Więcej różdżki!

Więcej różdżki!

Jak za muśnięciem czarodziejskiej różdżki zły prezydent Jugosławii przemienił się w dobrego. Belgrad to nie Floryda. Spór o dwuprocentową przewagę prezydenta Kosztunicy nad byłym prezydentem Miloszeviciem rozstrzygnięto szybko, weryfikując prace komisji wyborczych głosami oddanymi na ulicy. Po poprawce wszyscy odetchnęli, demokratyczny werdykt uznali. I tak Jugosławia wróciła do grona europejskiej braci.
Jak za muśnięciem czarodziejskiej różdżki dobry pan prezydent Kosztunica został uhonorowany przez najważniejszych władców tego świata. USA i Unia Europejska lekko zniosły sankcje gospodarcze nałożone na Jugosławię, zwłaszcza na Serbię. Jęły odmrażać przyjazne stosunki. Kraje niedawno bombardujące, ostre w antyserbskiej propagandzie: USA, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, uznały, iż teraz nie ma powodów do dalszego bojkotu Belgradu. Kraje pozostające na drugiej linii, np. Hiszpania, z wielką ochotą jęły wysuwać się na pierwszą linię przyjaźni. Zaoferowały pomoc gospodarczą i humanitarną. Nawet kraje najbliższe zauważyły zmiany w Belgradzie. Minister spraw zagranicznych Węgier, Józef Martonyi, zaprosił Belgrad do Inicjatywy Środkowoeuropejskiej, deklarując, iż “warunki do rozwoju jugosłowiańsko-węgierskiej przyjaźni i współpracy nigdy nie były bardziej korzystne”. Niebawem zostaną nawiązane stosunki dyplomatyczne między Jugosławią a Bośnią i Hercegowiną, Słowenią, a pewnie i Chorwacją, bo bariery ekonomiczne już pękły.
Jak za muśnięciem czarodziejskiej różdżki zła sytuacja w Kosowie i Metohii zmieniła się w niezłą. Co prawda, jest tam tak, jak było, to znaczy to pozostające nadal formalnie terytorium Jugosławii jest obecnie protektoratem pod kontrolą wojsk KFOR-u. I na razie nie słychać o ich odwołaniu, zastąpieniu siłami policyjnymi i wojskowymi republiki Jugosławii.
Ale wraz ze zmianą prezydenta w Belgradzie, USA i Unia Europejska, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dostrzegły szansę na rozwiązanie konfliktu. Cóż z tego, że stanowisko władz Jugosławii co do Kosowa i Metohii niewiele się zmieniło. Konflikt Jugosławia-reszta demokratycznego świata tkwił widać w miloszewiczowskim cierniu.
Jak za muśnięciem czarodziejskiej różdżki do Jugosławii wybierają się firmy niemieckie, hiszpańskie, rumuńskie, węgierskie. Są już tam greckie, tureckie, czeskie. Czekają na obiecane przez Unię miliony europomocy. Na ucierany pakt stabilizacji dla Bałkanów, który nie może istnieć bez stabilnej, dziesięciomilionowej Serbii. Centrum regionu.
Jak za muśnięciem czarodziejskiej różdżki z Jugosławii spadła miloszewiczowska anatema, ale do Polski taka informacja widać jeszcze nie dotarła.
Spróbujcie polecieć do Belgradu. Bezpośredniego, zawieszonego w czasie sankcji połączenia lotniczego nadal nie ma. Nie ma też połączenia kolejowego. Zawieszonego, też nie odblokowanego. Można dojechać przez Budapeszt, potem Oreadeę i trzy przesiadki w Rumunii. Wśród licznych połączeń autobusowych Polska-reszta świata nie znajdziecie linii Warszawa-Belgrad. Zainteresowani jadą do Budapesztu, a potem przesiadają się w prywatny mikrobus.
Polska, chociaż w czasie bombardowań Belgradu była już w NATO, nadal w Jugosławii postrzegana jest niezwykle przyjaźnie. Potwierdzają to nasi żołnierze KFOR-u, znakomicie dogadujący się z obu skonfliktowanymi stronami w Kosowie. Serbia przez ostatnią dekadę degradowała się cywilizacyjnie, była państwem stałego stanu wojennego. My w ciągu ostatnich lat zmodernizowaliśmy przemysł, umiemy przeskoczyć z państwowej gospodarki w rynkową. I teraz, kiedy już można, to strach, głupia polityczna poprawność, brak wyobraźni, nie pozwalają naszym władzom uczynić kroków na miarę Węgrów, Niemców, Rumunów, Hiszpanów. Poza prezydenckimi gratulacjami w ostatnich miesiącach Polska nie uczyniła niczego dla poparcia nowej władzy w Jugosławii. Niczego, by przypomnieć o zawsze przyjaznej i gotowej do wspólnych interesów Polsce. Ale u nas pewnie czarodziejska różdżka nie trafiła w odpowiednią główkę.

Wydanie: 48/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy