To lata 70. najmocniej zmieniły Polskę

To lata 70. najmocniej zmieniły Polskę

Gierek uruchomił gigantyczne pokłady ambicji i energii, które wcześniej były gdzieś przyduszone

29 lipca mija 20 lat od śmierci Edwarda Gierka. To szmat czasu, a jednak pamięć o nim i jego dekadzie trwa.

To fenomen – władza, posiłkując się ustawą dekomunizacyjną, zwalcza przecież wszystko, co może pozytywnie się kojarzyć z Polską Ludową i, co oczywiste, z Edwardem Gierkiem. Zdekomunizowano już nazwy ulic, rond, nie mogą one nosić jego imienia. Społeczne Ogólnopolskie Stowarzyszenie im. Edwarda Gierka musiało przejść w stan hibernacji z powodu niesłusznej nazwy. Taki rodzaj administracyjnej represji na pewno utrudnia działanie, ale przecież nikogo nie złamał. I uroczystości 20. rocznicy śmierci Edwarda Gierka zapowiadają się godnie.

Zaczną się o godz. 14 na sosnowieckim cmentarzu, skończą w Domu Kultury Zagłębia. Maciej Gadaczek, jeden z organizatorów, wylicza: będą poczty sztandarowe, będą delegacje z całej Polski, stowarzyszenia Pokolenia, związku byłych żołnierzy, delegacje z Gdańska, Warszawy, Wrocławia, od nas, to wiadomo… A jest pandemia! Więc już zapowiedzieliśmy: delegacje mogą być do czterech osób, bo i tak cmentarz wszystkich nie pomieści. To trzeba zobaczyć! Na grobie, świątek i piątek, palą się znicze. Ludzie wciąż przychodzą. My opiekujemy się grobem. Co tydzień wynosimy po kilka toreb wypalonych zniczy. A już 29 lipca i 1 listopada są tłumy. Przejść się nie da.

Na czym polega tajemnica tej pamięci?

*

Nie zrozumie się Polski, tej z czasów PRL i tej współczesnej, jeśli nie zrozumie się epoki Edwarda Gierka. I tamtej atmosfery.

Lata 70. to czas nie tylko wielkich inwestycji, budowy fabryk, budownictwa mieszkaniowego, ale także rozbudzenia się wielkich aspiracji Polaków. Gierek uruchomił gigantyczne pokłady ambicji i energii, które wcześniej były przyduszone. Własny samochód, własne mieszkanie, wczasy za granicą, zakład pracy, który wdraża nowe technologie – te marzenia stały się własnością milionów. Polak potrafi – to nie było hasło zawieszone w próżni, ono wychodziło naprzeciw oczekiwaniom. To wtedy Polacy poczuli, że są we własnym kraju. Ukształtowali się jako współczesne społeczeństwo.

Podkreślam te sprawy, bo one, po pierwsze, tłumaczą nieustający sentyment do lat 70. Przypominam – we wszystkich sondażach lata 70. wygrywają jako ten czas, kiedy Polakom żyło się najlepiej. Owszem, skokowy wzrost poziomu życia ma decydujący wpływ na postrzeganie tamtego okresu, ale liczy się też wzrost poczucia własnej wartości, bycia częścią czegoś ważnego, epokowego. Po drugie, wyjaśniają, dlaczego obrzydzanie Polski Ludowej jest tak nieskuteczne. Dlaczego propaganda, że za Gierka przejedliśmy kredyty, jest jak kulą w płot.

Przejedliśmy czy zbudowaliśmy?

Ta propaganda nie działa z jednego powodu – wystarczy rozejrzeć się wokół, by zrozumieć jej bezsens. Bo skoro w latach 70. wybudowano 557 przedsiębiorstw i 2,5 mln mieszkań, to naprawdę bardzo trzeba się starać, by tego nie zauważyć. W domach wybudowanych za Gierka mieszka co piąty Polak. Oczywiście trzeba było na swój przydział czekać, ale mieszkanie dostawało się za równowartość paru pensji, a nie tak jak dziś – za kredyt we frankach szwajcarskich, rozłożony na 30 lat.

Do tego dorzućmy wielkie inwestycje komunikacyjne, takie jak Centralna Magistrala Kolejowa czy łącząca Warszawę z Katowicami „gierkówka”. A także inwestycje budujące niezależność energetyczną Polski. Na pierwszym miejscu – kopalnię Bełchatów i elektrownię o tej samej nazwie. Wytwarza ona 20% polskiego prądu.

Warto również pamiętać o Porcie Północnym, którego budowa była pierwszym krokiem na drodze do uniezależnienia się od dostaw ropy z ZSRR. Razem z portem powstała rafineria, w której przerabiano ropę z Libii i z Iraku.

Tak można wymieniać kolejne inwestycje. I dopiero wówczas widać, że 20 mld dol. zadłużenia, które zostawił po sobie Gierek, w porównaniu z tym, co wybudowano, to śmieszna kwota.

Te setki przedsiębiorstw okazały się w III RP znakomitym towarem, który można było sprzedać i tym samym załatać dziurę w budżecie. Do roku 2009 sprzedaż klejnotów koronnych Polski Ludowej przyniosła budżetowi 83 mld zł. A sprzedawano po śmiesznie niskiej cenie, często za ułamek wartości. I jeszcze wiele do sprzedaży zostało.

I żeby już zamknąć temat długu: według oficjalnych danych w samym roku 2020 zadłużenie Polski wzrosło o 290 mld zł. W 2021 r. wzrośnie o 143 mld zł. Czyli w ciągu dwóch lat dług zwiększy się o 433 mld zł. I osiągnie, jak prognozuje Ministerstwo Finansów, ok. 1,479 bln zł. W przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski – od oseska po staruszka – to ok. 39 tys. zł. Ponad jedna czwarta tej kwoty to zadłużenie lat 2020/2021. Aż się prosi zapytać: co za te pieniądze zbudowano? Kiedy więc był czas przejadania kredytów, a kiedy – inwestowania?

Czas podniesionej głowy

W roku 2011 r. realizowałem dla TVP Info cykl programów pod tytułem „Za kulisami PRL-u”. Rozmawiałem w nim m.in. o czasach Edwarda Gierka, także z ludźmi, którzy w tamtym okresie odpowiadali za inwestycje lub je realizowali. Ich wspomnienia odtwarzają klimat tamtej epoki, tamtą atmosferę.

– Gierek lubił budować. Cała jego filozofia polegała na budowaniu, na przekonaniu, że to, co zbuduje, to już będzie i nikt tego nie zabierze – tak charakteryzował go prof. Paweł Bożyk, jego doradca ekonomiczny.

Tak oczywiście było, choć ten pęd do inwestowania, do zmieniania kraju miał też dużo głębsze przesłanki. Mówił o tym Adam Glazur, ówczesny minister budownictwa. Do Gierka zachodził niemal codziennie. Po co? – Zastanawialiśmy się, co można zrobić, żeby ten kraj unowocześnić – mówił. – Wyż demograficzny, 5 mln młodych ludzi. Połowa poniżej 20 lat. Nie mają gdzie mieszkać. Więc co zrobić? Ratunkiem były fabryki domów. Gierek to znał. Tak budowano we Francji. Potem dyskutowaliśmy, czy nie lepiej budować trochę mniej mieszkań, ale o wyższym standardzie. Zlikwidowałem więc ciemne kuchnie. A gdy projektowaliśmy warszawski Ursynów, załatwiłem balkony. Nie było strychów, nie było piwnic, więc niech będą balkony!

W ten sposób w ciągu 10 lat zbudowano 2,5 mln mieszkań.

– Gierek był człowiekiem bardzo kontaktowym – opowiadał Glazur. – Ale zawsze chciał konkretów. Jak rozmawialiśmy o budowie Portu Północnego, to musiałem mu powiedzieć, jak będę to robił. I że muszę przewieźć 2 mln ton granitowych bloków z południa Polski, żeby zbudować pirs węglowy. Pytał, jak to zrobię. To mu odpowiadałem.

Polska Rzeczywiście Ludowa w księgarni PRZEGLĄDU

– Wielka budowa miała w sobie coś z Dzikiego Zachodu – to z kolei słowa Andrzeja Kumora, dyrektora wielkich socjalistycznych budów, na których pracowało tysiące ludzi. – Przychodziło się na pusty teren, a odchodziło, kiedy fabryka funkcjonowała. Dodam do tego jeszcze jedno – każda moja budowa była prototypem. Poruszała nasze ambicje techniczne. Była taka grupa ludzi, która podejmowała wyzwania. Bo zawsze decydują ludzie. Miałem notes, a w nim spisane nazwiska tych, którzy się wyróżnili. Którzy w ogniu funkcjonowania budów potrafili coś zrobić. Kierowanie budową na tym się opierało. Na autorytecie osobistym.

A gdy budowa się kończyła? – Wtedy, na zakończenie, ludzie mieli łzy w oczach.

Była jeszcze jedna specyfika tamtych czasów. Otóż rozwój Polski odbywał się równomiernie. Budowano nie tylko na Śląsku, ale w całej Polsce. To do dziś Gierkowi jest pamiętane. I nie bez przyczyny jego pamięć jest najbardziej żywa w mniejszych miejscowościach. Bo tam pamięta się zbudowany w czasach Gierka zakład, który dawał pracę, a później, w III RP, został zamknięty i rozszabrowany.

Ale chyba najmocniejsza pamięć Gierka jest na wsi. Wieś, w czasach Bieruta gnębiona, w czasach Gomułki okładana przymusowymi dostawami, za Gierka mogła odetchnąć. Ten element często się pomija, ale bum inwestycyjny na polskiej wsi, wzrost zamożności, to lata 70.

*

W budowę tamtej Polski zaangażowanych było miliony. Oczywiście pracowało się dla pieniędzy. Konkretnych pieniędzy. Polskie PKB na osobę urosło z 4,4 tys. dol. w 1970 r. do ponad 6,1 tys. osiem lat później. Niewiarygodne tempo, nic więc dziwnego, że Polska pokazywana była w świecie jako gospodarczy tygrys.

Ta atmosfera państwa, które się otwiera, które chce gonić świat – i w wielu dziedzinach mu się udaje, była częścią świadomości milionów. Oczywiście kreowała ją telewizja Macieja Szczepańskiego, ale to padało, przez wiele lat, na podatny grunt.

Nie dziwmy się więc, że dziś, ponad 40 lat po upadku Gierka, pamięć jego czasów jest przede wszystkim pozytywna. Że błędy schodzą na dalszy plan. Bo tak przeciętny Polak tamte czasy ocenia.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 31/2021

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy