Kuba wraca do Ameryki

Kuba wraca do Ameryki

Tajna misja

Nie bez przyczyny zatem zatwierdzenie tajnej misji negocjacyjnej miało być jedną z pierwszych decyzji Obamy po zwycięstwie wyborczym w 2012 r. Do jej wykonania zostało wydelegowanych dwóch negocjatorów: Amerykanin kolumbijskiego pochodzenia Ricardo Zúñiga oraz Benjamin Rhodes, obaj reprezentujący Narodową Radę Bezpieczeństwa. Na uwagę zasługuje zwłaszcza udział w negocjacjach tego drugiego, znanego w waszyngtońskich kręgach jako ekspert od oddolnych rewolucji. Rhodes, absolwent New York University, przez „Washington Post” nazywany naczelnym realistą Białego Domu, ma bogate doświadczenie w kształtowaniu amerykańskiej polityki zagranicznej. Do polityki przeszedł z prestiżowego magazynu „Foreign Policy”, trafiając bezpośrednio do zespołu przygotowującego przemówienia amerykańskiego prezydenta. To on był twórcą słynnego przemówienia Obamy „Nowy początek”, które prezydent wygłosił w 2009 r. w Kairze i które stało się symbolem zmiany amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie. Wreszcie to Rhodes był architektem wycofania amerykańskiego poparcia dla egipskiego przywódcy Hosniego Mubaraka, co w opinii wielu ekspertów znacząco przyspieszyło wybuch arabskiej wiosny w 2011 r. Czy i tym razem jego zaangażowanie w negocjacje było częścią szerszej strategii, która w rezultacie doprowadzi do oddolnej zmiany systemu na Kubie?

Topniejące petrodolary z Caracas

Nawet jeśli taki właśnie jest ostateczny cel nowego otwarcia w stosunkach z Kubą, nie będzie on łatwy do zrealizowania. Pierwsze przeszkody Obama napotkał już na własnym podwórku – jego wystąpienie niemal od razu wzbudziło falę krytyki na całej szerokości amerykańskiej sceny politycznej. Pierwszy zaprotestował republikański kongresmen Marco Rubio, Amerykanin kubańskiego pochodzenia i znany przeciwnik rządu Raula Castro. Jego zdaniem, nowa polityka Obamy zapewni komunistycznemu reżimowi wszystkie niezbędne narzędzia utrzymywania totalitarnego ustroju, który kontroluje każdy aspekt życia Kubańczyków. Sekundował mu były gubernator Florydy i jeden z faworytów w wyścigu po republikańską nominację prezydencką, Jeb Bush. Brat byłego prezydenta nazwał deklaracje Obamy sabotażem w walce o prawdziwą wolność i demokrację na Kubie. Warto dodać, że George W. Bush miał skrajnie odmienne podejście do kwestii kubańskiej niż Obama – to za czasów pierwszej administracji Busha juniora Kuba została wpisana na listę krajów wspierających terroryzm, a głównym doradcą prezydenta został Otto Reich, postać znana jeszcze z zimnowojennych czasów Ronalda Reagana. Głosy sprzeciwu podnoszą się również wśród Demokratów – Robert Menendez, były przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych, w wywiadzie dla „New York Timesa” stwierdził, że Obama wykazuje się ogromną naiwnością, wierząc, że Castro rozluźni pięści na widok wyciągniętej dłoni Waszyngtonu.

Jak widać, o poparcie w Kongresie będzie niezwykle trudno. A jest ono niezbędne, bo bez niego przepadną akty prawne będące podstawą amerykańsko-kubańskiej odwilży. Zgoda obu izb jest potrzebna m.in. do zniesienia embarga, ale również do powołania amerykańskiego ambasadora w Hawanie. Administracja prezydencka zdaje się jednak nie oglądać na krytykę. Obama poinstruował już sekretarza stanu Johna Kerry’ego, by rozpoczął proces usuwania Kuby z listy państw wspierających terroryzm. Jeszcze w styczniu z misją do Hawany ma wyruszyć prezydencki zespół ds. polityki migracyjnej, a swoją strategię przygotowuje też sekretarz handlu Penny Pritzker. Gotowa na zmiany wydaje się też druga strona. Jak zauważa Moisés Naím z Carnegie Endowment, z powodu spadających cen ropy naftowej Kuba może utracić swojego ostatniego sponsora – Wenezuelę. Wówczas Raul Castro nie będzie miał wyboru – petrodolary z Caracas będą musiały zostać zastąpione czekami od emigrantów i pieniędzmi zostawionymi w kasie przez turystów, w przeciwnym razie kraj czeka bankructwo.

Droga do pełnej normalizacji stosunków między Stanami a Kubą jest z pewnością jeszcze daleka, sama wyspa również poczeka co najmniej kilka lat na jakiekolwiek zmiany ustroju. Tym razem wydaje się jednak, że obie strony mają interes w kontynuowaniu i zacieśnianiu współpracy. 90 mil morskich dzielących Kubę od wybrzeży Florydy nigdy nie zdawało się tak łatwe do przebycia.

Foto: Sarah Caron/Polaris

Strony: 1 2

Wydanie: 1-2/2015

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy