Kwarantanna – as chilijskiego rządu

Kwarantanna – as chilijskiego rządu

Prawie 390 tys. potwierdzonych zakażeń, ponad 10 tys. zmarłych. Chile przoduje w światowych zestawieniach pod względem liczby zakażonych na milion mieszkańców, a nowe przypadki wciąż oscylują wokół 2 tys. dziennie. Mimo to od trzech tygodni rząd mówi o stopniowym odmrażaniu kraju. Program „Krok po kroku” ma pięć faz, a drugą jest zniesienie kwarantanny od poniedziałku do piątku w dzielnicach i miastach, które z pandemią radzą sobie najlepiej. Kryteria przejścia do drugiej fazy nie są jasne.
Santiago Centro to dzielnica, która w skali światowej plasuje się w czołówce miejsc najdłużej trwającej kwarantanny. Właśnie tutaj znajduje się Plaza de Armas, większość zabytków i znaczna część dużych firm oraz instytucji. To również newralgiczna część miasta, jeśli chodzi o wszelkie protesty i manifestacje, w tym zamieszki, które wybuchły w Chile 18 października ub.r. Chilijczycy wyszli na ulice w proteście przeciw podwyżkom cen biletów metra. Kilka peso więcej za przejazd było bowiem kroplą, która przelała czarę goryczy. „To 30 lat, nie 30 peso”, mówili Chilijczycy. Chodziło więc o reorganizację systemu emerytalnego, służby zdrowia oraz szkolnictwa, o zmniejszenie różnic klasowych i skończenie z priorytetowym traktowaniem interesów polityków i elit. Rządzący nie mieli wyjścia – na kwiecień zaplanowano referendum konstytucyjne. Mimo to starcia z wojskiem i policją, podpalenia i protesty trwały, dopóki w kraju nie pojawił się koronawirus.
W ramach zwalczania pandemii jako pierwsza wprowadzona została godzina policyjna. W całym kraju obowiązuje ona do dzisiaj. Kilka dni później kwarantanną objęto niektóre miasta i część dzielnic stolicy. 26 marca zamknięto Santiago Centro.
Pod względem liczby zakażeń i śmiertelności maj i czerwiec były krytyczne dla regionu stołecznego. W lipcu liczba zachorowań zaczęła powoli spadać. Trzy tygodnie temu kwarantannę zniesiono w zachodnich dzielnicach Santiago, czyli w najbogatszej części miasta. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało stopniowe włączanie kolejnych stołecznych dzielnic do drugiego etapu odmrażania kraju. Kryterium ma być liczba osób zakażonych na 100 tys. mieszkańców. Niedawno do dzielnic wyłączonych z kwarantanny doszła Providencia, której granica z Santiago Centro przebiega przez plac Baquedano, główne miejsce ostatnich zamieszek, nieoficjalnie przemianowane na plac Godności.
Przejście dzielnicy Providencia do drugiej fazy odmrażania wywołało publiczną dyskusję. Według ostatnich danych Ministerstwa Zdrowia szacunki w przypadku Santiago Centro wynoszą 47,3 zakażonych na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w sąsiedniej Providencii – 58,3. Dla wielu to potwierdzenie wcześniejszych teorii o kwarantannie politycznej. Już w kwietniu niezależne media mówiły o nieuzasadnionym z punktu widzenia liczby zakażonych utrzymywaniu zamknięcia tych części stolicy, w których w poprzednich miesiącach odbywały się najsilniejsze protesty.
Enrique Paris, minister zdrowia odpowiedzialny za tę decyzję, w rozmowie z burmistrzem Santiago Centro Felipe Alessandrim powiedział, że choć liczby są optymistyczne, na ulicach Santiago Centro znajduje się zbyt wiele osób, głównie nielegalnych sprzedawców oraz bezdomnych, stanowiących zagrożenie.
12 sierpnia Alessandri odwiedził pałac prezydencki, po czym ogłoszono przejście Santiago Centro od najbliższego poniedziałku do drugiej fazy.
Gdy pojawił się koronawirus, niezadowolenie chilijskiego społeczeństwa przeniosło się do mediów społecznościowych. Towarzyszą mu cacerolazos, protesty polegające na uderzaniu w garnki. Dźwięki te przy różnych decyzjach rządu rozbrzmiewają z okien i balkonów w całym kraju. Mieszkańcy biedniejszych dzielnic stolicy wyszli na ulice, bo pandemia odcięła ich od źródeł utrzymania.
Paczki żywnościowe to program, którym od maja szczyci się rząd, mówiąc o milionach rozdystrybuowanych pakietów. Istotnie je rozdaje, jednak paczki docierają do osób, które ich nie potrzebują. Pojawiły się bony, ale miliony ludzi pozostają poza ich zasięgiem. W końcu władza postanowiła wspomóc Chilijczyków ich własnymi oszczędnościami – każdy może wyciągnąć 10% ze swojego funduszu emerytalnego. Rządzący nie radzą sobie z sytuacją, a mieszkańcy Chile robią się coraz bardziej niecierpliwi. Referendum konstytucyjne przełożono na październik.
Według ośrodka badań publicznych Criteria 64% Chilijczyków uważa, że protesty po pandemii będą silniejsze niż te w październiku ub.r. Naród nie tylko uwierzył, że ma siłę sprawczą, ale i zobaczył bezradność rządzących wobec obecnego kryzysu i potrzeb obywateli. Prezydent i ministrowie reagują wolno, nie zapominając o własnym interesie. A muszą uważać. Były minister zdrowia Jaime Mañalich jeszcze w maju stwierdził, że nie zdawał sobie sprawy ze skali biedy w stolicy. Chwilę później został odwołany ze stanowiska. W internecie wrze niezadowolenie. Coraz częściej mówi się o protestach w wersji 2.0.
Pierwszego dnia po otwarciu Santiago Centro na placu Baquedano pojawili się policjanci. Stoją przy odrestaurowanym w pierwszych dniach kwarantanny pomniku gen. Baquedana i przy świeżo odmalowanej stacji metra – zamkniętej od 18 października. Na trawnikach wreszcie odrosła trawa, działa też nowa sygnalizacja świetlna. Poprzednią spalili protestujący w pierwszych dniach zamieszek.
Szacuje się, że wraz z październikowymi zamieszkami w ubiegłym sezonie Chile straciło w stosunku do roku poprzedniego 22,7% turystów. Kolejny sezon zbliża się wielkimi krokami, zwykle większe grupy przyjeżdżają już w październiku. Chilijskie granice pozostają zamknięte, choć rząd pomału przygotowuje się do ich otwarcia. I od razu pojawiają się teorie, że Chile nie odczuje przejścia pomiędzy pierwszą a drugą falą koronawirusa, bo wraz z otwarciem granic pojawią się turyści zagraniczni, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Stawka jest wysoka. W połowie grudnia na południu Chile będzie można zaobserwować zaćmienie słońca. Już pod koniec ubiegłego roku hotele znajdujące się w pasie, w którym będzie ono widoczne, nie dysponowały wolnymi miejscami. To duży i potrzebny zastrzyk finansowy dla turystyki. Z drugiej strony zagraniczni turyści i ryzyko drugiej fali koronawirusa zlewającej się z pierwszą to też nadzieja. Nadzieja dla rządzących na odłożenie protestów i referendum na kolejny rok.

Wydanie: 37/2020

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy