Kosztowny upór Mikołajczyka

Kosztowny upór Mikołajczyka

Nie jest prawdą, że w latach 1944-1948 mieliśmy do czynienia z antykomunistycznym powstaniem

Krajowa Rada Narodowa, utworzona w noc sylwestrową z 1943 na 1944 r., reprezentowała Polską Partię Robotniczą oraz drobne siły lewicowe, pozostające poza głównym nurtem politycznego życia Polskiego Państwa Podziemnego. Ówcześni przywódcy PPR nie odwoływali się do spuścizny Komunistycznej Partii Polski; ich program prezentował społeczny radykalizm uzupełniony o hasła ogólnodemokratyczne i wezwania do walki z Niemcami. Podobny program i skład miał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, którego manifest datowany jest na 22 lipca 1944 r. Wkrótce potem na terenach wyzwolonych odtworzyła swoje struktury Polska Partia Socjalistyczna. W oparciu głównie o te dwie partie lewicowe 31 grudnia 1944 r. PKWN został przekształcony w Rząd Tymczasowy RP.

Siły reprezentowane w KRN i PKWN nie miały wyborczej legitymacji do rządzenia Polską, ich mandat pochodził z woli Związku Radzieckiego jako hegemona geopolitycznego. Początkowo dominacja radziecka miała jedynie charakter wojskowo-dyplomatyczny, a nie ideologiczny, pozostawiając władzom w Warszawie duży zakres autonomii w sprawach wewnętrznych. Będąca u władzy lewicowa koalicja wykorzystywała to do realizacji własnego programu społeczno-gospodarczego, niemającego wiele wspólnego z rozwiązaniami radzieckimi.

Czy w związku z tym można uznać, że po 22 lipca 1944 r. rządy w Polsce sprawowane były w ramach swego rodzaju ograniczonego pluralizmu politycznego o odcieniu lewicowym, limitowanego istnieniem radzieckiej dominacji geopolitycznej? To teza w dużym stopniu prawdziwa, aczkolwiek należy poczynić tu pewne zastrzeżenie; mówimy bowiem o pluralizmie odnoszącym się jedynie do tych sił lewicowych, które nie kontestowały ówczesnego położenia międzynarodowego Polski, co czyniła choćby część socjalistów.

Powojenny ograniczony pluralizm polityczny miał charakter mocno opresyjny. Władze zwalczały podziemie niepodległościowe – realnego przeciwnika porządku, który został ustanowiony w Polsce po wojnie, wyrażającego swój sprzeciw częstokroć z bronią w ręku. Nie jest jednak prawdą, że w latach 1944/1945-1948 mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju antykomunistycznego powstania. Wedle spisu powszechnego z 1946 r. w Polsce żyło 24 mln osób. W działalność podziemia zaangażował się niecały 1% Polaków, a z bronią w ręku walczył niespełna promil. W wyniku amnestii ogłoszonej na początku 1947 r. olbrzymia większość uczestników podziemia poakowskiego i mniej więcej połowa narodowego złożyła broń. Walki zbrojne praktycznie ustały.

Spór o procenty

Sytuacja polityczna istotnie zmieniła się po przekształceniu Rządu Tymczasowego w Rząd Jedności Narodowej, co nastąpiło w wyniku realizacji postanowień konferencji moskiewskiej (16-21 czerwca 1945 r.). To tam Władysław Gomułka, sekretarz generalny PPR, skierował do Stanisława Mikołajczyka, przywódcy ludowców i wicepremiera nowego rządu, znane słowa, że raz zdobytej władzy nie oddamy. Z drugiej jednak strony realizacja postanowień tej konferencji oznaczała poszerzenie pluralizmu politycznego ku centrum, poprzez objęcie nim Polskiego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Pracy. Zasadnicze pytanie brzmiało, czy ze względu na oczekiwanie przywódcy PSL szybkiego przeprowadzenia wyborów parlamentarnych zasada ograniczonego pluralizmu miałaby zostać odrzucona na rzecz powrotu do demokracji, a może chodziło raczej o zmianę parytetów w ramach poszerzonego o ludowców systemu ograniczonego pluralizmu politycznego. Wkrótce opozycyjne PSL liczyło kilkaset tysięcy aktywnych członków, szukających dla siebie możliwości uczestnictwa w życiu publicznym, krytycznych wobec istniejącego stanu rzeczy, ale jednocześnie w większości odrzucających angażowanie się w działania zbrojne. Słowem, lider ludowców poddany został próbie znalezienia realistycznego rozwiązania politycznego w granicach określonych przez wyniki II wojny światowej.

Gomułka na posiedzeniu Komitetu Centralnego PPR i Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS 28 września 1945 r. wysunął koncepcję stworzenia bloku wyborczego wspólnie z PSL. Kongres PSL, który odbył się w styczniu 1946 r., nie rozstrzygnął, czy Stronnictwo zaakceptuje tę propozycję; opowiedział się jedynie za demokratycznymi wyborami, przeprowadzonymi bez żadnych nacisków.

W lutym 1946 r. doszło do rozmów między PPR, PPS i PSL. Przedstawiciele dwóch partii lewicowych proponowali po 20% mandatów dla PPR, PPS, PSL i Stronnictwa Ludowego oraz po 10% dla Stronnictwa Demokratycznego i SP. W odpowiedzi Mikołajczyk zażądał 75% miejsc poselskich dla „reprezentantów wsi”, co wobec słabości SL oznaczało konstytucyjną większość dla jego partii. Ponadto ludowcom miałyby przypaść najwyższe stanowiska państwowe, „co najmniej prezydenta, premiera, marszałka sejmu czy senatu, prezesa NIK”. Trudno nie uznać tego za wygórowane oczekiwania, całkowicie nieliczące się z wewnętrznym układem sił oraz istniejącym ograniczeniem niepodległości na rzecz ZSRR.

Druga tura rozmów na temat bloku wyborczego miała miejsce w sierpniu 1946 r. Tym razem były to rozmowy przede wszystkim między PPS a PSL. Socjaliści obawiali się, że po sfałszowanym referendum dojdzie do fałszerstwa wyborów i w konsekwencji rozbicia PSL, co prowadziłoby do całkowitego podporządkowania PPS kierownictwu PPR. W tej sytuacji chodziło im o nakłonienie za wszelką cenę PSL do wejścia w skład bloku wyborczego. 23 sierpnia 1946 r. Edward Osóbka-Morawski z PPS złożył przedstawicielom PSL następującą propozycję: „Ostatecznie co można uzyskać, to 25% dla was w bloku, my mielibyśmy 20%, doszłoby do nas jeszcze kilka procent z tych drobnych stronnictw i moglibyśmy mieć większość i tym samym pozbyć się supremacji PPR”.

Trzy dni później na posiedzeniu Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL Mikołajczyk odrzucił propozycję PPS. Inny lider ludowców, Władysław Kiernik, stwierdził, że 25% to jednak 110 mandatów poselskich i że w wyborach, wobec terroru i spodziewanego sfałszowania wyników, PSL takiego rezultatu może nie uzyskać.

Do ostatecznej rozmowy między PPS a PSL doszło 28 sierpnia. Józef Cyrankiewicz złożył następującą propozycję: po 25% mandatów dla PPR i PSL, dla PPS – 22%, SL – 12% oraz SD i SP – po 8%. Odpowiedź Mikołajczyka brzmiała: „Na 25% dla nas nie możemy się w żadnym wypadku zgodzić. Możliwe byłoby ewentualnie do przyjęcia 40%”. Konkluzja Stanisława Szwalbego z PPS była oczywista: „Sądzę, że PPR nie zgodzi się na waszą propozycję, a wówczas zmuszeni jesteśmy poddać się metodom oszustwa”.

30 sierpnia 1946 r. Józef Niećko – jeden z partyjnych konkurentów Mikołajczyka – opowiedział się za wspólnym blokiem wyborczym: „Rosja Sowiecka, kierująca się ideą imperializmu ideowego i terenowego, konsekwentnie dąży do podporządkowania sobie Polski. W tej sytuacji negacja polityczna jest niedopuszczalna”. I realistycznie konkludował: „Dzisiejsza rzeczywistość nie jest wieczna. Jeżeli się zmieni, to musi być zdrowy czynnik budowy państwa”.

Wizyta u Stalina

Na początku września 1946 r. delegacja PPR i PPS przybyła do Moskwy na rozmowy ze Stalinem na temat przyszłych wyborów. Przywódca ZSRR miał podtrzymać propozycję objęcia 25% mandatów przez PSL, obniżając pozycję PPR do 20% miejsc poselskich, tyle samo przyznał PPS. Był jednak warunek: utworzenie wspólnego bloku wyborczego. Jeśli to nie nastąpi – PSL miało być wyeliminowane z życia politycznego. Bezpośrednio po tym o rozmowę ze Stalinem zabiegał również Mikołajczyk, ale bez skutku.

26 września 1946 r. odbyło się posiedzenie rady naczelnej i klubu poselskiego PSL w sprawie uczestnictwa we wspólnym bloku wyborczym. Po dłuższej debacie zwyciężył pogląd Mikołajczyka, aby Stronnictwo samodzielnie startowało w wyborach, dążąc w ten sposób do realizacji zasady pełnego pluralizmu politycznego. Zlekceważono natomiast realistyczne przestrogi zarówno partyjnych oponentów lidera ludowców, jak i wcześniejsze głosy socjalistów. Zwyciężył pogląd mało realistyczny – bez szans na sukces. Tradycja powstańcza raz jeszcze wzięła górę, co w przypadku przywódcy ruchu ludowego jednak dziwi.

Zdaniem Andrzeja Werblana Gomułka w stosunkach z przywódcą PSL był „zwolennikiem kompromisowych rozwiązań, pod warunkiem że nie zagrożą one już uformowanym podstawom ustroju i generaliom polityki zagranicznej, czyli zasadom ustalonym w umowie moskiewskiej na gruncie porozumień jałtańskich”. Jaką rolę w tak limitowanym kompromisie miał do odegrania blok wyborczy? „Koncepcja bloku sześciu miała wszystkie cechy kompromisu. PPR odstępowała od dążenia do monopolistycznej pozycji politycznej. Partie przywiązane siłą tradycji i ideologii do pluralistycznego, konkurencyjnego modelu demokracji politycznej, akceptując blok, rezygnowałyby z ubiegania się o parlamentarną przewagę, ale zyskiwały możliwość trwałego działania w warunkach znacznego zakresu swobód politycznych”.

Po latach drugoobiegowi wydawcy „Diariusza” Stanisława Mikołajczyka napiszą we wstępie: „Szkoda, że jedna z niewielu szans polskiej demokracji – możliwość współpracy PPS i PSL – została zaprzepaszczona. Oczywiście nie była to wyłącznie wina Mikołajczyka, nie wiadomo też, jakie działania ze strony PPR sojusz taki wywołałby”. Należy pamiętać, że ważniejsze niż stanowisko PPR był pogląd kierownictwa ZSRR, bo do niego należał głos decydujący. A Stalin do pewnego czasu przychylnie patrzył na tego rodzaju rozwiązanie, choć na przełomie lat 40. i 50. zmienił stanowisko.

Wydaje się, że wicepremier Rządu Jedności Narodowej nigdy do końca nie zrozumiał tego, co powiedział do niego sekretarz generalny PPR podczas konferencji moskiewskiej w czerwcu 1945 r. Nie można było w realistyczny sposób uprawiać polityki w Polsce pojałtańskiej, ignorując fakt dominującego udziału PPR w sprawowaniu władzy, natomiast uwzględnienie tego faktu umożliwiało toczenie sporu o formułę ograniczonego pluralizmu politycznego. Na nic więcej ZSRR nie wyrażał wówczas zgody.

Zgodnie ze scenariuszem

Nie wolno również zapominać o naiwnej wierze Mikołajczyka w poparcie mocarstw anglosaskich. Jednak ambasador Wielkiej Brytanii, w przeciwieństwie do kolegi ze Stanów Zjednoczonych, nakłaniał lidera PSL do uwzględniania istniejących w Polsce realiów, bo tylko w takiej sytuacji możliwe byłoby odwołanie się do nacisku dyplomatycznego Londynu czy Waszyngtonu. Byłaby to kontynuacja polityki, jaką w okresie II wojny światowej wobec Mikołajczyka jako premiera rządu RP prowadzili ówcześni przywódcy obu mocarstw anglosaskich. Nadzieja na pomoc tych państw po raz kolejny okazała się iluzją, ale przynajmniej Brytyjczycy nie łudzili gruszkami na wierzbie.

Dalsze wydarzenia przebiegły zgodnie z przewidywanym przez wszystkich – z wyjątkiem Mikołajczyka – scenariuszem. 19 stycznia 1947 r. odbyły się wybory, które przyniosły zwycięstwo blokowi wyborczemu z PPR na czele. Wynik wyborów został sfałszowany. Niedługo potem przywódca ludowców z pomocą służb amerykańskich uciekł z Polski, a PSL uległo rozbiciu. W 1949 r. ze spacyfikowanych resztek PSL i prorządowego SL powołane zostało Zjednoczone Stronnictwo Ludowe.

Załóżmy jednak, że Mikołajczyk przyjąłby propozycje i PSL pozostałoby częścią systemu ograniczonego pluralizmu politycznego. Czy w takiej sytuacji doszłoby do uniformizacji państw podporządkowanych ZSRR, co miało miejsce na przełomie lat 40. i 50.? Była ona wynikiem głównie nasilającej się zimnej wojny, a nie jakichś przesłanek dotyczących wewnętrznych spraw Polski czy innych państw pozostających w radzieckiej strefie wpływów. Nie wolno też zapominać, że ten sam proces homogenizacji polityczno-ustrojowej następował w państwach, które znalazły się po amerykańskiej stronie żelaznej kurtyny. To wtedy komuniści musieli opuścić rządy Francji i Włoch, w których zasiadali od zakończenia wojny, a powstaniu greckich komunistów Związek Radziecki udzielił jedynie niewielkiej pomocy. Wszystkie te trzy partie komunistyczne były znacznie silniejsze niż pozostające w radzieckiej strefie wpływów, może z wyjątkiem komunistów czechosłowackich, a i tak nie miało to znaczenia.

W latach 1944-1945 ukształtował się w Polsce rodzaj lewicowego autorytaryzmu o mocno opresyjnym charakterze. Funkcjonowanie PSL w tym systemie miało jedynie krótkotrwały charakter. Lewicowy autorytaryzm z lat 1944/1945-1948, określany często mianem ludowej demokracji, to w dużym stopniu pośredni model ustrojowy między rozwiązaniem radzieckim a demokracją liberalną na wzór zachodni. Próba walki o pełną demokrację polityczną była wtedy czymś kompletnie nierealnym. Na nic więcej Polska nie mogła liczyć, a powielenie położenia Finlandii po II wojnie światowej pozostawało poza naszym zasięgiem. Wymagałoby to podjęcia współpracy z Moskwą przez Mikołajczyka już w czasie wojny, zanim Stalin zaczął tworzyć nową strukturę władzy w Polsce. Nie da się jednak rozstrzygnąć, czy nawet w przypadku powodzenia ten model finlandyzacji państwa miałby cechy trwałości.

Epizod lewicowego autorytaryzmu w powojennej Polsce, równoznaczny z istnieniem systemu ograniczonego pluralizmu politycznego z krótkotrwałym udziałem PSL, wart jest pamiętania choćby z tego względu, żeby lata 1944/1945-1948 kojarzyły się nam z czymś więcej niż kontrowersjami wokół działań partyzantki niepodległościowej. W tym czasie Mikołajczyk został poddany próbie politycznego realizmu i trudno uznać, żeby jej podołał, ale i Gomułka – znacznie lepiej od niego rozumiejący realia powojennej Polski – ostatecznie wylądował w więzieniu. Być może nie było tu dobrego rozwiązania, jednak decyzję lidera ludowców o wzięciu udziału w legalnym życiu politycznym ówczesnej Polski należy oceniać wyżej niż walki zbrojnego podziemia – mimo wszelkich iluzji, które temu towarzyszyły.


Dr hab. Lech Mażewski jest ustrojoznawcą. Ostatnio opublikował monografię „Prymas Stefan Kardynał Wyszyński wobec Polski po 1944/1945 r. Elementy analizy ustrojoznawczej i geopolitycznej”, Warszawa 2020


Fot. IPN

Wydanie: 17/2021

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy