Kradł czy nie?

Kradł czy nie?

Tyle zmian wprowadził w wojsku Macierewicz. Tylu generałów odesłał pod kapelusz, czyli mówiąc językiem cywilów – wywalił na zieloną trawkę. Tylu przydupasów awansował, a prostego szeregowego rezerwy Leonarda Krasulskiego nie ma kto bronić. Skandaliczne zaniedbanie i jeszcze jeden dowód, że nie ma MON bez Misiewicza. Prezes Jarosław traci cierpliwość, bo przecież Krasulski to jego wierny druh. Jeden z nielicznych, którzy nie zdradzili prezesa. Nagrodzony za to etatowym posłowaniem. I pomyśleć, że człowieka tak zasłużonego nie potrafi uszanować wydawany przez Niemców „Fakt”. Mało tego. Ośmiela się buszować po tajnych archiwach MON i wyciąga jakieś obrzydlistwa. Na przykład opinię służbową z 2 kwietnia 1975 r., w której czytamy, że plutonowy Krasulski „był żołnierzem nieuczciwym, nie przychodził do pracy, pożyczał pieniądze od swoich podwładnych i ich rodziców”, a kasę oddawał dopiero na rozkaz przełożonych. Kilkakrotnie karany. „Nie nadaje się w pracy na żadne samodzielne stanowisko”. Z armii wyrzucono Krasulskiego za kradzież beczki spirytusu. Poseł PiS, tenże Krasulski, uznał chyba, że jego papiery spłonęły, bo opowiadał o swoich bohaterskich czynach w walce z komuną. „Fakt” od dawna pisze o numerach posła K. Myśleliśmy, że jakiś desant na redakcję nauczy ich rozumu. A tu nic. No i głupi jesteśmy. Kradł ten Krasulski czy nie?

Wydanie: 11/2017

Kategorie: Aktualne, Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy