Mandaryna, czyli Tusk

Cały kulturalny kraj z wypiekami śledził bój śmiertelny między Dodą i Mandaryną, najwybitniejszymi gwiazdami światowego show-biznesu. Miejsce starcia wyznaczono wcześniej. Opromieniona wieloletnią tradycją muzyczną sopocka Opera Leśna. Festiwal Sztuki Wokalnej finansowany przez TVN. Znakomity czas antenowy.
Wieści z przygotowań do boju stopniowano jak w najlepszym thrillerze. Najpierw małżonek Mandaryny, artysta estradowy, Michał Wiśniewski, urbi et orbi ogłosił prymat swojej żony nad innymi diwami estrady. Zaraz potem szpiedzy, niczym pułkownicy Miodowicz i Brochwicz, wynieśli ze sztabu estradowego Mandaryny ścieżkę dźwiękową z jej głosem. Dowód, że Mandaryna śpiewać nie potrafi. To na scenie nie przeszkadza, bo głos wokalistki leci z playbacku, tam można wgrać wszystko i wszystko zmiksować. I stało się nieszczęście. U urażonej Mandaryny honor wziął górę nad mózgiem i biedaczka podczas festiwalu zaśpiewała własnym głosem. Efekt był do przewidzenia: obraźliwe zaczepki jury oraz triumf Dody, która przynajmniej śpiewa głośno, a w dodatku jej mąż, Radzio Majdan, lepiej prezentuje się na scenie niż w bramce klubu piłki kopanej. Doda wygrała w SMS-owym rankingu publiczności i zdobyła Słowika Publiczności. O laureacie głównej nagrody tegoż festiwalu mało kto wspomniał, bo facet rzeczywiście umiał śpiewać. Co aktualnie na festiwalach piosenki nie bardzo się już liczy.
Dzisiaj najważniejsze jest, jak estradowy podmiot wygląda w telewizji i na zdjęciach w tabloidach. Głos piosenkarki jest nieważny, bo wszyscy i tak śpiewają z playbacku. Jeszcze trochę, a doczekamy się zawodów sportowych, na których skoczkowie wzwyż będą rywalizowali, prezentując wcześniej nagrane teledyski, pokazujące ich wysokie loty ponad poprzeczkami. Na stadionach konkurować będą za to ich nowe kostiumy, efekty operacji plastycznych i supermedialni przyjaciele sportowców.
Oczywiście wygra ten, który zdobędzie najwięcej SMS-owych głosów. Nagrodę publiczności. Nagrodę najważniejszą, bo przecież żyjemy w czasach demokracji i teraz większość ma rację. Większość hołubiona, bo większość głosuje, płacąc za nadsyłane SMS-y, sponsorując artystyczną imprezę i budżet państwa, który o VAT nie zapomina. Większość potencjalnie głosujących nie jest w stanie ocenić subtelności głosowych konkurujących wokalistek. Łatwiej jest więc sklasyfikować je po wyglądzie, tanecznych układach. Wokalista nie musi dobrze śpiewać, czasem wręcz nie powinien nawet próbować, bo kończy się to klęską jak w przypadku Mandaryny.
Jeśli artysta ma bogaty sztab estradowy, to ów sztab wynajmuje ludzi, którzy ślą SMS-y, zwiększając liczbę głosów wokaliście. Głosy te w zupełności rekompensują jego brak głosu. Głosowanie jest śledzone przez telewizję, która potęguje napięcie w wyścigu wyborczym. Im więcej SMS-ów, tym kasa telewizji puchnie. Im więcej ma głosów rywalizująca wokalistka, tym większa szansa, że ludzie niezdecydowani poprą przyszłą laureatkę.
Podobnie jest w tej kampanii. Obserwuję to, kandydując z ostatniego miejsca listy SLD w Warszawie. Liderzy konkurujących list wyborczych rzadko przemawiają, a przemawiając, nierzadko fałszują. Za to jak pięknie wyglądają na billboardach! Cały wysiłek pieniężny i intelektualny ich sztabów wyborczych koncentruje się na upiększaniu i wygładzaniu ich wizerunku. Jak się okazuje, przyszły prezydent, premier, marszałkowie parlamentu nie muszą mieć czegoś do powiedzenia. Muszą mieć do wyglądania. Zredukowanemu do postrzegania obrazków społeczeństwu to wystarcza.

Wydanie: 37/2005

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy