Krok ku silnym mediom (publicznym)

Krok ku silnym mediom (publicznym)

Zaorać wszystko i zacząć od nowa – powiedział rozeźlony Andrzej Wajda w czasie debaty nad ustawą o mediach publicznych w Fundacji Batorego. Tak rozpaczliwe i bezradne głosy słyszę też od samych pracowników TVP. Sekundują im w tym radykalizmie byli koledzy z pracy na Woronicza czy przy placu Powstańców Warszawy. Kiedyś wspólnie robili telewizję publiczną i jak się dobrze tego fachu nauczyli, to przeszli do mediów komercyjnych i tam zarabiają na domy i spłatę kredytów. Przykro patrzeć, jak idealnie się wpasowali w oczekiwania nowych szefów i w ich zabiegi, by wyeliminować tego groźnego konkurenta w postaci TVP. Marzą się przecież czasy, gdy wreszcie będą mogli położyć rękę na całym rynku reklamowym. Interes mediów komercyjnych jest tu oczywisty. Tyle że z pewnością nie jest to interes telewidzów, którzy czekają na rzetelne programy informacyjne, dobrą kulturę, ciekawe programy edukacyjne i społeczne, obiektywną prezentację historii czy nieogłupiającą rozrywkę. Czy taka telewizja i takie programy są jeszcze możliwe? W stacjach komercyjnych nastawionych wyłącznie na zysk z pewnością nie. Każda z nich opowie oczywiście o swoich flagowych programach, którymi może się poszczycić. To prawda, są takie. Tyle że tuż za flagowymi idzie nomen omen sieczka komercyjna.
Filarem sensownego ładu medialnego w Polsce muszą więc być media publiczne. Zamiast palić czy zaorywać, trzeba je ratować. Przede wszystkim przed politykami. Dla nich bowiem od prawie 20 lat, czyli od zniesienia monopolu mediów państwowych, stały się one łupem wyborczym. Kto wygrywał, ten brał media publiczne. A od dwóch lat jest jeszcze gorzej, bo rządzi partia, która wiele robi, by te media zniszczyć lub przynajmniej bardzo zmarginalizować. Europejskim kuriozum na zawsze będzie już wezwanie rządzącej partii liberalnej do obywateli, by nie płacili obowiązującego abonamentu. To, co czasem głoszą populiści czy skrajna opozycja, u nas zrobił oficjalnie i publicznie rząd. Może z tego też się bierze taka popularność PO, bo kto lubi płacić podatki?
Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przypomnieć, że najczarniejszą kartę w historii mediów publicznych zapisali PiS i jego mianowańcy.
Po tych fatalnych doświadczeniach kluczowe staje się pytanie o to, czy możliwe jest wypchnięcie polityków z mediów publicznych i takie ich finansowanie, by były niezależne od łaski rządzących.
Szansą na takie rozwiązanie może być projekt ustawy przygotowany przez Komitet Obywatelski Mediów Publicznych. Są w nim głównie przedstawiciele środowisk pozarządowych i twórczych, którzy tym bezprecedensowym działaniem odpowiadają na niemoc partii politycznych, które nie są w stanie sprostać wyzwaniom rynku medialnego. Projekt jest radykalny. Proponuje mocne i silne media publiczne. Ogranicza możliwość bezpośredniego wpływu polityków. Autorzy trafnie określili główne problemy. A nad szczegółowymi propozycjami rozwiązań, jakie zgłosili, można będzie jeszcze dyskutować. Dobrze, że jest nad czym. I dobrze, że choć jest to propozycja bardzo głębokich, wręcz fundamentalnych zmian, to nie traci z pola widzenia tego, co najważniejsze dla telewidzów, czyli misyjności telewizji. Misyjności rozumianej jako znacząca poprawa jakości wszystkich programów we wszystkich antenach TVP.

Wydanie: 12/2010

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy