Bogactwo nie na pokaz

Bogactwo nie na pokaz

W Szwajcarii, kraju o najwyższym standardzie życia w Europie, nie ma mowy o epatowaniu zamożnością

Korespondencja z Zurychu

Podczas gdy europejskie media ekscytowały się możliwością wprowadzenia w Szwajcarii dochodu podstawowego dla wszystkich obywateli, racjonalni mieszkańcy odrzucili projekt zdecydowaną większością głosów. Tu nikt nie liczy na państwowe zasiłki, pieniądze się zarabia lub dziedziczy. Dolce vita w kraju płynącym czekoladą to solidna praca i oszczędzanie. Ale też gromadzone i dziedziczone od pokoleń zasoby.

Małe piwo i małe lody

Paweł i Joanna o powrocie do Polski już nie myślą. On programista, ona księgowa, do Szwajcarii przyjechali sześć lat temu. Zarabiają sporo powyżej średniej krajowej (ok. 6,2 tys. franków – 24,8 tys. zł), wynajmują 120-metrowe mieszkanie na obrzeżach Zurychu, utrzymują dwa samochody – rodzinny SUV dla niego i mini cooper dla niej. Owszem, za mieszkanie płacą 2,6 tys. franków, czyli ponad 10 tys. zł, ale tutaj to standard. – Przez pierwsze lata dwa razy w roku wyjeżdżaliśmy na egzotyczne wakacje. Znajomi śmiali się, że musimy podróżować, bo nie mamy co robić z pieniędzmi. Od czasu narodzin córki jesteśmy bardziej stacjonarni – opowiada Paweł. Jedyne, czego mu brakuje, to własny domek z ogrodem. Mieli taki pod rodzinnym Wrocławiem; tutaj nawet przy dobrych pensjach to nieosiągalny luksus. – No, może gdybym zarabiał tak jak koledzy po fachu z zuryskiego Google’a, 195 tys. franków rocznie za pracę podobną do mojej – rozmarza się Paweł. – Ale tam o jedno stanowisko ubiega się 4 tys. kandydatów – dodaje. Jest więc zadowolony z tego, co ma. I szanuje pracę – przez ostatnie pięć lat w biurze nie było go tylko dwa dni. – W nagłych wypadkach czy przy mocnym przeziębieniu mogę pracować w domu – tłumaczy. Stara się wracać z pracy, zanim córka pójdzie spać.

Mimo wysokich kosztów życia (za chleb płaci się równowartość 20 zł, za małe piwo w barze – 22 zł) mieszkańcy Szwajcarii nie mogą narzekać. Zdecydowaną większość stać na dostatnie życie, choć obowiązuje tu umiar. W barze zamawia się małe piwo, a podczas niedzielnego spaceru kupuje jedną porcję równie pysznych, co drogich lodów Mövenpick. W kraju o najwyższym, według międzynarodowej firmy Glassdoor, standardzie życia w Europie bogactwa na pokaz jest niewiele. Oczywiście zamożność widać po zadbanych, czystych miastach i po witrynach sklepowych, jednak nie ma mowy o epatowaniu nią. Wciąż dominuje raczej postawa Hansa Bära, współtwórcy największego prywatnego szwajcarskiego banku Julius Bär, który kupując drugą limuzynę, wybrał identyczny model, by sąsiedzi myśleli, że ma tylko jeden luksusowy samochód. Wielu członków szwajcarskiego rządu dojeżdża do pracy pociągiem lub tramwajem.

Prywatne domki w Zurychu często mają skromne, drewniane płotki, niewymieniane od lat okna. I nie sądźmy, że mieszkają tu biedni emeryci. Owszem, często emeryci, ale ci w Szwajcarii są lepiej sytuowani niż pracujący. W kantonie Zurych co piąta para powyżej 65. roku życia ma majątek przekraczający milion franków. Szwajcarska skromność i brak ostentacji to echa protestantyzmu, ale też wynik poczucia, że nie musi się niczego udowadniać. Jeżeli ktoś jest dyrektorem banku czy menedżerem w firmie ubezpieczeniowej, sąsiedzi wiedzą, że stać go na najlepszy samochód, nawet jeśli każdego ranka jedzie do pracy rowerem. – Stare fortuny unikają eksponowania bogactwa. Młode chętnie prezentują się jako dobroczyńcy, mecenasi kultury, nabywcy drogich obrazów i dzieł sztuki – podsumowuje prof. Ueli Mäder, socjolog z Uniwersytetu Bazylejskiego.

Podatki Federera

„Niebo gwiaździste nade mną, a wszystkie banki przede mną”, zachwycał się, wdychając zuryskie powietrze, Edward Sztyc z komedii Machulskiego „Vabank II”. Rzeczywiście Zurych to bankowe zagłębie kraju. Wraz z pobliskimi kantonami Zug i Schwyz, znanymi z niskich podatków, tutejszy sektor bankowy generuje niemal połowę obrotu całej szwajcarskiej bankowości. Ogółem w bankach Szwajcarii na odsetki pracuje aż jedna trzecia pieniędzy przechowywanych poza krajem pochodzenia. Czy inaczej – jedna czwarta światowego prywatnego kapitału. We wspomnianych trzech kantonach mieszka też najwięcej bogaczy. – W Zurychu wille milionerów znajdują się przede wszystkim na tzw. Złotym Brzegu jeziora i położonym również po słonecznej stronie wzgórzu Zürichberg. Wiele bogatych osób mieszka też, ze względów podatkowych, w pobliskim Zugu i w Schwyz – tłumaczy prof. Mäder. W tym ostatnim kantonie rezydencję z tarasami widokowymi zajmowała do niedawna szwajcarska gwiazda światowego tenisa, Roger Federer. Niskie podatki i bliskość Zurychu przyciągnęły sporo wypchanych portfeli. Schwyz to kanton z największym w Szwajcarii zagęszczeniem milionerów. Kilka miesięcy temu Federer zaskoczył wszystkich przeprowadzką do kolejnego domu marzeń w alpejskiej Gryzonii. By, jak donosiły gazety, zamieszkać z dala od naszpikowanego willami bogaczy brzegu Jeziora Zuryskiego, między stadami krów. Zadziwione tym krokiem media skrupulatnie wyliczały, ile Federer straci ze swojej fortuny ze względu na wyższe podatki.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 31/2016

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Michał
    Michał 6 sierpnia, 2016, 07:13

    Wszystko dość prawdziwie opisane, tylko z tym “etosem protestanckim” nie przesadzałbym. Cztery centralne kantony założycielskie Szwajcarii (UR, SZ, OW, NW) są katolickie. Katolików jest w społeczeństwie (wg danych do podatku kościelnego) ok 40%, protestantów mniej niż 30% i praktycznie wszyscy niepraktykujący. W kantonie Zurich od dobrych kilku lat jest więcej katolików niż protestantów.

    Aha, i dobry chleb kosztuje 16zl, nie 20 🙂 Pozdrowienia ze Szwajcarii centralnej.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 10 sierpnia, 2016, 07:38

    Alex
    Typowe polskie “gdyby”. Niemcy przegrały wojnę i były potwornie zrujnowane. A 30 lat później zaczęły już wyglądać jak zwycięzcy.

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Eugenika
    Eugenika 11 sierpnia, 2016, 03:57

    “Utrzymują dwa samochody – rodzinny SUV dla niego i mini cooper dla niej. ”
    Facet ma małego pana, to i pani musi udawać malutką.

    Odpowiedz na ten komentarz
  4. Anonim
    Anonim 21 sierpnia, 2016, 14:22

    Stosunki feudalne panujące na wschód od Odry wypaczyły nasz naród. Tego, co działo się w Polsce i dalej na wschód, nie było na Zachodzie. Chłop właściwie miał taki sam status jak czarnoskóry niewolnik w USA. Szwajcarzy wcześnie postawili na społeczeństwo obywatelskie. A to wiąże się z inną niż postfeudalna mentalnością. Lud od wieków był ciemiężony, odmawiano mu nawet człowieczeństwa. Tak na dobrą sprawę chłopi zostali włączeni, z wielkim ociąganiem, do Polski w XIX wieku. I to jest przyczyna a nie zabory.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy