Kroplówka

Kroplówka

LEWY DO PRAWEGO 

Rada Polityki Pieniężnej obniżyła w końcu lutego stopy procentowe. Uważnie wsłuchiwałem się w wypowiedzi członków Rady przed podjęciem decyzji. Z niektórymi z nich osobiście rozmawiałem. Dlatego też nie byłem zaskoczony tylko jednoprocentową obniżką stóp. Byłem natomiast zdziwiony i zaskoczony wypowiedziami wielu ekonomistów i komentatorów prasowych. W wypowiedziach tych jednoznacznie dominowało zadowolenie z podjętej przez Radę decyzji i pełna aprobata dla jej skali. Całkowicie zgadzam się z opiniami, iż w tak czułej i niebezpiecznej materii, jaką jest polityka pieniężna, należy zachować daleko idącą ostrożność. Biorąc jednak pod uwagę zastój, jaki jest dziś w gospodarce oraz spadającą inflację, Rada Polityki Pieniężnej nie mogła nie obniżyć stóp procentowych. Obniżając stopy procentowe tylko o 1%, zachowała się jednak bardzo asekurancko. Ta decyzja nie spowoduje żadnych pozytywnych reakcji w gospodarce. Zapalny stan, jaki od dłuższego czasu w niej występuje, Rada zdecydowała się leczyć kroplówką, odkładając antybiotyki na później. Nawet polski złoty zakpił sobie z tej decyzji – wzmocnił się zamiast osłabnąć.
Ostrożność Rady wynika być może z podjętych ponad rok temu decyzji o obniżeniu stóp procentowych, po których gwałtownie zaczęła rosnąć inflacja. Jej źródłem nie był jednak wzrastający popyt. Obniżone stopy nie uruchomiły akcji kredytowej. To wprowadzane w pierwszej połowie ubiegłego roku podwyżki cen urzędowych na usługi i towary, a także coraz wyższe ceny ropy przekładające się na ogólny wzrost cen spowodowały większą inflację, a nie nadmiar na rynku pieniędzy pożyczanych przez obywateli w bankach.
Reakcją na wzrost inflacji było podniesienie przez Radę jesienią ubiegłego roku stóp procentowych. Jeśli już Rada zdecydowała się podnieść stopy procentowe, to powinna to zrobić znacznie wcześniej, a nie wtedy, kiedy inflacja już malała. Ta podwyżka zresztą nie miała prawie żadnego wpływu na dalszy spadek inflacji, nie wymusiła na rządzie żadnych działań antyinflacyjnych, natomiast negatywnie wpłynęła na kondycję gospodarki. Przy tak ogromnym zastoju, jaki od ponad roku występuje w gospodarce (systematyczny spadek tempa wzrostu PKB, mniejszy wzrost dochodów budżetowych, a co za tym idzie i wydatków, rosnące bezrobocie), naturalnym skutkiem jest spadek inflacji.
Polska od kilku lat ma najwyższe w Europie tzw. realne stopy procentowe (różnica między stopą procentową a inflacją), wynoszące około 10%, podczas gdy na Węgrzech i w Czechach nie przekraczają one 2%. Biorąc pod uwagę niską rentowność, jaka dziś występuje w przedsiębiorstwach, nieopłacalne jest inwestowanie, chyba że ma się własne środki lub pożycza się je za granicą.
Wysokie stopy procentowe są ogromnym kosztem nie tylko dla inwestorów, ale również dla budżetu państwa. Rzutują one na oprocentowanie, jakie musi wypłacać budżet za wyemitowane obligacje. Dziś obsługa długu krajowego kosztuje już budżet astronomiczną kwotę 16 mld, a więc trzykrotnie więcej niż koszty spłacanych długów gierkowskich. Zdziwiła mnie więc wypowiedź ministra finansów, który z obniżenia stopy procentowej tylko o 1 punkt był bardzo zadowolony.
Z wypowiedzi członków Rady po posiedzeniu wynika, iż będą obserwować, czy spadek inflacji ma charakter trwały, jak będzie się kształtować saldo handlu zagranicznego i w zależności od tego nie wykluczają w nieodległym czasie dalszych – jak sądzę jednoprocentowych – obniżek stóp. Ta skomplikowana operacja przeprowadzana przez Radę Polityki Pieniężnej pewnie się uda. Dobrze by jednak było, żeby w tym czasie pacjent nie umarł.

Wydanie: 11/2001

Kategorie: Publicystyka
Tagi: MAREK WAGNER

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy