Manipulacją w dąbrowszczaków

Manipulacją w dąbrowszczaków

Gdy na Zachodzie stawia się im kolejne pomniki, polska prawica chce ich wymazać z historii

„Szlak bojowy dąbrowszczaków to tysiące gwałtów, rabunków i bestialskich zbrodni”. Taką tezę zawarł Leszek Szymowski w artykule „Pomocnicy spod czerwonej gwiazdy” opublikowanym przez „Rzeczpospolitą”. Były współpracownik „Gazety Polskiej” dołączył do chóru prawicowych publicystów próbujących przypisać zbrodnie polskim ochotnikom walczącym w wojnie domowej w Hiszpanii.

Zestaw zarzutów w kolejnych artykułach „demaskujących” dąbrowszczaków jest podobny – masowe mordy, zabijanie księży i zakonnic, powszechne pijaństwo. Tyle że ci, którzy je wysuwają, w tym Szymowski, nie podają jakichkolwiek źródeł. A gdyby zajrzeli do ogólnodostępnych w Archiwum Akt Nowych materiałów, mogliby zobaczyć, że spośród wszystkich oskarżeń tylko zarzut pijaństwa miałby jakiekolwiek podstawy. W dokumentach, gazetkach okopowych kolportowanych na froncie opisywano przypadki sądów polowych nad ochotnikami nadużywającymi alkoholu. Autorzy wielu artykułów domagają się surowych kar za pijaństwo, z rozstrzelaniem włącznie. Pojawiają się również zarzuty kradzieży i grubiańskiego traktowania ludności cywilnej. Są to jednak tylko incydenty, a nie często występujące zachowania. To w zasadzie wszystko, co można zarzucić dąbrowszczakom.

Stawiana przez Szymowskiego teza, że pomoc lokalnej ludności w żniwach oznaczała masową grabież, jest absurdalna. Żniwa stanowiły element republikańskiej propagandy. Bez poparcia lokalnych chłopów prowadzenie walki przez Brygady Międzynarodowe byłoby o wiele trudniejsze. To rolnicy dostarczali część zaopatrzenia i informacje o działaniach przeciwnika. Mało- i średniorolni chłopi w Aragonii, gdzie przez dłuższy czas walczyli dąbrowszczacy, od lat oczekiwali na reformę rolną dającą im ziemię zagarniętą przez latyfundystów. Zrozumiałe było więc ich masowe poparcie dla republiki.

270 km od sanktuarium

Polskich antyfaszystów ma też zohydzić ich rzekomy udział w masakrze dokonanej w sanktuarium Matki Bożej z Cabeza w Sierra Morena. Przekaz ma z rzeczywistością tyle wspólnego, że w tym miejscu rzeczywiście doszło do bitwy. Grupka nacjonalistów zabarykadowała się w klasztorze i broniła przed wojskami republikańskimi. Jednak w tym czasie polscy ochotnicy przebywali najpierw na froncie w madryckim parku Casa de Campo, a później zostali przeniesieni do rezerwy. Świadczy o tym dziennik bojowy batalionu im. Jarosława Dąbrowskiego. Madryt od sanktuarium dzieli ponad 270 km. Wbrew twierdzeniom prawicowych publicystów wzmianki historyczne mówią również, że tych, którzy przeżyli oblężenie, traktowano w sposób humanitarny. Zostali jeńcami wojennymi.

Szymowski nagina nawet powszechnie znane fakty historyczne. „Ci, którzy przeżyli, walczyli do stycznia 1939 r. Wówczas wojska wierne generałowi Franco zdobyły Madryt i pozostałe miasta. Republikanie wycofali się za granicę francuską, gdzie natychmiast zostali rozbrojeni i internowani”, pisze o końcu szlaku bojowego dąbrowszczaków. Tymczasem w styczniu 1939 r. Brygady Międzynarodowe, wcześniej rozwiązane w wyniku międzynarodowego porozumienia o wycofaniu z Hiszpanii zagranicznych ochotników, zostały reaktywowane. Dąbrowszczacy trafili na dwa tygodnie na front, lecz nie pod Madrytem, ale w Katalonii. Przez 17 dni, do 9 lutego 1939 r., osłaniali ucieczkę setek tysięcy uchodźców. Uratowali w ten sposób życie ogromnej liczbie Hiszpanów, którzy pod rządami Franco stanęliby przed plutonem egzekucyjnym lub zostali zamknięci w obozach koncentracyjnych. XIII Brygada przeszła granicę jako jedna z ostatnich jednostek armii republikańskiej, zachowując wysokie morale.

Szymowski gardzi prawdą historyczną tak bardzo, że nie sprawdził nawet daty upadku Madrytu. Za moment zakończenia wojny domowej w Hiszpanii powszechnie uznaje się 1 kwietnia 1939 r., kiedy wojska buntowników gen. Francisca Franco bez walki wkroczyły do poddanego przez siły republikańskie Madrytu.

Inny standardowy zarzut to rzekome działanie weteranów z Hiszpanii na szkodę państwa polskiego. Szymowski najpierw wspomina, że II RP odebrała im obywatelstwo i zakazała służenia w armii, aby następnie stwierdzić: „Gdy w 1939 r. Polska została zaatakowana przez Niemcy i ZSRR, dąbrowszczacy nie brali udziału w wojnie obronnej i nie ginęli od kul”. Kolejny argument o udziale dąbrowszczaków w stalinowskich represjach to również powtórzenie prawicowej propagandy. Szymowski przedstawia sylwetkę Henryka Toruńczyka, pisząc o nim jako o „Henryku Toruńskim”. Prawicowy publicysta ma rację tylko w jednym – były dąbrowszczak faktycznie był szefem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zapomina jednak dodać, że funkcję tę pełnił jeszcze w czasie wojny, od marca do maja 1945 r. Otrzymał ją głównie jako fachowiec od działań wojsk specjalnych. Jako niezbyt pewny politycznie został jednak skierowany do administracji cywilnej na Ziemiach Odzyskanych.

Powracające manipulacje

Na poparcie tezy o udziale w budowaniu aparatu terroru padają jedynie cztery, powtarzające się we wszystkich prawicowych tekstach, nazwiska – Grzegorza Korczyńskiego, Wacława Komara, Eugeniusza Szyra oraz Karola Świerczewskiego. Ten ostatni zginął jednak w roku 1947, a i jego przynależność do dąbrowszczaków można kwestionować. W Hiszpanii dowodził 35. Dywizją, a nie bezpośrednio XIII Brygadą im. Dąbrowskiego. Szyr z kolei był aktywny w administracji cywilnej, odpowiadając m.in. za powojenny rozwój budownictwa. Pozostają więc dwa przykłady. Dąbrowszczaków, którzy przeżyli wojnę, było nieco ponad tysiąc. Część nie wróciła do Polski, a wielu z tych, którzy przyjechali do kraju, znalazło zatrudnienie w górnictwie lub różnorodnych pracach administracji cywilnej niższego szczebla. Ci, którzy zrobili kariery w resortach siłowych, stanowią wyjątek.

Czemu mają służyć stałe manipulacje w sprawie dąbrowszczaków? Prawica chce wykreować ich wizerunek jako „żołnierzy Stalina”, licząc, że coś z tych kłamstw do dąbrowszczaków się przyklei. Przypominanie prawdziwych tradycji walki z faszyzmem, które wyrażali żołnierze Brygad Międzynarodowych, musi bardzo boleć specjalistów od polityki historycznej. We wszystkich krajach demokratycznych pamięć o weteranach wojny domowej w Hiszpanii jest chroniona i kultywowana. Gdy w Paryżu, Edynburgu i Madrycie stawia się im kolejne pomniki, polska prawica chce ich wymazać z historii i społecznej pamięci.

Piotr Ciszewski kończy pracę nad książką o dąbrowszczakach, która ukaże się nakładem wydawnictwa PRZEGLĄDU

Wydanie: 33/2018

Kategorie: Polemika

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy