Mała stocznia, to i interesy małe

Mała stocznia, to i interesy małe

Kto wie, czy Karol Guzikiewicz, etatowy wiceszef „Solidarności” w Stoczni Gdańskiej, nie zrobiłby większej kariery jako przedsiębiorca? Główkę ma chłop nie tylko po to, by nosić kapelusz. Po sukcesach, jakie osiąga w „Solidarności”, widać, że głowy używa często. A że czasem do wątpliwych celów? No cóż, nigdzie nie jest napisane, że związkowiec nie może robić interesów. No to Guzikiewicz robi. Co łączy go z Andrzejem Jaworskim, który za rządów PiS był przez dwa lata prezesem stoczni za skromne 1,24 mln zł? Bardzo silna więź. Mianowicie żony. Żona Guzikiewicza Danuta uczy stoczniowych związkowców angielskiego, a żona Jaworskiego Dorota od 2011 r. pracuje w Fundacji Stoczni Gdańskiej. Tej samej fundacji, którą w 2007 r. zakładał ówczesny prezes, czyli Jaworski, z ówczesnym i dzisiejszym działaczem „S”, czyli Guzikiewiczem. Prorocy. Już wtedy przewidzieli, że żonom trzeba pomagać. Sobie zresztą też. Bo Jaworski dzieli się z fundacją swoją wiedzą. I to za grosze. Za opracowanie „Jak pozyskać środki dla fundacji?” wziął w 2009 r. od fundacji stoczni 6 tys. zł (z kawałkiem).
Tyle zostało z etosu. A co mówił Wałęsa? Oddajcie sztandary do muzeum, to wstydu nie będzie.

Wydanie: 36/2013

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy