Kto jest dziś prawdziwym autorytetem moralnym?

Kto jest dziś prawdziwym autorytetem moralnym?

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny, UW
Nie ma jednego autorytetu. Wcześniej takim prawie uniwersalnym był Jan Paweł II. Kiedy jednak odszedł z tego świata, to autorytety rozpłynęły się w różne strony. Jedni widzą taki w Owsiaku, drudzy w Lechu Kaczyńskim, a inni w Rydzyku. Jednak najchętniej Polacy szukają autorytetów w historii, bo zmarły jest niezawodny, a żywi mogą jeszcze wykręcić jakiś numer. Autorytetem jest zatem Piłsudski, tyle że on nie zabiera głosu w sprawach bieżących. To raczej autorytet literacki. Wielkim autorytetem jest dla nas biurokracja europejska i Parlament Europejski, bo tylko tam widzimy szanse na wyprostowanie krajowych spraw. Dlatego jesteśmy największymi euroentuzjastami. Bardziej niż inni skłonni jesteśmy wierzyć we wszystko, co się tworzy w Brukseli. To może dlatego, że przyzwyczailiśmy się do obcej władzy.

Dr Włodzimierz Wieczorek, bioetyka, teologia, KUL
Autorytetem moralnym może być ktoś, kto jest wewnętrznie wolny, czyli ktoś, kto potrafi rozpoznać prawdę i dobro oraz obstawać przy nich. Co więcej, jest to ktoś, kto ma nadzieję, iż mimo przeciwieństw jest w stanie przy tych wartościach wytrwać. Ktoś, kto opowiada się za iluzją, by mieć z tego jakiś chwilowy zysk, przeminie razem z nią, natomiast trwać i wychowywać innych będzie człowiek, który rozpoznał prawdę o dobru i angażuje się, by przy niej trwać. Takim człowiekiem wolności i nadziei był Jan Paweł II, dlatego dla mnie stał się autorytetem moralnym. Jako człowiek wewnętrznie wolny, świadek sumienia przemawiał do wolności i rozumności słuchaczy, rodząc w nich nadzieję, że tak jak on mogą żyć według wartości ewangelicznych. Faktem jest, że poddawał on krytyce koncepcje wolności i nadziei związane z tym światem, ale nie robił tego po to, by je niszczyć, lecz by wskazać ich ograniczoność. Rzecz nie w wymienianiu kolejnych nazwisk osób zasługujących na miano autorytetu, ale w zrozumieniu, że każdy, kto wykonuje pracę wokół ludzkiej wolności i nadziei, staje się autorytetem moralnym dla innych.

Dr Werner Christmann, etyk, teolog moralny z Nadrenii, absolwent Uniwersytetu Opolskiego
Autorytetem moralnym jest człowiek, który potrafi zharmonizować trzy płaszczyzny kierujące jego postępowaniem: impulsy popędowe (łącznie z uczuciami i temperamentem) z wolą i hierarchią wartości. Dzisiejszy człowiek w życiu codziennym z reguły nie poddaje swoich decyzji refleksji, lecz podąża ciągle za dyktatem impulsów popędowych, które emanowane są głównie przez podświadomość. Używając terminologii Maslowa, impulsy te odpowiadają niskim potrzebom. Głód, potrzeba doznań seksualnych, potrzeba uznania itd. znajdują się na dolnej skali jego piramidy potrzeb. Rozum włącza się z reguły dopiero wtedy, gdy trzeba uzasadnić to bezkrytyczne stąpanie za ślepymi impulsami. Ludzie stanowiący autorytet moralny mają do tego stopnia silną wolę, że nie hołdują niskim impulsom, lecz potrafią skierować swoją wolę na realizację najwyższych wartości, takich jak potrzeba wiedzy i altruizm. Proszę popatrzeć na dzisiejszych polityków czy przedstawicieli wielkich pieniędzy. Ci pierwsi są z reguły gołosłowni, bo nie mają silnej woli, by walczyć o to, co głoszą i w co wierzą. Ci drudzy sterowani są przez niskie potrzeby materialnego zabezpieczenia, uznania i znaczenia manifestowanego grubością portfela. Ich hierarchia wartości składa się tylko z tych najprymitywniejszych stopni.

Prof. Teresa Grabińska, filozof, fizyk, Akademia Pedagogiczna w Krakowie
Autorytetem moralnym jest na pewno Jan Paweł II. Innych nie widzę. To, czego nauczał, było i jest zanurzone w tradycji, w historii, w naszej kulturze. Są tam rozwiązania bezpośrednio użyteczne. Jego nauczanie było wszechstronne. Oczywiście nie było to szczegółowe przesłanie i wskazówki, bo to należy już do „techników”, ale pozostaje ono aktualne. Jan Paweł II proponował głębszy namysł filozoficzny oparty – czy kto lubi, czy nie – na tradycji i kulturze katolickiej, ale z tego przekazu wynika wiele rzeczy, które odnoszą się do współczesnego człowieka.

Dr Halina Rarot, filozofia moralna, UMCS
Ludzie młodzi, młodzieniaszkowaci potrzebują autorytetów, wzorów, by na nich przygotowywać się do odgrywania dojrzałych postaw i ról życiowych. Są ogromnie surowi i nietolerancyjni w ocenie tych, którzy są im stawiani za autorytety, ponieważ postrzegają świat w barwach czarno-białych, ponieważ muszą być radykalni, aby opowiadając się za lub przeciwko komuś/czemuś, mogli zbudować swoje w miarę trwałe ja. Ludzie emocjonalno-intelektualnie dojrzali wiedzą już dobrze, że niełatwo jest być doskonałym i że trudno w takim razie wymagać doskonałości od innych. Wiedzą, że człowiek jest istotą kruchą i ułomną, że w los każdego wpisany jest upadek, z którego musi (powinien) potem mozolnie się podnosić. Marzą, owszem, o przejrzystości osobowościowej, moralnej, bo podwójność, skrywanie zła pod postacią dobra jest istotą zła, ale wiedzą też, że samymi ludzkimi siłami trudno ją osiągnąć. Trudno w ogóle być człowiekiem. Tylko maszyny są nieomylne… do pewnego czasu.

Wydanie: 23/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy