Litewski ból Orlenu

Litewski ból Orlenu

Politycy wymusili kupno rafinerii w Możejkach. Teraz muszą zdecydować, co z nią zrobić, by dalej do niej nie dokładać Czy Orlen sprzeda Możejki Rosjanom? Czy też poszuka inwestorów z Kataru? Pytania te nurtują polskich i litewskich dziennikarzy oraz polityków. Inwestycja, która miała umocnić więzi między krajami i zabezpieczyć obie strony przed ekspansją Kremla, stała się kością niezgody i przyczyną kłopotów ekonomicznych naszego narodowego dostawcy afer oraz paliw płynnych. A miało być tak dobrze… W połowie grudnia 2006 r. na pierwszych stronach polskich gazet pojawiły się tytuły: „Możejki wzięte!”, „Nie dajmy się Moskwie”, „Orlen w paszczy niedźwiedzia”. Pisano o największej w dziejach III RP zagranicznej akwizycji – nabyciu za 2,34 mld dol. przez PKN Orlen strategicznego pakietu 84,36% akcji litewskiej spółki AB Mažeikiu Nafta (MN). Huraoptymistyczne komentarze tzw. analityków nie były w stanie przesłonić brutalnej prawdy. Płocki koncern potężnie przepłacił za „największą na Litwie kupę złomu” – jak pisałem na łamach „Przeglądu” w styczniu 2007 r. – i nie miał szans na zwrot zainwestowanych środków. Na nic się zdały ówczesne zapewnienia przedstawicieli władz spółki, że dzięki przejęciu Możejek Orlen stał się koncernem naftowym numer jeden w Europie Środkowej, którego zdolność przerobu ropy osiągnęła poziom 31,7 mln ton w skali roku. Spółka zarządzała wówczas siecią stacji paliw działających w Polsce, Niemczech i Czechach. Po przejęciu 27 należących do Litwinów obiektów kontrolowała łącznie 2732 stacje. Ówczesną wartość jej aktywów szacowano na 13,3 mld dol. Przy okazji mieliśmy utrzeć nosa Rosjanom, którzy poprzez Łukoil i Gazprom wyrażali zainteresowanie litewską spółką. O trzecim konkurencie – kazachskim koncernie KazMunaiGaz – nawet nie wspominano. Motywy decyzji ówczesnych władz płockiego koncernu były stricte polityczne. W ramach walki o bezpieczeństwo energetyczne kraju nie wolno było dopuścić do przejęcia przez Rosjan Możejek, bo wówczas groziłby nam zalew taniej benzyny ze wschodu, a w konsekwencji poważne kłopoty naszych koncernów paliwowych, które nie mając dostępu do własnych złóż ropy, skazane były na klęskę w przyszłej wojnie cenowej. Fakt, że kwota 2,34 mld dol. była wzięta z sufitu i nawet Rosjanie nie byli w stanie jej zapłacić, nie miał znaczenia. Chciejstwo W latach 2005-2006 klimat polityczny w tej części Europy był taki, że blokowanie ekonomicznych planów Kremla uchodziło za czynność głęboko patriotyczną. Warszawa szukała w owym zbożnym dziele sojuszników w Kazachstanie, Azerbejdżanie, Gruzji, a nawet w rządzonym przez Turkmenbaszę Turkmenistanie. Snuto plany budowy omijających rosyjskie terytoria gazociągów i ropociągów. Do stolic krajów Azji Środkowej latały delegacje rządowe i biznesowe. Ta gra z góry skazana była na niepowodzenie. Pozycja Rosji w tamtej części świata była o wiele silniejsza, niż wydawało się to naszym ekspertom. Po doświadczeniach wojny na Kaukazie w 2008 r. rządzące w tamtej części świata rodzinne dynastie „Towarzyszy Chanów” pojęły, że Zachód nie jest w stanie zagwarantować pomocy swoim sojusznikom, i delikatnie zwróciły wzrok w stronę Moskwy. Zaowocowało to serią megakontraktów na dostawy ropy i gazu… dla rosyjskich koncernów. Dziś nikt już nie snuje planów budowy rurociągów i gazociągów łączących Azję Centralną via Gruzja z Europą. To także jeden z wielu powodów, dla których Orlen na swej litewskiej inwestycji dobrze nie wyszedł. Rosjanie niedługo po podpisaniu przez płocki koncern umowy o zakupie Możejek, pod pretekstem remontu odcinka rurociągu „Przyjaźń”, wstrzymali dostawy ropy do litewskiej rafinerii, czym zmusili nasz koncern do zapewnienia dostaw surowca z innych, droższych źródeł. Odbiło się to natychmiast na rentowności nowo kupionej spółki. W tym czasie rodzimi analitycy przekonywali rząd i opinię publiczną, że dzięki owej „historycznej” transakcji Orlen trzyma Kreml za gardło, ponieważ stał się największym w tej części Europy odbiorcą ich surowca! Nie zakładano, że rosyjska ropa może trafiać na rynki zachodnie z pominięciem rurociągu „Przyjaźń”! Chciejstwo Sarmatów zostało ukarane. Litewska inwestycja okazała się nie tylko kamieniem młyńskim uwieszonym na szyi Orlenu, ale też katalizatorem decyzji Rosjan o budowie omijającego Polskę rurociągu BTS-2 (Bałtycki System Rurociągowy-2). BTS-2 rozpoczyna się w Unieczy, w obwodzie briańskim, niedaleko granicy z Białorusią i Ukrainą, w miejscu, gdzie znajduje się rozgałęzienie ropociągu

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2010, 2010

Kategorie: Kraj