Czy lepiej żałować za grzechy, czy żałować, że się nie grzeszyło?

Czy lepiej żałować za grzechy, czy żałować, że się nie grzeszyło?

Prof. Jacek Hołówka,
filozof, etyk
Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej być człowiekiem, który bierze na siebie komplikacje życia, czy aniołem nieczującym nawet smaku życia. Na to nie ma prostej odpowiedzi, decydują nasz temperament i plan życia. Oczywiście, jedno i drugie stoi w ostrym konflikcie, który jakoś musimy rozwiązać. Trzeba pamiętać, że istnieją grzechy małe i wielkie, a to ogranicza kompetencje pogodnego grzesznika. Można być pogodnym grzesznikiem, ale nie wolno być bezczelnym łobuzem. Zresztą anioł też musi być ostrożny, bo jego plany życiowe powinny brać pod uwagę to, że jesteśmy otoczeni przez pogodnych grzeszników i łobuzów. Anioł musi umieć ich odróżniać.

Prof. Edward Ciupak,
socjolog religii
Pojęcie grzechu funkcjonuje w naszej świadomości na dwóch poziomach. W sensie teologicznym oznacza wykroczenie przeciwko zasadom doktryny, normom, w których złamanie zakazów jest grzechem, małym lub dużym, lekkim lub ciężkim. Drugi, świecki poziom grzechu interpretuje się inaczej, bo tutaj oznacza on wykroczenie przeciwko ustalonym normom regulującym współżycie między ludźmi. Słowo ma odniesienie bardziej hedonistyczne, wiąże się z przyjemnościami. Mówi się wtedy: dziś sobie nagrzeszyłem, tzn. dziś pozwoliłem sobie na kieliszek więcej albo na inną przyjemność. Pytanie odnosi się właśnie do tego drugiego poziomu rozumienia grzechu.

Dariusz „Maleo” Malejonek,
rockman, lider zespołu Houk
Pytanie ilustruje odwieczny problem syna marnotrawnego, znany z biblijnej przypowieści. Syn żyjący w grzechu, który nisko upadł i stracił wszystko, gdy wrócił do domu, został przyjęty i nakarmiony. Wywołało to zazdrość u drugiego syna, który nigdy ojca nie opuszczał i nie grzeszył. Syn porządny nie mógł się pogodzić z tym, że grzesznika przyjęto z otwartymi ramionami i nagrodzono zamiast ukarać. Historia ta obrazuje dziwną pedagogikę Pana Boga. Ktoś, kto nie zrozumiał, czym jest grzech, nie wie, jak wielkie przynosi cierpienie, nie powinien moralizować, bo sam nie miał odwagi, by podjąć trudne wyzwania. Jeśli nie doświadczył grzechu, nie zrozumie, czym jest nawrócenie. Grzech to śmierć duszy i wielkie cierpienie. Pan Bóg chce czasem, byśmy zobaczyli, że nas kocha za darmo, jak ojciec syna marnotrawnego. Dopuszcza więc grzech, byśmy mogli zobaczyć, czym on jest naprawdę. I byśmy uczciwie tego żałowali.

Prof. Jerzy Wisłocki,
historyk
W sumie lepiej żałować, że się nie grzeszyło, choć z drugiej strony, z tym żalem za grzechy też nie należy przesadzać.

Piotr Gontowski,
redaktor naczelny „CKM”
To, co mi się kojarzy z takim pytaniem, nie jest wcale grzechem, więc nie ma czego żałować. Tzw. działania prorodzinne są działaniami bezgrzesznymi. W moim przekonaniu, im więcej takich zachowań, tym ludzie żyją dostatniej i lepiej, przyjemniej i weselej, mają mniej stresów, nie blokują urzędów, nie opowiadają dubów smalonych, lepiej znoszą ciężary życia i kłopoty. To sprawa podstawowa dla każdego mężczyzny.

Prof. Krzysztof Żaboklicki,
dyrektor Stacji Naukowej PAN w Rzymie
Jako autor książki o Boccacciu odpowiedziałbym jak ten renesansowy twórca, gdyż w jego dziełach nie brak momentów frywolnych: najpierw grzeszyć, a potem żałować albo i nie żałować. W „Dekameronie” znajduje się wiele zdań potwierdzających taką postawę: „Całowane usta nie tracą świeżości, raczej pięknieją niczym księżyc w nowiu”. Ponieważ jednak mieszkam i pracuję w stolicy chrześcijaństwa, Rzymie, odpowiem, iż lepiej nie grzeszyć, by nie musieć żałować.

Michał Milowicz,
aktor, piosenkarz
Grzech jest pojęciem względnym i należy odróżniać grzechy pochodzenia empirycznego od ekstremalnych, które można popełniać z premedytacją. Jestem za popełnianiem drobnych grzeszków, bo inaczej będąc już mocno dojrzałym mężczyzną, siedzącym na bujanym fotelu, nie miałbym wspomnień. Sądzę, że należy żałować za grzechy, których się nie popełniło, i za to, że się ich nie popełniło również. One pociągają, ale wszystko zależy od danej osoby. Grzech jest na tyle pojemnym i uniwersalnym pojęciem, że popełniony jednego dnia, drugiego może już nie być rozpatrywany w kategoriach grzechu, zarówno przez jego sprawcę, jak i osoby postronne.

Jerzy Gruza,
reżyser
Według mnie, trzeba grzeszyć i żałować za grzechy. Warto wszystkiego doznać, ale do tego trzeba trochę odwagi, aby przezwyciężyć pewne hamulce, które w nas tkwią. Inaczej nasze obawy mogą doprowadzić do życia wyjałowionego z pokus i bez możliwości ulegania im. Takie życie byłoby, moim zdaniem, bezsmakową papką.

Dr Marek Marcyniak,
seksuolog
Mnie osobiście wydaje się, że lepiej żałować za grzechy, niż że się nie grzeszyło, bo życie jest tak krótkie, że należy się nam odrobina zwykłej człowieczej radości życia. Zwykle najbardziej żal nam utraconych okazji. Oczywiście, nie przesadzałbym z praktycznym zastosowaniem tej zasady, ale jednak zacytuję słowa pewnego mądrego człowieka, zięcia Tewji Mleczarza: „I mały żydowski krawiec ma prawo do odrobiny ludzkiego szczęścia”. Jeśli jest szansa i okazja, jeżeli jest to uczciwe i bez niczyjej krzywdy, to dlaczego odmawiać sobie odrobiny ludzkiej radości?

Maria Gładkowska,
aktorka
(Śmiech) Trudne pytanie. Uważam, że można grzeszyć umiarkowanie, znaleźć złoty środek i wtedy żyć w harmonii. Przede wszystkim jednak należy iść za głosem serca.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski,
biblista
Są pytania z kluczem i powyższe do takich należy. Przypomina pytanie typu: czy pan przestał już kraść?, na które każda odpowiedź zawiera także ryzyko samooskarżenia. Najlepiej w ogóle nie grzeszyć, natomiast żal za grzechy ma zupełnie inny charakter niż „żal”, że się nie grzeszyło. Żal za grzechy sprowadza człowieka na drogę nawrócenia. „Żal”, że się nie grzeszyło, to swoiste rozczarowanie z powodu drogi niewinności. Tymczasem jedna i druga droga, droga nawrócenia i droga niewinności, mają swoje dobre strony. Pójście jedną bądź drugą drogą zależy nie tylko od rozmaitych uwarunkowań, lecz przede wszystkim od naszego wolnego wyboru.

Jan Borysewicz,
rockman
Niczego nie należy żałować. W życiu czasami wszyscy jesteśmy niedoskonali, popełniamy różne błędy i grzechy. Popełnione czy niepopełnione – i tak do nas wrócą i zostaniemy za nie ukarani przez los.

Robert Stiller,
pisarz, tłumacz
Pytanie jest chyba błędnie postawione, bo odwołuje się wyłącznie do pojęć katolickich. Uważam tzw. etykę i moralność katolicką za chorą do szpiku kości. Kryjące się w niej pojęcie grzechu uniemożliwia wszelką sensowną dyskusję na temat etyki i moralności. Pytanie nie ma sensu także w okresie karnawału, bo szaleństwa związane z tym czasem nie są ani złe, ani dobre, stanowią część ogólnego obrazu życia. Do karnawałowej rozpusty nikt nie powinien się mieszać, ani państwo, ani Kościół, bo to prywatne sprawy ludzkie. Chyba że towarzyszą temu jakieś inne wyczyny, które mogą podlegać ocenie prawnej.

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy