Krynickie lato w cieniu przekopu

Krynickie lato w cieniu przekopu

Mieszkańcy w zdecydowanej większości są przeciwni budowie kanału. Turyści zdania nie mają

20 czerwca, początek pierwszego letniego weekendu. Na przystani w Tolkmicku grupa ludzi czeka na statek do Krynicy Morskiej. Przeważają rodziny z dziećmi i emeryci, jest też spalony na brąz cyklista z Wielkopolski, który na rowerku Wigry 2 z przyczepką przejechał 1100 km, aż pod klasztor kamedułów nad jeziorem Wigry na Suwalszczyźnie. Jego wyprawa ma cel: promuje odbudowę starej średzkiej kolei powiatowej. – Jeden parowóz już się udało przywrócić do ruchu, teraz zbierane są pieniądze na renowację drugiego – tłumaczy. Statek sunie w kierunku zielonego paska Mierzei Wiślanej, po prawej stronie powoli rozmywają się wieże fromborskiej katedry, a czerwona latarnia morska w Krynicy jest coraz bliżej. Z głośnika lecą szanty, co nie podoba się tym, którzy chcieliby posłuchać głosów natury. Bilet normalny w dwie strony kosztuje 42 zł, ulgowy dla dzieci 30 zł, na rower w jedną stronę 15 zł, a kawa w kajucie na dole jest od 6 zł. Można też kupić słodycze, lody, pizzę.

O kanale nikt nie rozmawia. Rowerzysta od wigier też nie daje się wciągnąć w dyskusję, tłumaczy, że śpieszy się do Kątów Rybackich do znajomego.

A niech budują

Wczasowa Krynica wstaje późno. Z rana w święto Bożego Ciała na chodnikach ludzi niewielu. Nie otwarto jeszcze sklepików z pamiątkami, barów, budek z goframi i lodami. Meleksy rozwożące turystów za 5 zł od osoby jeszcze nie ruszyły w trasę po mieście. Sennie. Dusznego upału nie łagodzi nawet bliskość morza. Przy ul. Gdańskiej, głównej w miasteczku, na wielu domach wiszą odręcznie wykonane banery z napisami: „Mierzeja bez przerwy”, „Przekopu nie będzie”, „Przekop Stop”. Hasła wymyte przez deszcze, choć nadal krzyczą, są jak wspomnienie po minionej bitwie. Szosa, która prowadzi do miejsca, gdzie w lutym wycięto las pod kanał, jest wąska i połatana. Bez pobocza, chodnika czy ścieżki dla rowerów. Większe samochody mijają się z trudem na leśnych zakrętach. Za przystankiem PKS Przebrno nagle odsłaniają się gołe wzgórza. Ludzie wydeptali przez nie dróżkę na plażę, bo w pobliżu jest zejście Kąty Rybackie 41. Na prowizorycznej tabliczce napis ze strzałką: „Do punktu widokowego”. Nieliczni wspinają się na wzgórze, patrząc po prawej stronie na morze, a po lewej na szare wody zalewu. Robią zdjęcia smartfonami. Ale gdy pytam o kanał, słyszę: „To nie nasza sprawa”, „Nie interesuje mnie to”, „Nie jestem stąd”. Tylko Ola, która przyjechała z Kątów rowerem, jest zdecydowana.

– Bardzo dobrze, że będzie przekop – mówi – może coś tu w końcu się zmieni. Przegrywamy z Władysławowem, z Sopotem. Jaką tu mamy drogę? A po sezonie to już kompletne zadupie, jeden autobus dziennie do nas jeździ.

Nowy Świat – miejsce, w którym powstaje przekop, to nazwa historyczna, wieś istniała przed II wojną światową, po wojnie jej budynki rozebrano.

Wieczorem, po krótkiej burzy, tłumy wylewają się z krynickich pensjonatów, z hotelików i ciągną do centrum – do lokali, kafejek, barów, z których płyną taneczne rytmy. Panie w wieczorowych kreacjach, podmalowane, panowie jakby bardziej wyjściowi. W altanie jednego z ośrodków akordeonista z Mrągowa wytrwale ćwiczy. To jego pasja na emeryturze .

– We wszystkim trzeba znaleźć umiar – gawędzi. – Z rana byłem z żoną w kościele, potem plaża, ale bez przesady, następnie obiad, a zaraz będzie kolacja i piwko, może też potańczyć się uda. Krynica zmienia się na lepsze. Widziała pani nadmorską promenadę?

W sprawie przekopu jest zdecydowany. Kocha przyrodę, lecz świat musi iść do przodu. A niech budują. Od Rosjan się uniezależnimy. A Krynica tylko na tym zyska, przyjedzie więcej turystów. Nawet swoją gospodynię prawie przekonał.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 28/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Łukasz Dejnarowicz/Forum

Wydanie: 28/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy