Jak leczyć ślepotę na rośliny

Jak leczyć ślepotę na rośliny

Warszawa 30.08.2018 r. mgr Krystyna Jedrzejewska-Szmek z Deren Wlasciwy - owoce - pracownia edukacji - Ogrod Botaniczny Uniwersytetu Warszawskiego. fot.Krzysztof Zuczkowski

Musimy się wyzwolić z niezauważania przyrody Krystyna Jędrzejewska-Szmek – dział edukacji w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego Przygotowując się do rozmowy, przeczytałem raporty z różnych badań na temat świadomości ekologicznej Polaków i… mówiąc językiem potocznym – zgłupiałem. – Jestem ciekawa, co pana najbardziej zaskoczyło. Z tych badań wyłania się przedziwne podejście Polaków do ekologii i przyrody. Większość nie obawia się o stan środowiska w miejscu zamieszkania, ale bardzo wielu niepokoi sytuacja ekologiczna kraju. Większość też uważa, że może się przyczynić do ochrony środowiska, ale zaledwie połowa deklaruje segregowanie śmieci. Zwracam uwagę na słowo deklaruje, mówienie nie oznacza, że rzeczywiście to się robi. – Ciekawe, w jakim stopniu ta liczba odzwierciedla rzeczywiste działania, ale tak czy inaczej połowa to wciąż bardzo mało. No właśnie, to, co ludzie potrafią zrobić ze śmieciami w lesie, jest wręcz niewyobrażalne! Mieszkam w otulinie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Przy leśnej drodze widzę połamane meble kuchenne, potłuczone miski sedesowe, resztki sprzętu gospodarstwa domowego. O butelkach, puszkach po piwie czy torbach foliowych nie wspomnę. Czym wytłumaczyć takie zachowania? – Nie zajmuję się tą tematyką, trudno mi więc odpowiedzieć na takie pytanie. Byłabym jednak ostrożna w myśleniu, że ludzie to robią, bo są po prostu bezmyślni lub obojętni. Myślę, że składa się na to wiele czynników. Praca w ogrodzie z różnymi grupami odbiorców pokazała mi, że zawsze warto sobie zadawać takie elementarne pytania i nie szukać na nie prostych odpowiedzi. I co niezwykle ważne, trzeba się zastanawiać, jak możemy wpłynąć na zmianę postaw, zachowań. A można je zmieniać? – Oczywiście! Przede wszystkim trzeba zmienić podejście do edukacji przyrodniczej i ekologicznej, w której brakuje spójności i ciągłości. Odnoszę wrażenie, że przyroda – czyli wszystko to, co żyje wokół nas – jest ważna, gdy człowiek jest mały, jest dzieckiem. Prosty przykład: w książeczkach dla dzieci mamy bardzo dużo wątków przyrodniczych, pokazuje się w nich latające motyle, kwitnące rośliny, wiewiórki na drzewach. Jednak na pewnym etapie rozwoju dziecka te elementy z książek znikają. Tak jakby przyroda w pewnym momencie dorastania przestawała nas dotyczyć, przestawała być ważną częścią naszego życia. Oddaliliśmy się od przyrody, od otaczających nas roślin. A to one są źródłem tlenu, którym oddychamy, źródłem naszego pożywienia, z nimi się bawimy, pijąc alkohol i paląc papierosy, jesteśmy też często ubrani w rośliny – no bo skąd niby się biorą włókna bawełny czy lnu… Wydaje się oczywiste, że trzeba zacząć od podstaw, od edukacji, jednak szkoła pod tym względem kiepsko się sprawdza. Zaledwie 15% młodych ludzi wskazuje ją jako źródło wiedzy ekologicznej. – Współczesny świat zmienia się niezwykle dynamicznie. Szkołom trudno za tym nadążyć. Nam, dorosłym, brakuje elementarnej wiedzy o wielu ważnych obszarach codzienności. Czy w czasach, kiedy chodziliśmy do szkoły, mówiło się o kryzysie zapyleń? Ogrody botaniczne mają tu duże pole do popisu, bo mogą działać jako platforma łącząca ludzi ze specjalistami z różnych dziedzin. Często obserwujemy dorosłych, którzy przychodzą na zajęcia edukacyjne z myślą o swoich dzieciach, ale w ich trakcie sami zaczynają dociekać, dopytywać. Okazuje się, że mają wiele pytań i wątpliwości. Podam przykład: w zeszłym roku na Warszawskim Festiwalu Kulinarnym „Rośliny, owady i miód” nasi pracownicy mówili o zapylaniu roślin uprawnych, o pszczołach i spadku ich liczebności. Dużym zainteresowaniem cieszyło się oglądanie owadów przez binokulary – najpierw rodzice zachęcali dzieci: „Chodź, zobaczysz, jak z bliska wygląda pszczoła”. A potem sami nie mogli oderwać oczu, wpadali w zachwyt: „Tak wygląda skrzydło motyla? Jaka włochata ta mucha, jakie ma oczy!”. Na dodatek mieli do naszych doktorantów mnóstwo pytań. Wywiązywały się bardzo ciekawe rozmowy o wpływie oprysków na owady, o miedzach, o roli szerszeni w ekosystemie. Problemem w naszym stosunku do przyrody jest to, że nie potrafimy obserwować otoczenia, łączyć pewnych faktów, nie postrzegamy świata jako całościowego ekosystemu. W efekcie nie ma refleksji, że działania, które podejmuję, wpływają na otoczenie. Pokutuje przekonanie, że postępowanie pojedynczej osoby, która nie segreguje śmieci, jest mało istotne, ale w wielkiej skali robi się wielki problem. – Jednak zanim zaczniemy mówić o ochronie przyrody, staramy się zwrócić

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2018, 37/2018

Kategorie: Wywiady