Ubóstwo gorsze niż pusty portfel

Ubóstwo gorsze niż pusty portfel

Nawet pół miliarda kobiet na świecie nie ma dostępu do produktów higienicznych, a miesiączki wykluczają je ze społeczeństwa

Susan, której imię zostało zmienione przez autorów badań ze Światowego Forum Ekonomicznego, jest ugandyjską nastolatką. Na co dzień uczęszcza do jednej ze szkół założonych przez zachodnie organizacje pozarządowe i utrzymywanych z datków charytatywnych i grantów rozwojowych. Zajęć stara się nie opuszczać, bo doskonale wie, ile w jej życiu może zmienić edukacja. Mimo to co miesiąc nie ma jej w szkole przez trzy-cztery dni, czasami dłużej. Jej nieobecności przydarzają się regularnie, prawie jakby były z góry zaplanowane, cykliczne. Użycie tego ostatniego słowa nie jest przypadkowe, bo rzeczywiście Susan omija szkołę z powodu cyklu – cyklu miesiączkowego.

Na całym świecie wykluczeniem z funkcjonowania zawodowego i edukacyjnego z powodu tzw. ubóstwa miesiączkowego, czyli braku dostępu do artykułów higienicznych i środków medycznych lub do odpowiedniej wiedzy o możliwości i zasadach ich stosowania, dotkniętych jest ponad 500 mln kobiet co miesiąc – szacuje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Ten rodzaj ubóstwa ma szczególne konsekwencje, bo odbija się na kobietach nie tylko w sposób materialny. Młode dziewczyny nie chodzą do szkoły, a dorosłe kobiety do pracy nie tylko z powodu bólu menstruacyjnego, ale też ze wstydu, że ich stan będzie widoczny dla wszystkich wokół. Nierzadko są również stygmatyzowane, mimo że miesiączka nie jest chorobą, a kobieta nie wybiera przecież, że chce ją przechodzić. Według badań przeprowadzonych przez działającą w Stanach Zjednoczonych inicjatywę THINX aż 58% kobiet w Ameryce przynajmniej raz w życiu doświadczyło publicznego wyśmiewania i upokarzania z powodu miesiączki.

W dyskusji o ubóstwie miesiączkowym fundamentalne znaczenie ma fakt, że jest ono zjawiskiem naprawdę światowym. Stereotypowo przypisuje się je głównie krajom tzw. globalnego Południa, czyli państwom ubogim, z problemami sanitarnymi i niskim odsetkiem uczestnictwa kobiet w rynku pracy i życiu publicznym. I owszem, w tych częściach świata sytuacja jest absolutnie dramatyczna. Niemal 68% kobiet mieszkających w krajach uznawanych za rozwijające się co miesiąc mierzy się z trudnościami medycznymi i higienicznymi z powodu miesiączki. Kolejne 20% napotyka te trudności średnio raz na dwa-trzy miesiące – wynika z badań zespołu naukowców z amerykańskiego Uniwersytetu St. Louis. Problem z dostępem do artykułów higieny intymnej wykracza jednak daleko poza granice dawnego Trzeciego Świata, podobnie jest z brakiem edukacji na temat samych miesiączek. Dane opublikowane przez YouGov, brytyjski instytut badań opinii publicznej, wskazują, że na Wyspach pod względem korzystania z tamponów i podpasek całkowicie zależnych od banków żywności i punktów charytatywnych jest nawet 6 tys. kobiet. Innymi słowy, jeśli nie otrzymają ich za darmo, nie będą miały dostępu do jakichkolwiek środków higieny menstruacyjnej. W Macedonii Północnej, na progu Unii Europejskiej, dotyczy to aż 90% kobiet (dorosłych i nastoletnich) mieszkających poza obszarami miejskimi. Globalnie rzecz ujmując, co dziesiąta nastolatka przynajmniej raz w życiu zmuszona była przejść miesiączkę bez możliwości skorzystania z jakichkolwiek artykułów sanitarnych czy tabletek przeciwbólowych.

Mylne jest jednak założenie, że łatwiejszy dostęp do tych produktów rozwiąże problem ubóstwa miesiączkowego. Przypadek wspomnianej Susan doskonale pokazuje, że dostępność środków higienicznych musi iść w parze ze zmianą norm edukacyjnych. Ugandyjka bowiem otrzymała od jednej z działających w tym kraju agencji pomocowych opakowanie z podpaskami wielokrotnego użytku, możliwymi do wyprania i ponownego zastosowania. Mimo to paczki nigdy nie otworzyła – ze strachu. Wśród jej koleżanek zaczęła krążyć plotka, że podpaski te są nasączone kwasem, środkami powodującymi bezpłodność albo wręcz prowadzącymi do kalectwa i śmierci. Nie wiedziała, że może ich użyć bez żadnych negatywnych konsekwencji dla zdrowia. Dopiero po rozmowie z edukatorkami w szkole przyznała się, że nie korzysta z podpasek.

Inną barierą sprawiającą, że kobiety, zwłaszcza młode, decydują się porzucić aktywność społeczną i pozostać w domu w czasie miesiączki, jest strach przed nieefektywnością środków higienicznych. Innymi słowy, krwawienie może się okazać zbyt obfite i stan kobiety czy dziewczynki będzie widoczny gołym okiem dla współpracowników bądź znajomych z klasy. To kolejny aspekt, w którym ubóstwo miesiączkowe przenika dawne i obecne granice polityczne i ekonomiczne, bo dotyka kobiety w krajach bogatych i biednych. Lizzie Goolden, badaczka z angielskiego Uniwersytetu w Leeds, porównywała społeczną stygmatyzację miesiączek w Wielkiej Brytanii i krajach Afryki Subsaharyjskiej. Wyniki jej badań jednoznacznie pokazują, że wstyd z powodu tych dolegliwości jest tak samo silny na całym świecie. „Jedna z angielskich uczestniczek mojego badania opowiedziała mi o swojej siostrze, która panicznie bała się, że w czasie miesiączki krew przebije się przez tampon i poplami jej ubrania w szkole. Dlatego wolała wtedy zostać w domu, bo lęk przed byciem szkolnym pośmiewiskiem ją paraliżował”, opowiadała w wywiadzie dla think tanku przy Światowym Forum Ekonomicznym. Dodała też, że wywiady przeprowadzane z nastolatkami z Wielkiej Brytanii często ukazywały dużo większy lęk przed tym, co może się stać, w porównaniu z ich rówieśnicami z krajów afrykańskich. Mimo że nastolatki nie miały osobistych doświadczeń związanych z wyszydzaniem z powodu przechodzenia miesiączki, sama perspektywa takiego przeżycia lub świadomość, że było ono udziałem kogoś znajomego, wywoływały chęć pozostania w domu.

Ubóstwo miesiączkowe i związane z nim lęki, nawet jeśli często niewynikające bezpośrednio z realnych doświadczeń, mają jak najbardziej realne konsekwencje. Według danych WHO i UNICEF w Kenii co druga nastolatka zapisana do szkoły traci rocznie co najmniej 30 dni nauki z powodu braku dostępu do środków higieny i leków. Szerzej na ten aspekt wykluczenia społecznego patrzą Brytyjczycy, którzy zmierzyli całościowy wpływ takich absencji na proces edukacyjny w przypadku dziewczyn i chłopców. Z tamtejszych statystyk wynika, że w ciągu całego okresu nauki w szkole dziewczęta spędzają w niej średnio 145 dni mniej niż ich koledzy – właśnie z powodu miesiączek i ich konsekwencji. Innymi słowy, mają o prawie pół roku szkolnego krótszą edukację.

Brak dostępu do właściwej higieny i opieki zdrowotnej często powoduje, że kobiety próbują własnymi sposobami radzić sobie z dyskomfortem spowodowanym miesiączką. WHO szacuje, że aż 12% kobiet na świecie przynajmniej raz w życiu usiłowało sobie pomóc za pomocą własnoręcznie wykonanych środków higienicznych lub zaimprowizowanych produktów medycznych. Dotyczy to homeopatii, domowej roboty preparatów ziołowych, ale także tamponów i podpasek wykonanych z materiałów, które po prostu są dostępne – najczęściej lekkich tkanin. Nietrudno sobie wyobrazić konsekwencje takiego postępowania, zwłaszcza zdrowotne. Zwiększenie ryzyka infekcji jest wówczas nieporównywalnie większe, nie mówiąc o tym, że prowizoryczne metody są najzwyczajniej nieefektywne.

Wreszcie wykluczenie kobiet z powodu ubóstwa menstruacyjnego niesie ze sobą ogromne konsekwencje gospodarcze. Ola Perczyńska i Danielle Preiss w eseju dla brytyjskiego tygodnika „The Guardian” szacują, że zwiększenie udziału kobiet w populacji objętej szkolnictwem drugiego stopnia (licea, szkoły zawodowe) o 1% przekłada się na 0,3% wzrostu PKB danego kraju. Z kolei wyzerowanie różnic pomiędzy zatrudnieniem nastoletnich chłopców i dziewczyn podniosłoby ten wskaźnik o kolejne 1,2%. W przeliczeniu na konkretne kwoty robi to jeszcze większe wrażenie. Wyeliminowanie ubóstwa menstruacyjnego w Wielkiej Brytanii przyniosłoby dodatkowe 180 mld funtów na państwowych kontach w ciągu najbliższej dekady.

Jak zatem wyeliminować ten naprawdę globalny, choć wciąż niedoświetlony problem? Jak widać na przykładzie wielu krajów rozwijających się, samo zapewnienie dostępu do produktów higieny intymnej nie sprawi, że wykluczenie spowodowane miesiączkami zniknie. Działania pomocowe muszą iść w parze z edukowaniem i zmianami norm społecznych. Niedawna decyzja szkockiego parlamentu o udostępnieniu środków sanitarnych za darmo wywołała wiele pozytywnych komentarzy, ale na fali entuzjazmu nie możemy zapomnieć, że są na świecie miejsca, w których podpaski uważa się za dzieło szatana, a miejsca intymne kobiet są kaleczone w ramach rytuałów religijnych. Wyeliminowanie ubóstwa menstruacyjnego, często o wiele gorszego niż pusty portfel, wymaga zmian o wiele głębszych niż zmiany cen w supermarketach.

Fot. BEWPHOTO

Wydanie: 11/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy