Ktoś przeciął kable?

Ktoś przeciął kable?

Dziwne awarie podmorskich połączeń internetowych pozbawiły miliony ludzi dostępu do sieci

Aż cztery podwodne kable internetowe zostały uszkodzone w ciągu zaledwie pięciu dni. Prawie 100 mln osób na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowo-Wschodniej utraciło dostęp do sieci lub też przepustowość ich łączy spadła o kilkadziesiąt procent. Te awarie to z pewnością zbieg okoliczności, w cyberprzestrzeni zaczęły jednak natychmiast krążyć najbardziej fantastyczne teorie spiskowe. O przecięcie mocnych przecież kabli zaczęto oskarżać amerykańskich agentów, perfidnych syjonistów, sabotażystów, terrorystów, kosmitów oraz potwory morskie.
Pewne jest jedno – wbrew opiniom wielu internautów, że globalna sieć dzięki podwodnym połączeniom może przetrwać nawet wojnę nuklearną, połączenia internetowe są delikatne. Mogą zostać sparaliżowane w wyniku jakiegoś kataklizmu czy też konfliktu zbrojnego.

Feralna okazała się noc

z 29 na 30 stycznia. We wschodniej części Morza Śródziemnego szalał wtedy sztorm, z tego powodu zamknięty został port w Aleksandrii. Wtedy w ciągu zaledwie kilku godzin przecięte zostały dwa optyczne podwodne kable telekomunikacyjne. Do awarii doszło 8,5 km od Aleksandrii. Przestał działać kabel FLAG, należący do mającej siedzibę w Wielkiej Brytanii firmy Flag Telecom, która jest własnością indyjskiej Reliance Group. FLAG łączy Europę z Chinami. Uszkodzony został także kabel Sea-Me-We 4, będący własnością konsorcjum 15 różnych przedsiębiorstw telekomunikacyjnych, który ciągnie się od Hiszpanii aż po Singapur. Podkreślić wypada, że 95% globalnej komunikacji internetowej i telefonicznej wciąż odbywa się przez podwodne kable. W ten sposób informacje przekazywane są taniej i szybciej niż za pośrednictwem satelitów. Komunikacja internetowa między USA a Europą jest względnie bezpieczna. Na dnie Atlantyku i Oceanu Spokojnego położono wiele kabli. Ale Europę z Bliskim Wschodem i Azją Południową przez Kanał Sueski łączą zaledwie trzy magistrale. Dwa wspomniane wyżej, bardzo nowoczesne kable miały razem wydajność ok. 620 gigabitów na sekundę. Po awarii czynny pozostał tylko jeden kabel, starszy Sea-Me-We 3, o przepustowości 70 gigabitów na sekundę.
To był początek czarnej serii.
1 lutego zerwany został trzeci kabel, zwany Falcon, w Zatoce Perskiej, ok. 55 km od Dubaju. Także w zatoce panowała wtedy burzliwa pogoda i statki musiały pozostawać w portach. Falcon również należy do firmy Flag Telecom. Rzecznik tego przedsiębiorstwa, Vineet Kumar, zapewnił, że do tej pory nie doszło do przerwania dwóch firmowych połączeń w tym samym czasie i regionie. Wypada podkreślić, że uszkodzić kabel jest nie tak łatwo. Zazwyczaj podwodny „wąż” internetowy ma średnicę 7 cm. Włókna szklane chronione są przez dwie warstwy wzmocnionych drutów stalowych, warstwę miedzi, krzemu i tworzywa sztucznego.
Wreszcie 3 lutego, znowu w Zatoce Perskiej, awarii doznał czwarty kabel, łączący Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar. To połączenie należy do katarskiej firmy telekomunikacyjnej Q-Tel. Według pierwszych doniesień, ten kabel nie został przecięty, lecz przestał działać w wyniku kłopotów z dostawą energii. Do katastrofy wprawdzie nie doszło, ale następstwa uszkodzenia podwodnych połączeń okazały się poważne. Przez kable odbywa się przecież nie tylko łączność internetowa, ale także telefonii cyfrowej. Skutki awarii odczuło 60 mln użytkowników internetu w Indiach, 12 mln w Pakistanie,
6 mln w Egipcie oraz 4,7 mln w Arabii Saudyjskiej. W Kuwejcie media określiły sytuację jako krytyczną. Rzecznik Q-Tel, Abdel al Mutawa, poinformował, że telefonia katarska utraciła 40% wydajności. W Dubaju jeden z dwóch głównych dostawców usług internetowych został zablokowany. Uniwersytety, centra handlowe i sztuczna wyspa The Palm Dżumeira utraciły dostęp do globalnej sieci lub też transmisja danych odbywała się

w żółwim tempie.

Dziesiątki tysięcy Pakistańczyków, Filipińczyków i innych cudzoziemskich pracowników w krajach Zatoki Perskiej nie mogło telefonować ani dokonywać przekazów pieniężnych dla swych bliskich.
W Egipcie właściciele kawiarni internetowych (w których została już tylko kawa, gdyż internet nie funkcjonował) stanęli w obliczu bankructwa. Ok. 70% internetowego potencjału w kraju zostało zablokowane. Ministerstwo Komunikacji w Kairze wezwało użytkowników sieci, aby nie ściągali filmów i plików MP3, w celu zachowania nadwątlonej przepustowości. Banki egipskie z pewnością poniosły dotkliwe straty, gdyż przez kilka dni nie mogły prowadzić operacji na światowych giełdach. Na kairskim lotnisku kupno biletów stało się niemożliwe. Obawiano się, że awaria kabli będzie miała dotkliwe skutki dla gospodarki indyjskiej. W Indiach działa ponad połowa światowych ośrodków (callcenters) świadczących globalne usługi teleinformatyczne, zwłaszcza dla amerykańskich i europejskich odbiorców. 1250 przedsiębiorstw z tej branży zatrudnia 700 tys. pracowników i osiąga roczne obroty w wysokości 7,5 mld euro.
Ale firmy indyjskie przeważnie miały przygotowane systemy rezerwowej łączności (przez łącza satelitarne) albo nie korzystały z uszkodzonych kabli. Niemniej jednak według niektórych ekspertów, co piąte indyjskie przedsiębiorstwo tej branży miało poważne kłopoty z transmisją danych. Przypomnieć wypada, że rezerwowe systemy łączności satelitarnej powodują większe koszty. Wiele telekonferencji z udziałem firm indyjskich odbywało się bardzo powoli.
Dramatyczna sytuacja zapanowała w Bangladeszu, gdzie, zgodnie ze świadectwem tamtejszego Ministerstwa Komunikacji, łączność telefoniczna z Europą i USA została zerwana, natomiast komunikacja internetowa w samym kraju odbywała się z ograniczoną przepustowością. 6 lutego rozpoczęły się prace przy uszkodzonym kablu w Zatoce Perskiej. Statki remontowe wyruszyły też na miejsce awarii pod Aleksandrią.
Niemal jednoczesne awarie czterech podmorskich połączeń wywołały najdziwniejsze spekulacje i sprawiły wielką uciechę szalejącym w blogosferze amatorom teorii spiskowych. Początkowo przypuszczano, że do zerwania kabli pod Aleksandrią doprowadził statek, któremu podczas sztormu spadła kotwica i wlókł ją za sobą po dnie morskim. Teorię tę jednak odrzuciło egipskie Ministerstwo Transportu. W wydanym oświadczeniu urzędnicy ministerstwa stwierdzili, że obszar, w którym doszło do uszkodzenia podmorskich połączeń, w ogóle jest zamknięty dla statków, ponadto analiza filmów z kamer nadzorujących ten akwen wykazała, że w czasie 12 godzin przed awarią i 12 godzin po awarii nie było w tym regionie żadnej jednostki morskiej. To oświadczenie wywołało prawdziwą burzę. Do najbardziej niewinnych wyjaśnień wysuwanych przez internautów należały tajemnicze ruchy skorupy ziemskiej lub „nowa forma podwodnego życia, ogromne zwierzę, pełzające po dnie morskim”.
Od razu jednak zwrócono uwagę, że poszkodowane zostały przede wszystkim

kraje arabskie oraz Iran,

natomiast awaria nie miała negatywnych skutków dla Izraela oraz okupowanego przez Amerykanów Iraku. Pojawiły się głosy, że tajne służby Stanów Zjednoczonych podjęły operację w ramach „wojny informatycznej”, mającą na celu założenie na kable urządzeń przechwytujących dane transmitowane z państw arabskich. W akcji tej rzekomo brał udział amerykański atomowy okręt podwodny „Jimmy Carter”. Ian Brockwell, felietonista z dwutygodnika „American Prospect”, napisał: „Jeśli to nie był wypadek, należy postawić pytanie, kto to zrobił i dlaczego. Jasne jest, że Iran, który został najbardziej poszkodowany, nie zyskałby nic na takiej akcji, a może był jej celem… Może to było preludium do ataku na ten kraj albo próba generalna przed takim atakiem”. Innymi słowy, Brockwell uważa, że uszkodzenie kabli może być związane z wrogimi zamiarami Stanów Zjednoczonych, pragnących, w razie konieczności siłą, powstrzymać program nuklearny państwa mułłów. Zgodnie z pierwszymi doniesieniami, republika islamska została całkowicie odcięta od globalnej sieci. Potem jednak okazało się, że w wyniku awarii Iran utracił najwyżej jedną piątą potencjału internetowego. Izraelski dziennik „Jerusalem Post” wyszydził zwolenników powyższej teorii jako pozbawionych szarych komórek antysemitów. Dziennik przypomniał, że Izrael rzeczywiście ma własny podmorski kabel internetowy MedNautilus, należący do hiszpańskiej firmy Telefonica, ale tylko dlatego, że Egipt nie zgodził się, aby państwo żydowskie korzystało z jego łączy.
Ostatnia seria uszkodzeń kabli nastąpiła na skutek zbiegu okoliczności (i prawdopodobnie sztormów morskich), ale uwidoczniła światu, jak wrażliwa jest globalna sieć. „To otworzyło oczy wszystkim w branży telekomunikacyjnej na całym świecie. Podmorskie kable należą do prywatnych przedsiębiorstw i rządy ich nie chronią. Dziś to może była kotwica, jutro może dojść do sabotażu”, ostrzega pułkownik R.S. Parihar, sekretarz Stowarzyszenia Dostawców Usług Internetowych w Indiach.
6 lutego zapobiegliwe przedsiębiorstwo Flag Telecom zaczęło pracę nad położeniem, nowego, mocniejszego kabla optycznego na Morzu Śródziemnym.

Wydanie: 8/2008

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy