Kuba wraca do Ameryki

Kuba wraca do Ameryki

Po przeszło 50 latach USA ponownie otworzą ambasadę w Hawanie

Somos todos Americanos (Wszyscy jesteśmy Amerykanami) – tymi słowami Barack Obama podsumował swoje wystąpienie w środę, 17 grudnia, ogłaszając porozumienie z rządem Kuby w kwestii wymiany więźniów politycznych. Po 18 miesiącach utajnionych rozmów, prowadzonych w większości w dużo mniej antagonistycznej wobec kubańskiego reżimu Kanadzie oraz w Watykanie, Stany Zjednoczone wynegocjowały uwolnienie Alana P. Grossa, podwykonawcy USAID (amerykańskiej agencji pomocy międzynarodowej), przetrzymywanego od pięciu lat w kubańskim więzieniu pod zarzutem dywersji. W zamian Waszyngton zwolnił dwóch obywateli Kuby aresztowanych za działalność wywiadowczą w 1998 r. Jednak oprócz kolejnej wymiany więźniów – co nawet przy napiętych relacjach między tymi krajami zdarzało się w miarę regularnie – negocjacje przyniosły dużo bardziej nieoczekiwany skutek. Po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Raulem Castro, która była najdłuższym bezpośrednim kontaktem między przywódcami USA i Kuby od 1967 r., Barack Obama ogłosił przywrócenie zawieszonych przez ostatnie 50 lat stosunków dyplomatycznych z Kubą, wznowienie działalności amerykańskiej ambasady w Hawanie oraz złagodzenie restrykcji ekonomicznych i wizowych wobec obywateli reżimu braci Castro. I choć embargo handlowe pozostaje nienaruszone, a wokół decyzji politycznych związanych z amerykańsko-kubańskim zbliżeniem (np. nominacji ambasadora w Hawanie) już pojawiają się kontrowersje, deklaracja Obamy ma szansę przejść do historii jako początek końca izolacji Kuby na półkuli zachodniej.

Bliżej z Florydy do Hawany

Porozumienie, w którym mediatorem w ostatniej fazie był papież Franciszek, obejmuje oprócz wymiany więźniów na niespotykaną dotychczas skalę (Kuba zgodziła się nie tylko uwolnić Grossa, ale również wypuścić z więzień 53 dysydentów, których USA uznają za politycznych więźniów sumienia) wprowadzenie znaczących zmian w ograniczeniach swobody przemieszczania się między Kubą a Stanami. Waszyngton zobowiązał się złagodzić politykę wizową wobec Kubańczyków, których rodziny na co dzień mieszkają w USA. Ponadto łatwiej o wizę ma być teraz podróżującym w celach zawodowych, realizującym projekty edukacyjne bądź członkom misji religijnych. Dodatkowo zbliżyć Kubańczyków z Florydy z ich ojczyzną mają nowe, znacznie prostsze regulacje związane z przesyłaniem pieniędzy na wyspę. Ta zmiana jest szczególnie ważna z punktu widzenia kubańskiej gospodarki, cierpiącej na chroniczny deficyt dewiz. Zgodnie bowiem z szacunkami Panamerykańskiego Banku Rozwoju (IADB), Kubańczycy przekazują rodzinom ponad 2,5 mld dol. rocznie. Obama zapowiedział też rozwinięcie współpracy finansowej, m.in. poprzez umożliwienie kubańskim operatorom obsługi amerykańskich kart kredytowych oraz pozwolenie turystom na wwożenie do USA dóbr nabytych na Kubie o łącznej wartości do 400 dol. W zamian za amerykańskie ulgi Kuba ma kontynuować kurs łagodzenia represji politycznych i znieść ograniczenia w dostępie do szerokopasmowego internetu. Wszystkie te projekty pozostają na razie w sferze zapowiedzi, niemniej jednak pierwszy raz od dekad Waszyngton wydaje się naprawdę zdeterminowany, by skrócić dystans dzielący go od geograficznie bliskiego, lecz politycznie odległego reżimu braci Castro.

Zbliżenie z Kubą było zresztą wymieniane jako jeden ze sztandarowych projektów polityki zagranicznej Obamy od początku jego pobytu w Białym Domu. Już wtedy poczynił pierwsze kroki na drodze do znormalizowania stosunków dyplomatycznych – sekretarz stanu Hillary Clinton mówiła wówczas głośno o potrzebie zniesienia embarga handlowego, którym objęte są produkty z Kuby. Pierwsza kadencja nie przyniosła jednak znaczącej poprawy, bo problemy na Bliskim Wschodzie i w Afganistanie oraz powolne podnoszenie się gospodarki po kryzysie zepchnęły Kubę na koniec listy priorytetów Obamy, który nawet w szeregach własnej partii nie potrafił zyskać poparcia dla wznowienia stosunków z Hawaną. Tym razem w sukurs przyszła mu opinia publiczna oraz… koniec jego prezydentury. Uwolniony od presji walki o reelekcję może sobie pozwolić na śmielsze kroki w polityce zagranicznej. W dodatku zbliżenie z Kubą wspierają sami Amerykanie – w październikowym sondażu „New York Timesa” ponad 60% respondentów zadeklarowało poparcie dla tego typu działań wobec Kuby. Obama stara się też przygotować stabilny grunt pod kampanię wyborczą Hillary Clinton, w której Demokraci widzą teraz jedyną nadzieję na utrzymanie Białego Domu.

Strony: 1 2

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy