Marszałek z PO, program z…

Marszałek z PO, program z…

Podlaskie zafundowało sobie czwartą już ekipę rządzącą od początku kadencji

Z podlaskim samorządem wojewódzkim wciąż jest kłopot. Jedno z najbiedniejszych województw w kraju zafundowało sobie czwartą już ekipę rządzącą od początku kadencji.
Przypomnijmy. W jesiennych wyborach w 2006 r. większość w sejmiku zdobyło Prawo i Sprawiedliwość. Uzbierało dość głosów, aby wybrać swego marszałka, ale na tym się skończyło. Bogusław Dębski przez trzy miesiące nie potrafił zmontować większości wystarczającej do powołania zarządu województwa. Ma ten człowiek szczególną przypadłość. Przeszedł przez kilka partii, w tym przez LPR. Nie potrafi rozmawiać z ludźmi, zraża ich, czasem obraża; chyba po prostu ludzi nie lubi, co spotyka się z wzajemnością.
Dębski na lokalnym rynku samorządowym zyskał sławę hamulcowego inwestycji służących rozwojowi. Jego flagowym programem jest sprzeciw wobec budowy lotniska w Białymstoku. Inwestycja ta uchodzi za symbol nadziei, że Podlasie podniesie się kiedyś cywilizacyjnie ponad poziom swych ekologicznych błot i przepastnych puszcz.
Po trzech miesiącach Dębski poniósł klęskę, zarząd województwa nie powstał i premier

Kaczyński mianował komisarza.

Długo by mówić o radosnej twórczości Jarosława Schabieńskiego na tym stanowisku. Dostał je zapewne tylko dlatego, że uważany był za faworyta prominentnego działacza PiS, Jarosława Zielińskiego. Obaj pochodzą z Suwałk, co może sporo tłumaczyć, choć zapewne ważniejsze było pewne podobieństwo – powiedzmy – intelektualne.
Schabieński rządził, jak zwykła rządzić prawica, i przygotowywał nowe wybory. Te odbyły się w maju i… przyniosły PiS dobry wynik – 12 mandatów spośród 30 radnych – ale niewystarczający, aby samodzielnie powołać marszałka i zarząd. Wówczas z pomocą pośpieszyło Polskie Stronnictwo Ludowe, które uzyskało pięć mandatów.
Na marginesie – wynik taki jest efektem zblokowania PSL z Platformą Obywatelską. Bez blokowania Stronnictwo miałoby może trzech radnych. Ale… Na nic wcześniejsze pakty, skoro arytmetyka jest jasna – 12 radnych PiS plus pięciu ludowców daje 17, czyli możliwość wybrania marszałka i reszty zarządu. Szefem województwa został Dariusz Piontkowski. Myślący i kulturalny człowiek, czym wyraźnie górował nad niektórymi swymi współpracownikami. Gładki, ale – niestety – czuło się, że niesamodzielny, bo prawdziwe lejce w województwie trzymał wciąż wicemarszałek Sejmu, Krzysztof Putra, tutejszy lider twardej prawicy.
Niezbadane są jednakowoż wyroki losu. Jesienią wybory parlamentarne wygrała PO i zaczęła rozmawiać z ludowcami. Ci zaczęli natychmiast głosić tezę, iż koalicja regionalna powinna być odwzorowaniem układu krajowego i objawili się jako koalicjanci Platformy.
W takich to okolicznościach w połowie grudnia pojawił się wniosek (radnych PO, PSL, Samoobrony i LiD) o wymianę PiS-owskiego marszałka Piontkowskiego na nowego – z PO. W myśl przepisów wniosek taki musiał odbyć

przynajmniej miesięczną kwarantannę.

Podczas tych czterech tygodni działo się wiele. Najpierw do klubu PO wstąpiło dwóch z trójki dawnych lepperowców, a jeden ponoć obiecał ciche poparcie. Lewica sama ze względów \”smakowych\” wolała mieć za marszałka kogoś innego niż człowiek z PiS.
Prawo wymagało do odwołania marszałka 18 głosów. Atoli tydzień przed sesją poważnie zachorował jeden z bilansowanych w nowej koalicji przedstawicieli planktonu sejmikowego. Do osiemnastki brakowało wówczas jednego głosu. Szykowała się klapa.
Napięcie sięgało zenitu. Przełom przyniosła ostatnia noc przed sesją. Pojawiła się plotka, wielokrotnie negowana, ale ostatecznie prawdziwa, że zwarty, trzymany przez swego lidera twardą ręką klub PiS właśnie pękł – trzy osoby z niego wystąpiły, a na czele secesji stanął… wspomniany już Bogusław Dębski, nieudany marszałek sprzed roku.
Marszałek Piontkowski w głosowaniu poległ. W ostatnim słowie życzył „zdrajcom”, aby

powinęła im się noga,

co ujęło mu trochę dobrej sławy eleganta w czynach i słowach.
Nowym marszałkiem został lider frakcji PO w sejmiku i struktur politycznych tej partii w Białymstoku, Jarosław Dworzański. Zgłosił zarząd oparty na radnych PO i PSL, a na dokładkę funkcję wicemarszałka postanowił powierzyć… Dębskiemu. Ma on odpowiadać za najważniejsze problemy województwa – za rozwój, politykę regionalną, fundusze strukturalne i służbę zdrowia.
Jak marszałek Dworzański z Platformy Obywatelskiej zamierza osiągać podstawowe cele rozwojowe województwa przy takim pomocniku, nie wie nikt. Może go trochę \”uczesze\”, lecz to wątpliwe. W pierwszych wypowiedziach dla prasy wicemarszałek uznał za właściwe zanegować szybką budowę lotniska. Objawił się też jako ideologiczny przeciwnik polskiej integracji z Europą. Fakty te ubogiemu województwu, leżącemu na peryferiach Polski, wróżą źle. Po prostu źle. Cokolwiek Bogusław Dębski w życiu publicznym robił, zawsze kończyło się to intrygami i rozłamami. Czemu teraz ma być inaczej?
Z politycznego punktu widzenia w Podlaskiem rządzi obecnie PO z PSL, ale i z PiS (rozłamowym). Jest jakaś skromniutka nadzieja, że radnych wszystkich ugrupowań ogarnie raptem idea partnerstwa samorządowego i na tej płaszczyźnie porozumieją się co do najważniejszych spraw województwa. Będzie to jednak trudne. Rządzący wyraźnie powołują się na ducha prawicy, dość ortodoksyjnej. Najbardziej racjonalny wydaje się sam marszałek Dworzański, ale niełatwo mu będzie obronić zapowiadaną \”nową twarz władzy\”, otwartą, nastawioną na Europę.
Podlaska Platforma będzie więc mieć problemy ideowe i wizerunkowe. Wtedy stanie się oczywiste – czy w zmianach władzy samorządowej w Podlaskiem szło tylko o posiadanie władzy, czy też o coś więcej. Zobaczymy, wszak sprawdzianem wszystkiego jest praktyka.

Wydanie: 5/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy