w celu rozliczenia się z przeszłością podjął już rząd José Luisa Zapatera w 2007 r. Ówczesna ustawa o pamięci historycznej uznawała ofiary wojny po obu stronach i zapewniała pomoc ocalałym ofiarom dyktatury Franco i ich rodzinom. Ale praca nad odnalezieniem i ponownym pochowaniem tysięcy zabitych podczas wojny domowej była powolna i kontrowersyjna. Teraz rząd Pedra Sáncheza próbuje kontynuować wysiłki Zapatera, lecz z większym rozmachem i na zdecydowanie większą skalę.

Pamięć historyczna od dawna budzi w Hiszpanii głośne spory. Prawica uważa, że nie należy rozdrapywać starych ran. Jednocześnie oskarża rządzących, że chcą zająć się tematem zastępczym, a historię traktują jako narzędzie polityczne. „Władza chce przykryć swoje niepowodzenia w walce z COVID-19!”, grzmiał senator Javier Maroto Aranzabal z głównej opozycyjnej Partii Ludowej (PP).

„Oczywiście każdy rząd, który przedstawia projekt ustawy, uprawia politykę – mówi historyk Ángel Viñas Martín, dodając jednocześnie: – Ale czy PP, kiedy była u władzy, nie uprawiała polityki, która skutecznie unieważniła ustawę z 2007 r.? Nie ma pilniejszej potrzeby politycznej niż rozpoczęcie rozliczania się z naszą przeszłością i edukowanie obywateli w zakresie wartości demokratycznych”.

Lewica twierdzi, że rany te wcale się nie goją – tysiące wnuków ofiar ciągle szuka ciał bliskich. Ludzie chcą się dowiedzieć prawdy. Prawica pielęgnowała bowiem wyłącznie pamięć ofiar w swoim obozie – działaczy, posiadaczy ziemskich, księży czy zakonnic rozstrzeliwanych głównie przez bojówki anarchistyczne po wybuchu wojny w lipcu 1936 r.

Tymczasem współcześni historycy szacują, że mordów na cywilach było po stronie frankistowskiej około trzech razy więcej niż po republikańskiej. Według nieżyjącego już Burnetta Bollotena, wybitnego badacza hiszpańskiej wojny domowej, za rządów Franco w więzieniach, obozach pracy i obozach koncentracyjnych zamknięto ok. 270 tys. ludzi. Z tego 20 tys. rozstrzelano zaraz po wojnie.

Jednym z głównych zarzutów wobec już demokratycznej Hiszpanii było całkowite zlekceważenie masowych grobów i brak rządowej pomocy w ich poszukiwaniu. „Państwo musi przeprowadzić ekshumacje bezpośrednio – wyjaśnia rzeczniczka Stowarzyszenia Odzyskiwania Pamięci Historycznej, Malena García. – Prawa człowieka muszą być gwarantowane dla wszystkich”.

Być może właśnie dzięki ustawie o demokratycznej pamięci ofiary dyktatora doczekają się wreszcie sprawiedliwości.

 

Fot. Zuma Press/Forum

Wydanie: 40/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy