Łatanie unijnych programów

Łatanie unijnych programów

Czy rząd wie, jak wydać pieniądze z Brukseli, czy chowa głowę w piasek?

„Zależy nam na tym, żeby w tej kwestii nie było żadnych niedomówień. Otóż, proszę państwa, rząd Prawa i Sprawiedliwości ratuje 9 mld euro ze środków unijnych, które należałoby rozliczyć do 31 grudnia” – tak przywitała dziennikarzy na specjalnie zwołanej 29 grudnia 2015 r. konferencji ówczesna rzeczniczka prasowa rządu Elżbieta Witek. O szczegółach „planu ratunkowego” mieli mówić wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki oraz wiceminister Jerzy Kwieciński.

Najogólniej chodziło o to, że po objęciu władzy przez nowy gabinet okazało się, że są problemy z rozliczeniem środków pozyskanych z Brukseli w latach 2007-2013 (plus lata 2014-2015). Z komunikatu opublikowanego później przez Ministerstwo Rozwoju wynikało, że „na połowę listopada wydatki, które beneficjenci przedstawili we wnioskach o płatność, wyniosły 259,9 mld zł i wyczerpywały 92% alokacji”. Do udokumentowania pozostały wydatki w wysokości 31,2 mld zł. Odpowiedzialny za ten stan był rząd Platformy Obywatelskiej.

Wszyscy wiedzieli, nikt się nie przejmował

O tym, że tak się stanie – że będą kłopoty z rozliczeniem programów unijnych – pisaliśmy w PRZEGLĄDZIE od roku 2013, publikując serię artykułów o patologiach towarzyszących Programowi Operacyjnemu Innowacyjna Gospodarka. Wiedzieli o tym czołowi politycy Platformy, wiedziała wicepremier Elżbieta Bieńkowska, która zadaje dziś szyku w Brukseli. Wiedział minister Michał Boni, cieszący się mandatem eurodeputowanego. Wiedzieli rektorzy uczelni, profesorowie zaangażowani w „przerabianie” unijnych pieniędzy, a także dziennikarze sławiący sukcesy polskiej nauki i przemysłu.

Aż dziwne, że politycy PiS tak późno odkryli te fakty. Ale trzeba było ratować, co się da. Wiceminister Jerzy Kwieciński podkreślił w trakcie konferencji, że dzięki zaproponowanym przez resort działaniom możliwa jest realizacja takich projektów jak Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii (CEZAMAT), zakup taboru kolejowego produkowanego przez bydgoską Pesę, utworzenie i dokapitalizowanie Funduszu Pożyczkowego Wspierania Innowacji (w PARP) oraz Funduszu Gwarancyjnego (w BGK) czy projektu BRIdge Alfa – funduszu zalążkowego na projekty badawczo-rozwojowe w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Znamienne, że obecnych na konferencji przedstawicieli mediów kompletnie nie interesowały owe detale. Następnego dnia w gazetach pojawiły się zdawkowe notatki. Fakt, że nie umiemy wydawać otrzymanych za darmo pieniędzy, nie martwił nikogo. A szkoda, bo to, o czym mówili panowie Morawiecki i Kwieciński, to sprawy poważne. Pokazujące, czym naprawdę były i są programy operacyjne współfinansowane ze środków unijnych.

Tajna lista nierozliczonych projektów

Chcąc poznać szczegóły programu naprawczego, wysłałem do Biura Prasowego Ministerstwa Rozwoju kilka pytań i skontaktowałem się z urzędnikami resortu. Zdawkowa odpowiedź skłoniła mnie do wysłania 4 stycznia br. kolejnego zestawu – tym razem bardziej szczegółowych pytań.

Chciałem sprawdzić m.in., czy prawdą jest, że resort dysponuje listą 330 projektów obarczonych bardzo znacznym ryzykiem niepełnego wykorzystania środków unijnych. Wspomniano o tym w jednym z komunikatów Ministerstwa Rozwoju. Pragnący zachować anonimowość urzędnicy mówili, że w grę może wchodzić nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. W tym kontekście resort wspominał o 18 mld zł.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 7/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy