Z książki, a nie z piątej ręki

Z książki, a nie z piątej ręki

Wiesław Stanowski odpowiada Danielowi Olbrychskiemu

Ręka by mi uschła, gdybym próbował rozliczać kogokolwiek z nadużywania alkoholu. Więc kiedy poświęciłem akapit alkoholowym wyczynom Daniela Olbrychskiego, oparłem się – wyłącznie! – na tym, co powiedział na ten temat sam Olbrychski. I to nie w jakimś pospiesznie udzielonym wywiadzie, ale we własnych książkach wspomnieniowych.
Napisałem, iż Olbrychski czuł się w latach 90. rozgoryczony, że Wajda nie obsadza go w swoich filmach. Na ten temat sam Olbrychski w książce „Parę lat z głowy” (s. 11): „Andrzej prościutko i skromnie wyjaśnia: nie widzi żadnego innego aktora z taką siłą, która uniosłaby ten niemal monodramatyczny tekst, tę legendę i zapanowałaby nad wielotysięczną widownią. Kurwa, myślę sobie, to skoro ja mam taką siłę, charyzmę, i dalej jesteś zdania, że jej nie straciłem, to dlaczego od kilkunastu lat nie pracowaliśmy razem?!”.
Napisałem, że Olbrychskiemu zdarzyło się upijać tak gruntownie, że nie pamiętał, jaką rolę gra wieczorem w teatrze. Na ten temat Olbrychski w „Aniołach wokół głowy” (s. 40): „Biesiadowałem niemal do ostatniej chwili, powtarzając sobie zresztą tekst, aby wargi zapamiętały wymowę. Zacząłem się nieco niepokoić dopiero wówczas, gdy zobaczyłem przestrach w oczach pani garderobianej. Ładnie muszę wyglądać – pomyślałem. Ale prawdziwą przyczynę tej paniki poznałem dopiero wtedy, gdy się położyłem: nade mną wisiał nie mój strój z „Kordiana”, lecz skórzany kostium z „Hamleta”. Za chwilę miałem mówić słowami duńskiego księcia. Przez pięć minut zrobiłem wszystko, aby się doprowadzić do pozycji pionowej – z rzyganiem włącznie. Pamiętam wejście na scenę i pamiętam koniec przedstawienia. Reszta jest milczeniem…”.
Napisałem, że Olbrychski jako biesiadnik jest męczący dla otoczenia. Agnieszka Osiecka, cytowana w „Aniołach wokół głowy” (ss. 47-48): „Początek biesiady wygląda w wykonaniu Daniela bardzo statecznie (…). Potem następuje styl francuski. Do rozmowy wchodzą może bardziej filuterne tematy (…). Potem już zaczyna pić normalnie, bez żadnego uważania”. I dalej o popisach Olbrychskiego, który w trakcie prywatnego recitalu Bułata Okudżawy w mieszkaniu Osieckiej, postanowił dać konkurencyjny koncert. „Poszedł do kuchni i tam dał recital, złożony z piosenek Wysockiego – konkurencyjny wobec Okudżawy. Ale oryginał bardziej ludzi pociągał, więc zaczęli szybko czmychać z tej kuchni jeden po drugim, pod jakimś pretekstem. Tylko staruszka, gosposia, pani Helena wysłuchała recitalu Daniela do końca”. Podobnie z balangą na planie „Potopu” („Anioły…”, s. 42) itd.
I jeszcze jedno: aktor pisze, że niszczą go niekompetentni i złośliwi dziennikarze. Od Kałużyńskiego przez Urbana po Raczka i Kota. Przypominam, że w liście do Adama Michnika („Parę lat…”, s. 49) Olbrychski skarżył się, że Dział Kultury „Wyborczej” „to nieporozumienie od lat. Zmieniają się nazwiska, poziom zostaje ten sam, hucpa, złość i niekompetencja”. Kałużyński, Urban, Kot, Stanowski, a tu jeszcze i „Wyborcza”. No, to już chyba wszyscy…

Wydanie: 35/2006

Kategorie: Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy