Tarcza antyrakietowa za F-16?

Tarcza antyrakietowa za F-16?

Nie targowaliśmy się, wysyłając żołnierzy do Iraku, to czas to zrobić teraz

Pora na zapłatę za wspieranie Ameryki. W resortach obrony i spraw zagranicznych w Warszawie coraz częściej przebąkuje się na korytarzach, że po tym, jak politycy nie wykorzystali wiosną tego roku okazji, by wymusić na Waszyngtonie pokaźną pomoc ekonomiczną dla Polski w zamian za nasz udział w misji stabilizacyjnej w Iraku, teraz powraca moment, kiedy do zysku politycznego z pozycji pierwszego sojusznika USA na kontynencie europejskim możemy jeszcze dołożyć zysk gospodarczy. A co najmniej zaoszczędzić na wydatkach, których wcale nie musimy ponosić.
Czas jest di tego dobry przede wszystkim dlatego, że Amerykanie coraz pilniej chcieliby od Polaków odpowiedzi, czy zgodzimy się umieścić ich tarczę antyrakietową (patrz: ramka), a właściwie jej fragment na naszym terytorium. Negocjatorzy z Waszyngtonu, a także dyplomaci z ambasady USA w Warszawie podkreślają, że sprawa jest ważna i najwyższy czas na podjęcie konkretnych rozmów na ten temat. Niekiedy można wręcz powiedzieć, że Polska znalazła się

pod silną presją,

by ostatecznie przesądzić kwestię udziału w programie antyrakietowym George’a Busha.
Dla polskiego rządu perspektywa ogłoszenia zamiaru budowy tarczy antyrakietowej w Polsce wydaje się dzisiaj na pozór niezbyt wygodna. Narastające kłopoty polskich żołnierzy w Iraku, łącznie ze śmiercią (przypadkową, ale tak czy inaczej tragiczną) polskiego oficera pod iracką Karbalą, rosnąca liczba Polaków przeciwnych naszemu udziałowi w misji stabilizacyjnej na Bliskim Wschodzie, a wreszcie złe nastroje społeczne w kraju wywołują obawę, że ogłoszenie zacieśnienia współpracy z Ameryką może spowodować duży opór opinii publicznej.
Tymczasem trudno o dogodniejszy czas dla twardych negocjacji na taki temat. Administracja George’a Busha także znajduje się w sytuacji po trosze przymusowej. Ponieważ rośnie liczba przeciwników operacji obalenia Saddama Husajna, a codzienne informacje o kolejnych stratach w korpusie amerykańskich żołnierzy w Iraku są

wodą na młyn

demokratycznych kontrkandydatów Busha w prezydenckim wyścigu jesienią 2004 r., Biały Dom musi powrócić do haseł, które przyniosły Bushowi poparcie społeczne w poprzednich wyborach. Jednym z nich jest budowa tarczy antyrakietowej – Amerykanie od wielu lat boją się jakiegokolwiek ataku na swoje terytorium, a obawy te dodatkowo wzrosły po zamachach terrorystycznych z 11 września 2001 r.
Z polskiego punktu widzenia rozmowy na temat tarczy to świetny czas, by odzyskać potencjalnie utracone korzyści m.in. z naszego zdecydowanego zaangażowania się po stronie USA w Iraku. Wiele państw, które w tym kontekście sprawiły Ameryce kłopoty, wytargowało jednak za ustępstwa spore pieniądze, np. Turcja (która zablokowała wykorzystanie swego terytorium przed atakiem na Irak) otrzyma kilkadziesiąt miliardów dolarów pomocy gospodarczej. Polacy poparli Amerykę… za darmo. Może to honorowo, ale po prostu głupio.
Kwestia tarczy otwiera pole do renegocjacji naszych militarno-politycznych układów z Ameryką. Tym bardziej że USA nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Szumnie zapowiadany offset za zakup samolotów F-16 w praktyce okazał się politycznym i gospodarczym humbugiem (także dlatego, że polski rząd tego nie przypilnował!). Jeśli nic się nie zmieni, polska gospodarka prawie nic na tym nie zyska, a zapłacimy formalnie 6 mld dol., a faktycznie wraz z obsługą kredytów może nawet 9-10 mld dol. za przecież nie najnowsze samoloty.
Dlatego – sugeruje wielu analityków – trzeba zaakceptować instalację tarczy w Polsce, ale w zamian za przekazanie nam myśliwców F-16 za darmo! Nie ma praktycznie offsetu, to nie ma i zapłaty za samoloty – w zamian jest użyczenie polskiego terytorium za tarczę.
Kto oburzy się na kupczenie Polską, niech weźmie pod uwagę, że możemy mieć z tarczy spore korzyści. Strategiczne – bo tarcza zwiększy bezpieczeństwo (pośrednio) także Polski. Gospodarcze – bo możemy mieć F-16 za darmo, a jeśli narzucimy Amerykanom, że będą sami finansować funkcjonowanie instalacji, napłynie do kraju sporo dolarów i pracy dla ludzi z okolic zainstalowania tarczy. I polityczne – bo zyskamy silniejszą pozycję w Europie, jeśli pokażemy, że potrafimy się targować z Ameryką.


Przeciw „krajom zbójeckim”
W ramach budowy globalnego systemu antyrakietowego, mającego zabezpieczyć USA przed m.in. nuklearnym atakiem na Amerykę, Waszyngton planuje zawarcie dwustronnych umów z kilkoma członkami NATO. Obok Polski miałyby to być także Wielka Brytania, Włochy oraz Bułgaria i Rumunia, które właśnie kończą proces wstępowania do sojuszu.
Pentagon chciałby rozmieścić w tych krajach systemy wczesnego ostrzegania, stacje nasłuchowe i radary. Ich zadaniem będzie natychmiastowe wykrycie przygotowań do wystrzelenia rakiet strategicznych przez którykolwiek z tzw. krajów zbójeckich: Iran, Syrię lub Koreę Północną, ale także ochrona USA przed każdym innym atakiem na wielką skalę z powietrza. Po wykryciu startu rakiety informacja będzie przekazywana do wyrzutni antyrakiet – na razie rozmieszczonych w USA, a w przyszłości mających się znajdować także w Europie, Azji oraz na amerykańskich okrętach. Antyrakiety mają zestrzelić rakietę wroga, zanim doleci ona do celu.
Według nieoficjalnych informacji amerykańskich, Polska podobno już w 2002 r. zgłosiła gotowość wzięcia udziału w budowie systemu antyrakietowego. Według wstępnych projektów, na terytorium Polski miałyby się znaleźć radar oraz stacja łączności. Amerykanie chcą w całości pokryć koszty budowy tych obiektów, co oznacza m.in. budowę dróg dojazdowych, budowę lub rozbudowę lokalnych lotnisk, stałe umowy na dostawę żywności dla żołnierzy pracujących w bazie oraz pewne zatrudnienie dla – niewielkiej zapewne – liczby mieszkańców rejonu, gdzie tarcza byłaby zainstalowana.

 

Wydanie: 46/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy