Demokratyczne i świeckie państwo prawa to moje polityczne credo

Demokratyczne i świeckie państwo prawa to moje polityczne credo

Warszawa 06.05.2023 r. Danuta Waniek - wywiad - Zdanie. fot.Krzysztof Zuczkowski

JEDNA DANUTA WANIEK TROJE JAN ORDYŃSKI DOMINIKA RAFALSKA PAWEŁ SĘKOWSKI Fragmenty obszernego wywiadu, który w całości można przeczytać w numerze 2/2023 „Zdania” – w wersji papierowej do nabycia w Empikach, w wersji elektronicznej na sklep.tygodnikprzeglad.pl. (…) DOMINIKA RAFALSKA: W 1967 r. wstępuje pani do PZPR. DANUTA WANIEK: – Tak, na Wydziale Prawa, rekomendowała mnie do PZPR ówczesna docent Janina Zakrzewska. Później profesorka i sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Chodziłam do niej na seminarium z prawa państwowego, imponowała mi jednoznacznością przekonań, na zajęciach mówiła o PZPR „moja partia”. I nagle, w trakcie mojego okresu kandydackiego, po wydarzeniach marcowych zmieniła się sytuacja polityczna na Uniwersytecie, zmieniła się również sytuacja samej Janiny Zakrzewskiej. Nagle z czołowej postaci na wydziale staje się osobą politycznie podejrzaną, co miało konsekwencje dla jej seminarzystów, ponieważ nikomu z seminarium prof. Zakrzewskiej nie zaproponowano stażu na uczelni. Byliśmy, że tak powiem, naznaczeni politycznie. (…) W ten sposób 1968 r. zadecydował o moich przyszłych losach. Z tym że akurat w tamtym momencie mi to odpowiadało, bo szłam na Politechnikę trzy razy w tygodniu, więc mogłam pogodzić opiekę nad dzieckiem i pracę zawodową. PAWEŁ SĘKOWSKI: Czy decyzję o wstąpieniu do partii podjęłaś zupełnie samodzielnie, czy była w tym jakaś zachęta prof. Zakrzewskiej? WANIEK: – Zakrzewska zwracała uwagę swoim zaangażowaniem partyjnym. Była wzorcem kobiety aktywnej, na wydziale znaczyła bardzo dużo. Cieszyła się wielkim autorytetem w środowisku partyjnym i wyjść spod jej skrzydeł, dla takiej smarkuli jak ja, coś wtedy znaczyło. Ale sama też wiedziałam, czego chcę, miałam lewicowe poglądy. Działałam w Zrzeszeniu Studentów Polskich, w Radzie Uczelnianej. Ja jestem przedstawicielką tej generacji społecznej, która się urodziła po wojnie i całe życie bez wojny przeżyła. Wykształciłam się, wychowałam synów, mam wnuki. To jest ogromny dar od międzynarodowego losu. Mówię to oczywiście symbolicznie, bo tak naprawdę wypracowali to ludzie z różnych stron sceny politycznej i nie tylko w Polsce, że mogliśmy nasze życie przeżyć bez wojny. Rozglądałam się wtedy, jako młoda dziewczyna, uważnie wokół siebie i widziałam, z jak różnych środowisk przychodziła na studia młodzież. Po raz pierwszy w historii Polski dostała taką szansę. Nawet na studiach w grupie rozmawialiśmy, że socjalizm nam nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – traktuje nas sprawiedliwie. Zdawaliśmy egzamin wstępny, a jego wynik decydował o naszej przyszłości. Reszta należała do nas. JAN ORDYŃSKI: A jak zapamiętałaś wydarzenia Marca ’68? WANIEK: – Początek pamiętam dokładnie: 8 marca idę na seminarium do doc. Zakrzewskiej, a przed budynkiem Wydziału Prawa dowiaduję się od stojących przed wejściem koleżanek, że wszystkie zajęcia są odwołane, ponieważ na Uniwersytecie Warszawskim zaplanowany jest wiec. Wiedzieliśmy, że kogoś z uczelni relegowano, padały dwa nazwiska studentów historii – Michnika i Szlajfera, chodziły słuchy, że aktywny na polu politycznym jest Klub Krzywego Koła, jakaś bliżej nam nieznana grupa „komandosów”, kojarzona z Wydziałem Historycznym. Na dziedzińcu stały dziwne samochody ciężarowe, tzw. budy, wokół których kręcili się dziwni osobnicy. Okazało się, że na Uniwersytet przybiegło wtedy mnóstwo studentów ze wszystkich uczelni, prawdopodobnie dlatego, że nasza generacja nie miała żadnego doświadczenia z demonstracjami politycznymi, wszyscy byli ciekawi, co się będzie działo. Większość traktowała tę sytuację jako „ciekawostkę przyrodniczą”. Stałam przed Wydziałem Prawa i do dzisiaj pamiętam, że vis-à-vis wejścia do pałacu Kazimierzowskiego umieściła się jakaś nieznana nam grupa, trzymająca w dłoniach Konstytucję PRL, wymachując nią, skandowała hasła o demokracji. RAFALSKA: I że prasa kłamie. WANIEK: – No tak. Tego typu hasła są odwieczne. Po godzinie takiego skandowania na balkonie pojawił się prorektor Zygmunt Rybicki, ubrany w rektorskie gronostaje. I zaczęła się dziwna rozmowa: rektor na balkonie, a pod murem Biblioteki grupa młodych ludzi, mocno zaangażowanych w wywołaną demonstrację. Rektor oczywiście mówił, aby się rozeszli, a oni nadal wykrzykiwali swoje hasła. Obserwujących tę sytuację studentów i studentki nawet to bawiło, dopóki nie zaczęły pod pałac Kazimierzowski docierać wiadomości, że ze wspomnianych „bud” na dziedzińcu co rusz wyskakują jacyś faceci, a jak ktoś pytał: kim jesteście, co tu robicie, to wyciągali drewnianą pałę i tłukli. SĘKOWSKI: A ty protestowałaś czy obserwowałaś? WANIEK: – Obserwowałam. Przecież ja nie znałam ludzi z tej grupki. Jak się później okazało, to często były

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2023, 35/2023

Kategorie: Kraj, Wywiady